Cannabis na legalu, czyli robimy konopie

Wiem, że niektórzy z Was zerkajac na tytuł weszli tu aby odgrzebać gdzieś wspomnienia z liceum lub przytulnej osiedlowej ławki. Zmartwię Was niestety, bo rzecz będzie o zupełnie legalnym towarze 🙂 Konopie siewne (Cannabis sativa), bo o nich mowa, choć wyglądają i momentami, podczas obróbki cieplnej pachną jak trzeba, to substancji THC mają tak mało, że można je kupić na każdym targu i w prawie każdym wędkarskim.  Lubią je płocie, karpie i inne ryby spokojnego żeru. Na temat tych ziaren w światku wędkarskim powstało wiele teorii i mitów, ale o tym później.

dscf7343-copy

Szperając w necie natknąłem się na wiele ciekawych artykułów na temat konopi i ich  zastosowania. Już nasi pra, pra… dziadowie w czasach słowiańskich używali tych ziaren i cenili je jako lekarstwo na  liczne schorzenia. W tej chwili wraca moda na spożywanie zdrowych darów natury. Za niemałe pieniążki w sklepach z najzdrowsza na świecie żywnością spotkać możecie także konopie siewne w różnej postaci. My skoncentrujemy się jednak na wykorzystaniu tych ziaren do celów stricte wędkarskich.

Pytacie się nas czasem czy używamy konopi i czy kupujemy lub przyrządzamy je sami? Warto poświęcić trochę czasu i przyrządzić je samodzielnie, bo to spora oszczędność –  kilogram konopi na targu to wydatek nieprzekraczający 10 zł. Drugą jakże ważną sprawą jest to, że po tym jak choć raz przyrządzicie sami konopie prażone, to z niedowierzaniem spojrzycie na opakowanie niby tego samego, ale przygotowane przez większość firm wędkarskich. „Pies zmielony razem z budą” – to najlepszy cytat określający zawartość tego co znajduje się w paczkach „markowych konopi” (nie mówię, że  wszystkich).

dscf7414-copy

Aby wycisnąć wszystko z naszych  ziarenek potrzebny nam będzie prosty zestaw. Musimy mieć garnek z przykrywką, patelnie z przykrywką i młynek do kawy. Wszystko najlepiej dość stare i dogadane z drugą połówką. Choć konopie to nic złego i jak pisałem wcześniej rzecz zupełnie jadalna, to jeśli żona dowie się, że to na ryby, będzie traktowała nasze wyczyny na równi jakbyśmy piekli i gotowali robaki 🙂 .

GOTUJEMY

Gotowane konopie to idealna rzecz do strzelania z procy i podawania z kubka zanętowego. W ten sposób na wielu zbiornikach da się wyselekcjonować większe płocie, a podczas naszych  komercyjnych wojaży nie pogardzą nimi także karpie. Mało tego ziarna konopi często znajdziemy  w wiaderkach karpiarzy,  jako część zanęty na naprawdę okazałe cyprinusy.

dscf7341-copy

dscf7340-copy

 

Na targu warto upolować różne rozmiary ziaren. Na płocie te mniejsze, natomiast karpie nie pogardzą większymi kąskami

Oczywiście żeby nasze konopie były skuteczne,  należy je odpowiednio przygotować, tak aby pękły, a na wierzchu pojawiły się kiełki. Zadanie proste, ale długotrwałe i dość uciążliwe dla całej rodziny. Gotowanie konopi to naprawdę śmierdząca sprawa! Należy więc zadbać o odpowiednie wietrzenie, albo rodzinę wysłać do kina 🙂

Do garnka napełnionego porządnie wodą wsypujemy odpowiednią, potrzebną nam ilość konopi. Wody powinno być sporo gdyż gotowanie trochę potrwa i z pewnością zdąży nam sporo odparować. Początkowo ziarna unoszą się na powierzchni, ale z czasem w większości zatoną.  Podczas gotowania na wolnym ogniu pierwsze kiełki pojawią się już po pół godzinie od postawienia garnka na gazie. Ja  gotuje przeważnie około półtorej godziny, tak aby praktycznie wszystkie ziarna wykiełkowały.  Przyspieszyć całość można namaczając uprzednio(np. dobę wcześniej) konopie w wodzie, tak jak w przypadku innych ziaren, np. kukurydzy czy grochu.

dscf7353-copy

dscf7356-copy

dscf7362-copy


Po 1,5 godziny gotowania konopie są już gotowe, a  wodę w kolorze kawy latte użyjemy do nawilżenia zanęty 🙂

Ostatecznością jeśli chodzi o przygotowanie tego rodzaju konopi jest zaparzenie ich w termosie. Zauważyłem  jednak, że nawet po całej nocy dużo mniej ziaren wykształca kiełki. Jest to zdecydowanie mniej skuteczna metoda.

dscf7391-copy

Dobrze ugotowane konopie. Praktycznie wszystkie ziarna ” wykiełkowały” 🙂

Drugim często stosowanym wariantem na wykorzystanie gotowanych ziaren cannabisa jest ich zmielenie. Otrzymujemy wtedy konopne mleko z kawałkami skorupek. Jest to idealna papka do nęcenia płoci na płytkich  zbiornikach. Tworzymy w ten sposób chmurę w toni, która zaciekawia ryby i pobudza je do żerowania.  Oczywiście najskuteczniej tak przygotowane konopie podamy  z kubka.

dscf7430-copydscf7426-copy

 


Ciekawostki: Niektórzy wędkarze twierdzą, że ugotowane konopie wyglądają podobno jak małe ślimaczki, którymi żywią się płocie i stąd czerwonookie tak upodobały sobie te ziarna.  Drugim bardzo ciekawym spostrzeżeniem podzielił się w jednym ze swoich filmów, wybitny wędkarz Kacper Górecki, który uważa, że nie da się ryb przenęcić konopiami, bo gdy te nie są głodne po prostu na ziarnach konopi nie żerują. Spotkałem się także z taką opinią, że na niektórych  akwenach  konopie są nieskuteczne. Jak zwykle o przydatności pewnych przynęt, zanęt czy naszych zabiegów, świadczy to czy z użyciem danej rzeczy połowiliśmy, czy nie. Sami musicie to sprawdzić.

PRAŻYMY

To zdecydowanie przyjemniejsza część działań na konopiach. Zapachy, które pojawiają się w naszej kuchni są zupełnie inne niż te, które musieliśmy znosić podczas gotowania, ale o tym za chwilę. Po co stosujemy prażone konopie? Tu sprawa ma aspekt przede wszystkim czysto fizyczny. Dobrze wyprażone ziarna po ściśnięciu palcem zostawią nam na opuszkach tłusty ślad po olejku, który znajduje się w ziarnie. Zmielone konopie prażone dodane do zanęty,  znakomicie będą windować nam jej drobinki z kul znajdujących się na dnie. Z premedytacją wykorzystujemy to na gatunki, które lubią gdy coś się dzieję nad gruntem. Będzie to nasza broń na  płocie, krąpie i inne niewielkie i średnie ryby.

dscf7360-copy

dscf7368-copy

Na suchą patelnie wsypujemy odpowiednią ilość konopi i na małym palniku pod przykrywką dusimy dosłownie kilka minut. Tu musimy poświecić sporo uwagi żeby nie przypalić ziaren. Czasami kilka z nich przypieczemy zbyt mocno. Dla pewności takie przypalanki możemy przed mieleniem usunąć. Ziarna powinny być brązowe lub ciemnobrązowe. Proces jest szybki, więc trzeba uważać i dobrze jest poruszać patelnią od czasu do czasu.  Przykrywka jest  potrzebna także dlatego,  że ziarna na patelni po prostu podskakują.  Po co później sprzątać całą kuchnię, a i kontakt z gorącą, fruwającą konopią nie musi być przyjemny. Tu wrócę jeszcze do zapachów.  W pierwszej fazie gdy ziarna dostaną odrobinę ciepła pojawia się w całym domu zapach, który nie raz mieliśmy okazję poczuć w pubie, czy szkolnej łazience 🙂 Sąsiedzi jednak nie zdążą wezwać policji. Możemy kontynuować nasze dzieło,  bo już po chwili ten aromat przejdzie w zapach podobny  do tego, który towarzyszy  prażeniu kukurydzy. Przynajmniej tak twierdzi mój syn, który przybiegł do kuchni z zawiedzioną nadzieją na wyżerkę. Po kilku minutach ziarna są gotowe. Czekamy tylko aż ostygną i już będą gotowe do mielenia.


dscf7413-copy

Jak już wspomniałem ziarna konopi są bardzo tłuste więc na młynku z pewnością pojawi się osad. Zmielone ziarna pakujemy do woreczka, lub szczelnie zamykanego pudełka. Cała filozofia.

dscf7421-copy

Ciekawostki: Spotkałem się z twierdzeniem, że prażone mielone ziarna konopii w zanęcie zdecydowanie nie pasują leszczom. Być może w niektórych warunkach tak jest, gdyż leszcze lubią gdy na dnie jest spokój. Wielokrotnie jednak podczas typowo płociowych zasiadek w zanętę wchodziły też leszcze i nie przeszkadzała im obecność dużej ilości prażonych konopi.

Polecam samodzielne przygotowanie konopi. Z pewnością będzie taniej i przynajmniej mamy pewność, że to co podajemy to konopie, a nie przysłowiowy  „Pies zmielony razem z budą”.

Smacznego 🙂

Tekst i Foto: Tomek Sikorski

Facebook