Bat na Kanale Żerańskim

Jesień to okres dla mnie szczególny,  ponieważ uwielbiam łowienie chimerycznych  ryb. Łowisko jakie wybrałem na ostatnią  wyprawę to  Kanał Żerański  w Nieporęcie. W tym roku ze względu na brak czasu, nie miałem okazji odwiedzać  tego łowiska z pickerem bądź spławikiem, dlatego wybrałem bat. Metoda bardzo prosta, jednocześnie skuteczna – o czym mogłem się później przekonać.

Zima mi nie straszna …. każda chwila nad wodą jest zawsze na plus

Na wspominanym odcinku kanału, w jesiennych miesiącach dobrze biorą ładne płocie i leszcze. Wieści o ładnych połowach dochodziły do mnie co weekend. Czy to Marcin, Daniel przesyłali mi mms i co tu dużo mówić, lekko mnie wnerwiali 😀 oczywiście robili to wszystko z premedytacją ! Dłużej nie mogłem wytrzymać …..

Podczas rozmowy z Michałem ten mi delikatnie zakomunikował, że umówił się z Marcinem na niedzielne ryby. Z rozmowy wynikło zapytanie czy nie chcę się przyłączyć 🙂 Długo nie myśląc upewniłem się w kalendarzu czy nie mam jakiś mega pilnych planów na weekend i …….. zamówiłem robactwo. Rozważałem zabranie pickera,  bo jak pokazały ostatnie lata była to najskuteczniejsza metoda na tamtejsze duże ryby.  Z niepewności  wyrywa mnie Michał, który powiedział, że będzie łowił batem!? Może czas sobie przypomnieć jak się włada takim 7m patykiem ? Długo nie myślałem i postanowiłem odkurzyć pokrowiec z batami. Przy okazji odkopałem kasetę z odpowiednimi zestawami, które dawno u mnie odeszły w zapomnienie.

Typowy leszczyk z kanału 🙂

Jako, że cała nasza trójka lubi rywalizację, postanowiliśmy zrobić małe zawody i łowić tylko i wyłącznie 7m batami. Rywalizacja miała przebieg czysto towarzyski, nagrodą miało być uznanie towarzyszy 🙂 Taka koleżeńska rywalizacja, bardzo często przeradza się w „beczkę śmiechu” i tym razem także było bardzo wesoło. Ryby były ważne, ale towarzystwo jeszcze lepsze.

Rozstawienie zajęło dosłownie chwilkę, małe kombajny i wędka 🙂 Wszystko można zabrać na jeden raz z samochodu, bez potrzeby zabierania taczki.

Ciemna mieszanka jest najbardziej uniwersalna 

Teraz pozostało tylko ostatnie pytanie, co wrzucić do kotła ? Postanowiłem, że jeśli mam łowić batem to chciałbym łowić głównie płocie, a najchętniej te ponad 30cm, które właśnie jesienią wchodzą do kanału. I tak do mojego wiadra powędrowały 2 paczki Ziemi Bełchatowskiej oraz 1 kg zanęty płociowej okraszonej garścią prażonych konopi. Cała zanęta została namoczona „mleczkiem” ze zmielonych i wcześniej ugotowanych ziaren, które  czerwonookie wręcz uwielbiają. Do całej mieszanki trafiło 300g jokersa i garść pinek. Na początek do wody wrzucam około 3/4 towaru. Resztę  zostawiam na donęcanie o ile zajdzie taka potrzeba. W zimnej wodzie nie dorzucam jedzenia na głowę ryb, dlatego kolejne  kule wrzucę, jeżeli skończą mi się brania. Gdy będę miał brania cały czas, resztą mieszanki nakarmię kaczki 🙂

Nęcenie wstępne powinno być bardzo celne 

Na 7m wędkę trafił ciężki 1.1g zestaw z krótkim 10cm przyponem z fluorocarbonu zawiązany na żyłce 0.09mm i haku z długim trzonkiem o numerze 18. Tego typu haczyk znacznie ułatwia odhaczanie ryb, a przy temperaturze bliskiej zera – ma to kolosalne znaczenie. Nie chciałem także używać zbyt topornego i ciężkiego spławika, dlatego tylko i aż 1,1g. Model wyposażony w cienką antenę, miał pokazywać każde muśnięcie przynęty. Haczyk wybrałem z cienkiego drutu, żeby nie niszczyć delikatniej ochotki!

Pinka i ochotka – minimalistyczna ilość przynęt potrzebnych do łowienia

Najskuteczniejsza tego dnia przynęta – dwie ochotki i pinka 

Typowa kanałowa płoć 

Tuż po nęceniu ustaliliśmy zasady naszych „koleżeńskich” zawodów. Z powodu nie używania siatek  musieliśmy  zrobić punktację 😛 płoć była punktowana za 1, leszcz lub płoć powyżej 500g 10 pkt  ,okonie nie były wliczone do punktacji. Reguły bardzo proste, tak więc zaczynamy łowienie. Na samym starcie zaczynam walkę z mikro okonkami, które  namolnie atakowały każdą przynętę! Pierwsze białe ryby meldują się u mnie w łowisku i według przypuszczeń są to małe płotki. Zarówno u Marcina jak i Michała sytuacja nie napawa optymizmem i chłopaki siedzą bez brania. Być może ma to związek z cięższym podaniem towaru, który zalega na dnie. Szybkie wyjście z sytuacji znalazł Marcin który stwierdza, że  ryby wejdą w łowisko tylko potrzebują czasu. Czas oczekiwania postanowił umilić sobie kawą ….. i udał się na pobliską stację benzynową 😛

Tuż po zacięciu czuć, że na kiju jest większa ryba 

Kluczowy moment przed podebranie – wyjście ryby na powierzchnie 

Udało się …. kolejny leszczyk w podbieraku 🙂

Idealnie wpięta ryba – kącik pyska

Po dwóch godzinach mam na koncie 17 płoci, Michał tylko jedną. Brań jest naprawdę sporo, jednak w większości, są to okonie które jednak biorą coraz rzadziej. Po cichu rodzi się we mnie nadzieja na leszcze. Moje przypuszczenia nabierają realnych kształtów po  10min. Brania ustają całkowicie  i przypadkowo podczas wyjmowania z wody zestawu, podczepiam leszcza. Przyczyna takiego zbiegu okoliczności była prosta – pojawienie się ryb w łowisku. Na końcu zestawu znajdował się nie lada przeciwnik,  bo ok 600g leszcz, który na miękkim bacie  dał mi  nieźle popalić.

Mina mówi wszystko 🙂 

Szybka sesja zdjęciowa i rybka wraca do wody. Nie zarzucam jednak od razu, tylko koryguję zestaw i kładę przypon na dnie. Manewr wykonuję zawsze, gdy spodziewam się bremesów na kiju. Leszcze uwielbiają przynętę położoną na dnie! Słuszność decyzji weryfikują ryby. Nie mija 5 min, a na wędce znowu czuję duży opór. Spora ryba nie daje oderwać się od dna, tym razem jest to bardzo ładna płoć. W między czasie doławiam jeszcze kilka leszczy oraz płoci. Zmiana gruntu przynosi  pogrubienie łowionych ryb i co ważne nie mam już okoni. Prawdopodobnie białoryb wygonił drapieżniki z łowiska, jeszcze bardziej  umilając łowienie 🙂 Towarzysze wyprawy niestety nie mieli tyle szczęścia. Marcin całkowicie zrezygnowany, rozwinął matcha i złowił kilka jazgarzy (uparcie twierdząc, że są po 10 pkt 😛 ) Michałowi udało się złowić kilka płotek i zerwać jakąś dużą rybę.

Takie obrazki na żywo to coś pięknego 🙂 lepiej posiedzieć nad wodą niż przed TV 🙂

Wszystkie ryby odrazu po złowieniu wracają do wody 🙂

Cały wypad uważam za bardzo udany i na pewno nie raz w przyszłym sezonie wezmę ze sobą na ryby bata. Metoda bardzo prosta i lekko już zapominana. O tej porze roku sprawdziła się znakomicie! Bardzo podobał mi się minimalizm i wielka radocha z holowania. Nie ukrywam, że wygranie tych jakże prestiżowych zawodów także przyniosło mi sporo radości 🙂 Najważniejsze jednak, że spędziliśmy kolejny dzień nad wodą, nie przeszkodził śnieg i gdzieniegdzie lód! Klimat był naprawdę rewelacyjny! Chłopaki jeszcze raz dzięki, a do czytelników „ nie zapominajcie o bacie” 

Tekst: Łukasz Gierach 

Foto: Marcin Kostera

 

Facebook