Dzikie karpie czyli Solina cz.2

Na drugą „sesję wędkarską” zabrałem swoją rodzinę, aby połączyć przyjemne z pożytecznym  czyli  leżakowanie z łowieniem. W czasie gdy żona korzystała z uroków przygrzewającego słońca, ja starałem dobrać się do karpi 😀 nie wiem czemu, ale inne ryby zeszły na dalszy plan. Łowienie sprzed paru dni dało mi dobrego kopa motywacyjnego i wlało we mnie nowe nadzieje. Dzikie karpie

Te jak zawsze weryfikuje życie. Popołudniowa Solina pokazuje jak jest popularna turystycznie 😀 niezliczona ilość kajakow, rowerków – ewidentnie płoszyła ryby. Fakt, że się pokazywały, ale nie można było mówić o powtarzalności miejsca spławów i ciężko było namierzyć przemieszczające się ryby. Jednak po 3h systematycznego strzelania pelletem,  zauważyłem oznaki żerowania na dnie. Uzbroiłem na szybko zestaw z metodą i zarzuciłem  w nęcone  miejsce. Szczerze bardziej z ciekawości czy coś może uda się złowić. Do koszyka włożyłem popularną zanętę Sonubaitsa (której miałem maksymalnie 200 gr 😀 ) 

Na szybko zmontowana methoda przynosi rybę, która niestety zrywa się w zatopionych konarach 

Koszyk tuż przed zarzuceniem. Branie było bardzo szybkie, niestety ryba okazała się za silna. Inna sprawa, że nie spodziewałem się tak szybkiej reakcji i najzwyczajniej w świecie nie zdążyłem przytrzymać przeciwnika. Dało mi to jednak pomysł na kolejny dzień …..

Branie miałem po 5 min, niestety podwodne drzewa okazały się za dobrą kryjówką. Karp nie dał mi najmniejszych szans i na szybko zmontowany zestaw był za słaby. Co ciekawe, nie puścił przypon tylko żyłka główna przetarła się o gałęzie  😛 Nauczka na kolejny dzień odrobiona, jedyna zmiana w porównaniu do dni poprzednich  to feeder w moim ręku.  Na miejscu miałem zdecydować czy klasyczny zestaw czy methoda. Plusem niewątpliwym rodzinnego łowienia w samo południe była bajeczna opalenizna 😀 wystawieni na działanie promieni słonecznych szybko złapaliśmy tak kochaną przez lepszą płeć brązowy odcień  skóry. 

Na zdjęciu mała ciekawostka. W Solinie pływa naprawdę sporo drapieżników, które lubują się w uklejkach. Te wykształciły ciekawy sposób obrony – mianowicie uciekają na brzeg 😀 Na zdjęciu zaznaczyłem łowcę i ofiarę 😀 Po efektownej gonitwie, ofiara tym razem odpłynęła bez szwanku , łowca musiał obejść się smakiem 😀 

Dzień ostatniej szansy 

Trzeci wypad,  a zarazem ostatni wypadł przed dzień wyjazdu. Nauczony poprzednimi lekcjami melduję się już na pewniaka w tym samym miejscu. Nie tracę czasu na szukanie i namierzanie ryb, ponieważ wiem, że  rybki powinny być już wnęcone. Zaczynam standardowo od strzelania małych porcji pelletu. Raz za razem 8mm microsy lądowały w pobliżu spławika. Nie rozwiałem drugiej wędki, ponieważ czekałem na oznaki żerowania.

Dwa ciekawe rozwiązania. Zarówno pellet waggler jak i Micro Bagging Waggler znalazły zastosowanie na takim zbiorniku jak Solina. Smuga zanętowa jak i systematycznie opadajace pellety zwabiły ryby w okolice łowiska. Po pewnym czasie karpie zeszły do dna i zaczęły żerowanie. Jestem przekonany, że jeżeli zastosował bym inną technikę ryb mogło by być mniej lub wcale !

Dla zwiększenia atrakcyjności łowiska, co jakiś czas w łowisko lądował spławik z zanętą. Liczyłem, że chmura zanętowa szybciej zwabi ciekawskie ryby. Jeżeli nawet nic by się nie zainteresowało w toni, była duża szansa, że na dnie znajdzie swoich odbiorców. Tak też się stało 😛 po dwóch godzinach na powierzchni zaczynają pokazywać się pierwsze oznaki żerowania  (PS. Lubię jak moje teorie przekuwają się w praktykę 🙂 ) . Pęcherzyki powietrza, są na tyle charakterystyczne, że wiem z kim mam doczynienia :O niespiesznie montuję zestaw i posyłam go w linię nęcenia pellet waglera. (obszar w który strzelałem pelletami)

Zestaw który okazał się bardzo skuteczny ! 

Specjalnie wybieram ciężką hybrydę, ponieważ dzięki niej wiem, że zestaw szybko osiądzie na dnie. Przypominam, że łowię na prawie 6m głębokości! Dodatkowo boczne zabezpieczenia chronią pellet przed za szybkim wypadnięciem.

Czekam, aż podajnik osiągnie dno, lekko napinam żyłkę i dalej zaczynam strzelać. Nie rezygnuje ze spławika ponieważ miałem jedno popsute branie 😛 brakło skupienia i najzwyczajniej zacinam za późno. Cieszę się jednak, że ryby są aktywne i mam je w łowisku. Dosłownie po 5 min od brania na spławik mam branie na grunt. Potężny odjazd w kierunku drzewa staram się zatrzymać siłowo. Walka na granicy wytrzymałości sprzętu to być albo nie być. Niestety ryba zaczepia się o gałęzie i płynie dalej. Decyzja jest błyskawiczna, wchodzę do wody i odczepiam żyłkę. Jakimś cudem udaje się wyplątać rybę, który wypływa na otwartą wodę. W między czasie łapię poślizg na glinie brudząc się w jasnej mazi 🙂 Ale jakie to ma znaczenie gdy walka ma się ku końcowi!!!  Krótki i poręczny podbierak za pierwszym razem pomaga mi podebrać rybę ! Radość po udanym holu. Znów się udało 🙂  Hol który będę pamiętał do końca życia dał mi potężną dawkę adrenaliny i potwierdzenie wszystkich moich decyzji. Moja taktyka okazała się trafna.

Znów nie mogę się oprzeć przed zdjęciami w wodzie 🙂 ryba bezpieczna, a ja mam przyjemny chłodek 🙂 

Ryby trzymane w wodzie naprawdę są bardzo spokojne 🙂 

Na prawdziwy okaz musiałem poczekać prawie do  końca  łowienia, ale o tym za chwilę 😉 W między czasie wyjmuję jeszcze jedną rybę. Oczywiście ładnego karpia 🙂

Kolejna rybka zmieściła się w koszu podbieraka 🙂 

Tuż po wypuszczeniu, mam potężne branie które prawie zabiera mi kij ! Przytrzymuję szpulę drugą ręką jednak ryba niewiele sobie robi z moich starań, czuję że linka przeszła przez jakaś gałąź. Na moje szczęście żyłka wyskakuje z zawady i od razu nawiązuję bezpośredni kontakt z przeciwnikiem. Walka jest troszkę inna od poprzednich, ryba bardziej stonowana i pewna swoich rozmiarów. Mija mnie dosłownie w odległości 2m od moich nóg, cały czas płynąc przy dnie. Moje próby podniesienia spęzły na niczym – pozostało czekać cierpliwie i bawić się w przeciąganie liny. Karp zaczyna słabnąć i pokazał się na powierzchni – olbrzym 😀 szczerze, na takie ryby nie byłem przygotowany. Sprzęt jest jednak na tyle wytrzymały, że za 3 razem ląduję rybę w podbieraku. Nie ukrywam, że miałem lekkie problemy, żeby upchać przeciwnika do kosza 😉 Zresztą wystarczy spojrzeć na zdjęcia i potęgę ryby.

Nawet po wyjęciu nie daje za wygraną 😀 

Osobisty rekord karpia z dzikiej wody w moich objęciach 😀

Prawdziwy dziki przeciwnik skapitulował po pięknej walce i dostarczył mi wiele emocji, sprawiając że wyjazd jest nad wyraz udany. Sesja fotograficzna dla bezpieczeństwa odbyła się wodzie, bez wyciągania ryby. Samemu sprawia to troszkę problemów ale jakoś się udało 😉

Jedna z piękniejszych ryb jakie przytrafiły mi się w życiu 

Po szczęśliwym pojedynku wyjmuję jeszcze jednego karpia i dwa leszcze. Punktualnie o 11 mówię dość, czas napić się kawy. Wracając do domku czuję się spełniony. Świetne łowisko ze ślicznymi i bardzo walecznymi rybami to jest coś czego szukałem.

Karpie dawały popalić! Moc jaka w nich drzemie jest niesamowita !

Na sam koniec zagościły takie przyjemniaczki 😀  

Słowem podsumowania – już planuje wyjazd na jesień. Chcę zobaczyć jak wyglądają Bieszczady spowite jesiennymi barwami. Oczywiście nie omieszkam złowić coś pięknego, co będzie pięknie komponowało się z jesiennym klimatem . Takie rzeczy mamy praktycznie za miedzą, a powiedzenie „rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady” nabiera nowego znaczenia 

Tekst i Foto: Marcin Kostera

Facebook