Bliska odległościówka w wielkim mieście

Wielu z nas swoją przygodę z wędkarstwem rozpoczynała z match’em w dłoni. Oczywiście nie było mowy o wykorzystaniu tej wędki zgodnie z jej przeznaczeniem, bo o metodzie odległościowej dowiedzieliśmy się wiele lat później. Mało tego!  Nie zawsze zdawaliśmy sobie nawet sprawę, że to co trzymamy w dłoniach to wędzisko do metody angielskiej. Ot, fajna nowoczesna wędka z kołowrotkiem, służyła nam wtedy do łowienia przeważnie blisko brzegu, a zapas żyłki przydawał się do holowania okazów.

Szkoła ta jak najbardziej się przydała, bo w tej chwili wiele osób wychowanych na tyczce w ogóle ma problem z obsługą jakiejkolwiek wędki z kołowrotkiem. Jak mawia angielskie z resztą przysłowie Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci:) Teraz po latach już z procą w dłoni strzelamy kulami na 30 czy 40 metr i precyzyjnie tam właśnie posyłamy zestaw z wagglerem. Czy jednak już na zawsze musimy rezygnować z przyjemności bliskiego łowienia  matchówką? Sprawdzimy to w środku miejskiej dżungli!

łowisko 2łowisko 1

Miejskie łowiska zwykle omijamy szerokim łukiem.  Nie podobają nam się zurbanizowane brzegi i mało naturalne widoki. Nic w tym dziwnego. Na ryby jedziemy odpocząć i napawać się naturą. Czasami jednak , szczególnie zimową porą warto zacisnąć zęby. Czasem aby oglądać chowającą się pod wodę antenkę, trzeba udać się tam, gdzie ryby gromadzą się w poszukiwaniu pokarmu i bezpiecznej przystani do przezimowania.


Chcesz łowić blisko możesz przecież łowić tyczką!. Niejeden z nas tak by właśnie teraz powiedział.  Wiem, ale jest jedno…ale.  Zimowe poranki nie nastrajają do rozkładania tego całego wyczynowego majdanu. Tym bardziej, że o tej porze jest duże prawdopodobieństwo, że to żmudne szykowanie może służyć złowieniu pojedynczych płotek i krąpi. Ja odłożyłem tyczkę w tym sezonie już na dobre. Z odległościówką i lekkim siedziskiem opisywanym na wiosnę w tym miejscu ruszyłem nad ponoć rybny akwen w środku stolicy. Łowisko połączone z Wisłą niemal gwarantuje ryby. Tylko jakie? Nieważne!  Grunt żeby brania były….

łowimy

Mała ilość wędkarzy w takim miejscu mówi nam, że szału nie ma i o rybkę trzeba się postarać.

Wybrane przeze mnie łowisko jest dość specyficzne, a gruntowanie wykazuje większe głębokości na około 15 metrze, niż dalej na standardowych odległościowych miejscach. To właśnie okazja żeby sięgnąć po „bliskiego match’a” Dzięki temu w końcu możemy powędkować na trochę lżejsze wagglerki, które w środku sezonu kurzem obrastają, gdyż ich przydatność przy wędkowaniu na dużych odległościach i wszędobylskim uciągu  jest żadna.

DSC_6498ff

Pojawia się sposobność połowienia dość lekkimi i czułymi ołówkami. Tego wymaga zresztą zimowe wędkowanie, bo nawet w takich miejscach ryby żerują ostrożnie. Napisałem dość lekkimi, bo oczywiście nie ma co przesadzać, a gdy woda płynie, a nasza wędka jest zdecydowanie za krótka, aby utrzymać zestaw w miejscu, coś na tej żyłce powiesić jednak trzeba. Wybrałem spławiki z angielskim oznaczeniem 3AAA. Dla lepszego zrozumienia angielskich oznaczeń śrutu zerknijcie na tabelkę.

Oznaczenie
SSG AAA BB No1 No4 No6 No8 No9 No10 No11 No12 No13
Gramatura 1,8gr 0,8gr 0,4gr 0,3gr 0,2gr 0,1gr 0,06gr 0,05gr 0,04gr 0,03gr 0,02gr 0,01gr

Do mojego wiaderka trafiło 6 kilogramów gliny i ziemi Górka. (argille brune, argille czarna i ziemia) Okazało się,  że woda w wygruntowanej rynnie ciągnie dość mocno, postanowiłem towar domoczyć i część porządnie dokleić bentonitem.

zanętazanęta 2

Spożywkę, którą postanowiłem wykorzystać  do łowienia stanowiła mieszanka profesjonalnych serii zanęt firmy Venire. Po jednej garści Venire Canal i Venire Płoć okraszonych sporą ilością konopi zdecydowanie wystarczy do wędkowania spławikowego o tej porze roku. Nie dawałem żadnych dodatków. Nieco więcej rozrobionego towaru miało mi posłużyć do załadowania koszyczka, pickera, którego również wziąłem w razie braku ryb blisko brzegu. Była to jedynie alternatywa, bowiem tego dnia pragnąłem oglądać znikającą antenę spławika. Kto wie, czy nie ostatni raz w sezonie?

towar 2towar 3

………………………………………………………………………………………………………………………………………….

towar 4

Obie zanęty polskiego producenta  piją bardzo dużo wody. Mieszankę naprawdę ciężko przemoczyć.  Jest bardzo drobno zmielona i mocno puszysta nawet bez przecierania przez sito. Delikatny zapach i puszysta drobna frakcja idealnie wpisuje się w wędkowanie w wodzie o niskiej temperaturze,  gdzie wszystkie agresywne aromaty sprawiają, ze ryby uciekają gdzie pieprz rośnie. O tej porze roku oczywiście nie ma co myśleć o połowach bez mięska. Odrobina, bo ok 100 gram jokersa i pudełko ochotek wystarczy. Dodatkowo garść martwych robaków, których skuteczność chciałem sprawdzić i na tym łowisku,  dopełniło całości. Możliwe, że to one właśnie zrobią różnicę.

Wędkowanie na odległości ok 15 metrów ma tę zaletę, że nie trzeba używać procy. Nęcenie z ręki poszło idealnie. Na początek do wody poszybowało 7 kul o różnej spoistości i stopniu sklejenia. Dwie z nich pozbawione zupełnie kleju miały od razu zwabić rybki.

nęcenienęcenie 2

………………..

necenie 4

………………………………………………..

Zaczęło się ku uciesze miejscowych wędkarzy gruntowych, od drobnicy. Ciężko było się przebić przez stada uklejek i niewymiarowych boleni rzucających się na wszystko co pojawi się w wodzie. Z czasem zaczęło być jednak lepiej, a gdy przynęta doszła do dna pojawiały się  krąpie i leszczyki jak dłoń. Przyjemnie zrobiło się, gdy po kolejnym delikatnym przynurzeniu spławika ryba na drugim końcu zaczęła walczyć. Po emocjonującym holu ( jak na wielkość tych ryb) oczom mym ukazuje się ponad 30 cm sapa.

sapka

Ryby te walczą z furią godną co najmniej łososiowatych. Wędkowanie staje się więc przyjemne, a średnie i wciąż w sumie mało spotykane ryby sprawiają wiele radochy. Dodajmy, że rybki tego gatunku wielkości ponad 30 cm, można nazwać okazami. Najważniejsze, że weszły w łowisko całym stadem. 

walkawalka 2

 

………

Kolejne hole następują po sobie. Rybki są raz deczko większe, raz mniejsze. Symptomatyczne jest to, że każda sapka pięknie walczy. Pamiętajcie, że ryby te objęte są wymiarem ochronnym, 25 cm. Warto zerknąć na podstawowe różnicę, aby nie pomylić z niewielkim  leszczem. Sapy są pięknie srebrzyste i mniej wygrzbiecone od swoich popularnych braci z rodzaju Abramis brama.

sapcia 3 sapcia 2

Charakterystyczny pyszczek i ogromne oczy nie pozostawiają złudzeń z kim mamy do czynienia

Brania były binfografika 2ardzo delikatne. Ryby przytapiają lub wystawiają spławik dosłownie kilka milimetrów. Pudeł jednak nie ma i przeważnie takie słabo sygnalizowane branie kończy się rybą w podbieraku. Delikatność brań  spowodowana jest  min. rozstawem śrucin. Woda z powodu dużego wiatru mocno się w „basenie” już wymieszała i pojawił się spory prąd przy dnie. Aby łowić w miarę stabilnie, choć o pełni szczęścia nie mogło być mowy, przy przyponie zgromadziłem aż 4 małe śruciny. Zadanie miały proste -stabilizować i odpowiednio prezentować przynętę na dnie. To oczywiście wiąże się ze sporym oporem, który napotykały sapy. Jednak coś, za coś! Rezygnacja z tego typu rozłożenia i przejście na tzw. „fruwanie”, skutkowało automatycznym braniem drobnicy, lub brakiem brań w ogóle. Na infografice obok przedstawiłem budowę zestawu, który w tym wypadku okazał się strzałem w dziesiątkę. Oczywiście „pokaźny” ciężar blisko przyponu, pozwalał szybciej przynęcie dotrzeć do dna( grunt ok. 2,5 metra) co  miało również wpływ na mniejszą ilość uklei na haczyku.

………………………………………………………………..

Tylko raz zmuszony byłem donęcić. Do wody poszybowały dwie kule. Nie spłoszyło to ryb i niemal natychmiast w podbieraku pojawiły się kolejne sapy. Ryb było naprawdę dużo, jednak część z nich była niewymiarowa i trafiała od razu do wody. Na szczęście większość jednak mogła pozować do zdjęć.

sapinka

………

robaczki

Warto miejscu zaznaczyć, żebyście nie bali się eksperymentować i dostosowywać do warunków panujących na łowisku. Zimowe miejskie akweny pełne są wędkarzy, którzy nie przebierają w środkach i przynętach. Na hak zakładają grube robaki i często ryby bytujące w takich miejscach przyzwyczajają się do tego, że na haczyku obok ochotki znajdą coś tłustego. Często z resztą stanowi to o sukcesie. Tak było i tym razem. Kanapka z grubszym martwym białym robakiem przygotowanym wedle sposobu mojego redakcyjnego kolegi o czym możecie przeczytać  w tym miejscu wyraźnie przypasowała sapom.

Po 4 godzinnej sesji w siatce miałem ponad 4 kilogramy silnych sap oraz kilka podleszczaków i krąpi. Łowienie było niezwykle proste, bez kombinowania. Co najważniejsze skuteczne. Poczułem się jak za dawnych lat z matchówką w dłoni. Warto wybrać się na miejskie łowiska i zakładając nogę na nogę, zupełnie na luzie oddać się wędkowaniu z matchówką. Nie koniecznie wyznaczając sobie za punkt honoru to by łowić najdalej.

koniec 3

koniec 4

…………………………………

koniec 2

Oczywiście znacie nas już doskonale i wiecie, że liczy się tylko Catch & Release. Nie inaczej było tym razem 🙂

release 3 release

…………………………………………….

Wszystkie ryby w dobrej kondycji trafiły z powrotem do wody.  Tym razem to nie miejscowi, a ja miałem uciechę:)

Wodom Cześć!

Tekst i infografika : Tomek Sikorski

Foto: Tomek Sikorski i Marcin Kostera

Facebook