Drgające otwarcie sezonu

Długi sezon podlodowy, jak zawsze opóźnia mój start spławikowo – gruntowy. Niestety w ciągu ostatnich paru lat, prawie wszyscy moi znajomi łowią na spławik lub grunt zasypując mnie zdjęciami z pięknymi  rybami, podczas gdy ja jeszcze biegam z bałałajką w ręku. Tylko oni wiedzą, jak  na mnie działają zdjęcia, można by rzec – jak płachta na byka…  Później tylko przebieram nóżkami, zerkam w kalendarz i już wiem, kolejny weekend jest mój. Nie zaprzątam sobie głowy pogodą, jaka by nie była, muszę stanąć nad brzegiem jeziora bądź kanału. Chcę w końcu połowić dłuższą wędką niż podlodowe 30 cm… W planach mam otwarcie sezonu z drgającą szczytówką.

Takie płocie systematycznie lądowały w moim podbieraku 

Start sezonu pokrył się wraz z telefonem od kolegi. Grzecznie spytał czy nie chcę z nim jechać, jak to sam podkreślił „w grupie raźniej”. Osobiście, cenię sobie doborowe towarzystwo, dlatego już o 4 rano gnałem samochodem na umówioną miejscówkę. Wstać o tej godzinie nie stanowi najmniejszego problemu, to jest ten paradoks wędkarstwa. Jeżeli o tej godzinie trzeba wstać do pracy, to najczęściej walczymy o każdą minutę snu, przychodzi jednak weekend i wszystko przychodzi lekko jak  za dotknięciem magicznej różdżki.

Ciekawy przyłów Szczepana, złota płoć 🙂 

Celem wypadu ma być płoć, która wiosną żeruje doskonale. Sposób na wczesne płocie, przedstawiłem w tekście TU. Wiele cennych rad ma uniwersalne zastosowanie i  przydaje się na różnych łowiskach. To na które zawitaliśmy znam jak własną kieszeń, mekka Warszawskich łowców, czyli Kanał Żerański. Nie chcę się uzewnętrzniać i pisać o decyzjach, dzięki którym nie ma już strefy NO KILL. Winowajców powinno się zaprosić i pokazać co wędkarze robią z rybami w ramach prawa. Widok naprawdę nie jest ciekawy i powiedziałbym, mało przyjemny – bynajmniej dla mnie. Nie znoszę widoku zabijania ryb wypchanych ikrą….  

Parę słów o zanęcie

W planach mieliśmy łowić około 5h, dlatego do kotła powędrowało 2kg zanęty spożywczej i 3 paczki ziemi (wymieszanej z 500gr colera). W sumie wyszła spora ilość mieszanki, jednak ryb powinno być sporo i zbyt mało spowodowało by znaczny spadek brań. Miejsce znamy bardzo dobrze, więc można powiedzieć, że idziemy jak po swoje (z ilością zanęty i ziemi) 🙂 Powiem szczerze, że liczę na sporo ryb, sugerując się informacjami od znajomych. Dlatego też do mieszanki ziemi z zanętą wrzucam 300gr jokera i 100gr pinki. Na początku trzeba w wodzie zrobić zamieszanie, które ściągnie ryby w okolice. Później w trakcie łowienia donęcam koszykiem ze sporą ilością robaków. Towar ze zdjęcia poniżej służy do ładowania w koszyk, jak widać dodaję jokera, pinkę i grubą ochotkę.  Chciałbym wygrubić rybę i uniknąć drobiazgu, stąd też duża ilość robactwa.   Czy wszystkie założenia się sprawdzą….  Ryby miały to zweryfikować 🙂

Mięsny dodatek – pinka, jokers i ochotka 


Start

Mały koszyk z porcją zanęty 

Na wodzie melduję się jeszcze przed świtem. Czemu tak wcześnie ? Odpowiedź jest bardzo prosta -lubię w spokoju wypić kawę i zjeść drugie śniadanie 🙂 Pośpiech to zawsze zły doradca, dlatego po należytej porcji  kalorii, zabrałem się za rozstawianie stanowiska. Decyzja o wyborze metody była podyktowana dosyć sporym uciągiem ( jak na warunki kanałowe). Zimna woda obniża rybom metabolizm, dlatego lepiej stabilnie prezentować przynętę. Koszyczek 5 gr bez ruchu utrzyma zestaw na dnie, jednocześnie będzie bardzo subtelny wielkościowo. Czysta woda, powiedział bym nawet, że krystaliczna, wymaga stosowania delikatnych zestawów. Wspomnę tylko, że najwięcej ryb łowiłem na przypon 0,08 mm z haczykiem numer 20 Kamasan B611. Przynęta nie mogła być duża, bo ewidentnie ryby szybciej brały na dwie – trzy ochotki niż na pęczek pinek. Delikatnie brania pokaże tylko delikatna szczytówka, 0,5oz  spisała się świetnie, ale o tym jeszcze wspomnę.


Początek łowienia

Nęcenie wstępne tym razem zrobiłem za pomocą kul rzuconych ręką….. W zeszłym sezonie nie zrobiłem tak ani razu 🙂 Aby wytłumaczyć się z decyzji wytłumaczę o co chodziło. Chciałem uzyskać dosyć spory plac mieszanki zanętowej. Dlatego ręką wrzuciłem 9 kul, które rozbiły się o powierzchnię wody. Klejąca ziemia i mocno namoczona mieszanka szybko opadną na dno tworząc dywan zanętowy. Aby skupić ryby, robię to tylko za pomocą koszyczka którym łowię. W tym wypadku powtarzalność jest idealna i lądujący co chwila w tym samym miejscu podajnik wabi ryby. Z czasem ryby wyjedzą część robaków, a w moim „centrum dowodzenia” co chwila wpada  kolejna porcja ( z ekstra ilością i jakością robaków). Kolejny argument wrzucenia ręką, to odległość łowienia, która wynosiła około 20m – czyli  bardzo mało ! Jednak nie ma potrzeby łowienia dalej, ponieważ był to prawie środek kanału. Ryby przemieszczają się zazwyczaj środkiem cieku wodnego, dlatego łowienie w tym miejscu jest czymś naturalnym.

Tak wygląda mieszanka z której ulepiłem kule, sypka i świetnie się klejąca 

Pierwsze ryby

Pierwszy rzut po zimowej posusze to dla mnie zawsze coś wyjątkowego. Wszak przerwa od łowienia na wodzie wolnej od lodu trwała przeszło dwa miesiące! Tęskniłem to mało powiedziane, szczególnie za widokiem drgającej szczytówki.

Normalne branie i okoń zacięty za pokrywę skrzelową :O

Jakież było moje zdziwienie, gdy po minucie od wrzucenia złowiłem pierwszą płoć. Branie jak zawsze bardzo subtelne i delikatne, ryba jednak pewnie wpięta w sam koniuszek pyszczka. Kolejny rzut i znów mam rybę, sytuacja mało mnie dziwi, ponieważ na „starcie” najczęściej łowi się płocie, które uwielbiają zamieszanie. Z biegiem czasu brania lekko ustają, łowię dwa okonki. Przyczyną są leszczyki, które wygoniły płocie i teraz one zasiadły do stołu. Na delikatnej szczytówce doskonale widzę obcierające się ryby, wiele z tych obcierek powoduje fałszywe brania. Dopiero pewne i powolne branie przynosi rybę. Zmieniam także przynętę na bardziej leszczową czyli trzy ochotki. Zmiana haczyka na troszkę większy rybom nie przeszkadza w ogóle, do czasu…. Gdy brania ustają i łowię same okonie. Powód dla mnie jest oczywisty i reakcja natychmiastowa. Ławica leszczy potrafi bardzo szybko poradzić sobie ze  zjedzeniem nawet sporej ilości robaków. Zmieniam mały koszyk na prawie 5 razy większy. Seria 20 rzutów dostarcza rybom na dnie potrzebne pożywienie. Ryby znów wracają i żerują, pierwsze łowię płocie w tym prawdziwą ozdobę, piękną i grubaśną „mamuśkę”. Jedna taka ryba wystarczy, żeby dzień uznać za udany. Reszta ryb to wartość dodana, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Prawie pół kilogramowa ryba bardzo mnie ucieszyła 🙂


Szał żerowania

Łowienie stało się bardzo proste, wystarczy nałożyć przynętę, napełnić koszyk i zarzucić. Jednak, żeby dojść do tego momentu potrzeba było około 2h czasu. W tym czasie doszedłem do najlepszej tego dnia przynęty, dobrałem optymalną długość i grubość przyponu. Wpasowałem się z tempem zacięcia a zarzucanie było bardzo celne i w punkt. Czekanie od początku i kurczowo trzymanie się jednego sposobu nie zawsze jest dobre i skuteczne. Lepiej obserwować, analizować i szukać złotego środka ( który będzie działał tego dnia). Mi się udało i łowienie naprawdę sprawiało mi frajdę. Szczytówka raz za razem pokazywała delikatne branie, prawie wszystkie ryby były zacięcie za koniec pyska ! Wypychacza używałem tylko wtedy, gdy byłem czymś zajęty i mało skupiony na szczytówce. Wtedy albo była ryba z głęboko połkniętym haczykiem albo wyssane robaki.

Trzy ochotki na haczyku okazały się najlepszą przynętą na leszczyki 


Krótkie podsumowanie

Kluczowe okazało się cienkie łowienie –  45 cm przypon z żyłki 0,08mm  i hakiem numer 20. Najlepsza przynęta to dwie – trzy ochotki lub pinka fluo z jedną ochotką. Jeżeli w łowisku były leszcze trzeba było czekać i zacinać tylko pewne brania, jeżeli płocie reakcja była na najmniejszy ruch szczytówki. Co ważne, trzeba było uważać zaraz po zarzuceniu, bo sporo ryb brało zaraz po opadnięciu koszyka na dno !

Szybkie zdjęcia i ryby wracają do wody  🙂

Efektem 5h łowienia było ponad 10kg ryb, głównie płocie i leszcze oraz parę okoni. W większości to grubaśne płocie, które dzielnie walczyły. Warto wspomnieć, że ryby wypchane są ikrą ponieważ na wiosnę odbędą tarło. Warto zadbać o kondycję ryb, obchodzić się z nimi delikatnie. Duża siatka na pewno nie zrobi im krzywdy. Temperatura powietrza w ciągu dnia oscyluje w granicach 5 st, więc nasz połów jest bezpieczny. Pamiętać należy, że nie można kłaść ryb na piachu. To właśnie on może spowodować uszkodzenie delikatnej warstwy śluzu.

Rozpoczęcie sezonu 2017 wypadło nad wyraz dobrze, wracając do domu planowałem szybką powtórkę. Naładowałem swoje akumulatory i pełen werwy czekam na kolejny weekend. W planach mam troszkę inne ryby, bardziej zielone 😛 Czy wszystko wypali ? Czy uda się złowić, o tym pewnie się dowiecie w kolejnym tekście.

Tekst:Marcin Kostera

Foto: Marcin Kostera i Michałek Kędzior 

Facebook