Feeder – jesienna taktyka

Jesień to specyficzna pora roku, przez jednych znienawidzona, przez innych wyczekiwana. Z wędkarskiego punktu widzenia, nie jest to łatwy okres do łowienia. Ryby żerują coraz gorzej, gdyż zimna woda znacznie spowalnia metabolizm. Łapczywie żerujące latem osobniki, teraz wybierają tylko najlepsze kąski. Często nie chce im się pływać w poszukiwaniu jedzenia. Wolą przynętę podaną pod sam nos, najlepiej niewielkich rozmiarów. Łatwo się domyślić jaką wędkę wyciągnę z szafy – feeder

Polecam zwrócić uwagę na wodę, która nabiera przeźroczystości niczym dobrej jakości kranówka. W prześwietlonej wodzie ryby widzą wszystko, dlatego założenie  zbyt grubej żyłki doprowadzi do całkowitego zaniku brań. Przykładów tego typu jest dużo więcej, ale zacznijmy od samego początku….

Przed wyjściem z domu musimy się dobrze ubrać. Nie mówię oczywiście o garniturze, tylko o wygodnym kombinezonie. Rynek w obecnej chwili oferuje naprawdę szeroki asortyment, tak więc każdy znajdzie coś dla siebie. Nie będę niczego polecał, ponieważ każdy ma swoje gusta i guściki, oraz różną zasobność portfela. Osobiście jestem w posiadaniu kombinezonów, ale kiedyś wystarczał ubiór na popularną cebulkę. Jedno i drugie rozwiązanie zdawało egzamin – nigdy nie wracałem do domu zmarznięty 🙂 Przy wyborze stroju, koniecznie zwróćcie uwagę na zabezpieczenie lędźwiowego odcinka kręgosłupa. Spodnie typu ogrodniczki są w tym wypadku nieocenione. Po wielu wypadach docenicie ich zalety i będziecie się dłużej cieszyli zdrowiem. Poleciłbym również opcje  dwuczęściową, gdyż zdarzało się, że przygrzewające słońce naprawdę solidnie świeciło i szybko robiło się gorąco. Wtedy  dużo bardziej komfortowo siedziało się bez kurtki. Dopełnieniem ubioru jest bielizna termoaktywna,a łyk ciepłej herbaty pozwala rozgrzać tak ubranego wędkarza. Tak wyposażeni będziecie czuć się komfortowo i łowienie będzie sprawiało więcej frajdy.

Tak ubrany napewno nie zmarznę! Komfort naprawdę jest ważny !

Kolejnym krokiem do wykonania będzie wybór metody łowienia. W  90% przypadków skłaniam się ku tytułowej metodzie gruntowej. Powodów jest kilka: mała ilość sprzętu, stabilna prezentacja przynęty i skuteczność. Konfrontując ze sobą różne metody, lekka wersja feedera najczęściej wygrywała. Jedna ochotka podana na malutkim haczyku, nie raz ratowała dzień przed totalną klęską. Kluczem była odpowiednia prezentacja przynęty, wówczas mało ufne leszcze pewnie zjadały ochotkę. Przy pomocy spławika jest to praktycznie niemożliwe, chyba że łowimy tyczką. Z tej jednak rezygnuję, ponieważ po sezonie zawodniczym mam jej zwyczaje dość. Używanie 13 m wędki wiąże się także  z większą ilością sprzętu. Ten kto raz był i widział co się dzieje na zawodach wie o czym mówię- kombajn, wiadra, osprzęt to tylko wierzchołek góry sprzętu który trzeba zabrać. O tej porze roku stawiam  na minimalizm, ale liczę na skuteczne łowienie.

Stanowisko naprawdę jest ograniczone do minimum, ale bardzo wygodne !

Cieszę się z każdego brania jednak, żeby je zobaczyć muszę założyć najdelikatniejszą szczytówkę. Najlepiej 0,5 OZ, jeżeli takiej nie mam, zakładam najdelikatniejszą jaką posiadam w komplecie. Jeżeli nie wiecie jak to sprawdzić, to patrzcie na zdjęcia – najpierw wszystkie szczytówki łapię za ostatnią przelotkę. Ta która najbardziej opada jest najdelikatniejsza. Najtwardszych używam tylko do methody, natomiast lekkie znajdują najczęściej zastosowanie w zimnych porach roku.

Na zdjęciach powyżej widać jak wybieram najdelikatniejsze szczytówki. Należy wszystkie złapać i wybrać tę która najbardziej się ugina. 

Nie ma precyzyjnego łowienia bez dokładnego wyznaczenia odległości łowienia. Wiąże się to ze specjalnie przygotowaną wędką do nęcenia. Temat poruszałem już wielokrotnie na łamach portalu. Karpiowa wędka uzbrojona w plecionkę i sporych rozmiarów koszyk służy do głównego nęcenia. Nie podaję nic procą ani ręką! Tylko za pomocą koszyka. Uważam, że jesienią potrzeba jest jak największa precyzja w łowieniu. Taką osiągam dzięki koszykowi. Jeżeli chcę spróbować różnych zestawów, bądź mam naszykowane dwie wędki do jednego łowiska – równe odmierzenie jest wtedy koniecznością !

Samo odmierzanie jest bardzo proste, pisaliśmy o tym w TYM MIEJSCU. Naprawdę zajmuje to tylko chwilę 🙂


Odmierzanie równej odległości to podstawa skutecznego łowienia. Niestety element często spychany na margines


Na wyprawy zabieram ze sobą dwie wędki ze stajni  RIVE. Jedna  to opisywana na łamach naszego portalu RIVE RF delikatny i leciutki picker, druga to 3m feeder. Zastosowanie dwóch wędek ma swoje uzasadnienie, ponieważ łowię na różnych odległościach. Wiąże się to z gustami ryb, które potrafią zaskakiwać i z dnia na dzień brać inaczej! Dlatego też, każdą z linii nęcę inaczej, chcąc się dopasować do żerujących ryb. Posłużę się przykładem jednej z ostatnich wypraw.

Na bliską linię  podałem prawie czystą zanętę przyciemnioną jedynie ziemią. Celem miały być płocie, które lubią ruch w wodzie. Spora ilość zanęty posłużyła jako dywan, na to  podałem bogatą w robaki mieszankę. To miało odpalić bardzo szybko, druga linia to prawie sama glina z ziemią.

Duży koszyk to mniej rzutów na początku 🙂

Namoczonej zanęty uszykowałem bardzo mało, dosłownie pół litra na 5 litrów gliny. Mieszanka wyszła tęga i mocna, ale sucha- dzięki temu łatwo wypadała z koszyka do nęcenia. Wstępne podanie mieszanki czynię za pomocą specjalnie przygotowanego dużego koszyczka. Znacznie przyspiesza to czas nęcenia, o precyzji nie wspomnę. Uważam, że przy odrobinie wprawy jesteśmy w stanie zanęcić na obszarze poniżej 1,5 m kwadratowego, ma to kolosalne znaczenie przy słabo żerujących rybach. Zbyt duży obszar nęcenia powoduje rozproszenie ryb i jeżeli jest ich mało, słabe brania. Dlatego sporo uwagi przykładam do celnego nęcenia, staram się być bardzo powtarzalny. Koszyczek opada prawie zawsze w tym samym miejscu. Daje mu spokojnie opaść na dno, odczekuję około 10 s i wyszarpuję zawartość. Pomaga mi w tym plecionka, która nie jest rozciągliwa. Stosując żyłkę miałem często problemy z opróżnianiem zawartości koszyka.

 

Kołowrotek do nęcenia sporej wielkości wraz z nawiniętą plecionką, po zdjęciu widać że często używany 🙂

Pierwsze brania miałem wg planu na bliskiej linii, ładne płocie  brały praktycznie od razu po wpadnięciu zestawu. Wędki nie odkładałem na podpórki, bo nie było potrzeby. Koszyk opadał na dno i następowało branie. Tempo można powiedzieć zawodnicze, jednak wielkość pozostawała wiele do życzenia. Ryby za to nadrabiały kolorami.

Takie płocie w lato cieszą 🙂 teraz są małe 😛

Druga linia odpaliła dopiero po 1,5 h, ciężka mieszanka wybiórczo działa na ryby. Brały sporo większe i bardziej urozmaicone. Pierwszy rzut przyniósł małego linka 🙂 Złowienie w listopadzie linka zawsze cieszy i powoduje uśmiech. Ryba skusiła się na czerwone pinki. 

Pierwsza ryba z drugiej linii – mały linek na czerwone pinki

Do końca dnia łowię ryby praktycznie bez przerwy. Jeżeli nie miałem brań dalej, przechodziłem bliżej i łowiłem płotki. Przygotowanie dwóch łowisk miało kolosalne znaczenie w kontekście dopasowania się do jesiennych ryb. Bez tego musiał bym czekać i marnować czas. 

Leszcze sprawiają sporo radości 

Przypony nawinięte na krążki to świetne i poręczne rozwiązanie 

Na jesienne łowy zabieram kołowrotki, na które nawijam odpowiednio żyłkę 0,16 mm oraz plecionkę 0,08 mm. Żyłka służy mi do łowienia bliżej, natomiast plecionka to zdecydowanie dystanse bardziej odległe. Zestawy montuję na pętlach lub za pomocą klasycznego łącznika. Lekko rozciągliwa żyłka pozwala na stosowanie cienkich przyponów rzędu 0,08 mm. Czasem ekstremalne „wycienienie” daje nadzieję na jakiekolwiek branie! Kto raz łowił w bardzo zimnej wodzie to wie o czym mówię. Plecionka w połączeniu z feederem to skuteczna metoda na większe dystanse. Trzeba jednak pamiętać o przyponie strzałowym wykonanym z żyłki 0,18 mm- 0,20 mm. Łowienie bez końcowego odcinka żyłki jest dużo mniej skuteczne, ryby w czystej  wodzie widzą plecionkę. Przypony w tym przypadku stosuję troszkę grubsze, około 0,10 mm. Jeżeli zaczynacie przygodę z plecionką zapamiętajcie, że nie można zacinać! Zacięcie prawie w 100% powoduje zerwanie przyponu! Wystarczy uniesienie wędki i rozpoczęcie holu.

Koszyczek tuż przed wrzuceniem

Wybierając się na jesienne łowienie prawie zawsze robię dwie różne mieszanki. Nie stosuję nigdy zanęt rybnych, kierowanych głównie na wody komercyjne. Wystarczy dobrej jakości zanęta płociowa bądź leszczowa. Bardziej  zwracam uwagę na frakcję i ilość mieszanki. Staram się wybierać najdrobniejsze i w kolorze czarnym. Unikam robienia jasnej plamy na dnie. O tej porze roku może to przynieść efekt wypłoszenia ostrożnych ryb.


Do zanęty dodaję ziemię lub glinę. Podawanie czystej zanęty jest bardzo ryzykowane, ponieważ łatwo o przekarmienie. Lepiej mieszankę zubożyć za pomocą ziemi i tak najczęściej czynię – jeżeli chcę łowić płocie. Jeżeli celem są leszcze, stosuję ziemie z ciężką argilla w proporcji  50×50. Są także sytuacje, gdy używam tylko i wyłącznie gliny np. gdy łowię bez zanęty i nie chcę robić nawet minimalnej smugi – najczęściej przy dużych rybach. Jesienią ten schemat mam już sprawdzony. Jednak nawet najlepsza mieszanka, nie będzie skuteczna bez dodatku „mięska”. 

JOKERS

Na pierwszym miejscu stawiam zawsze jokersa. Bez niego praktycznie nie wychodzę z domu. Być może padnie pytanie, a jak nie ma? Bywają okresy w których dostępność larw jest bardzo mała, np. przez problemy na granicy. W takim wypadku i żeby się zabezpieczyć, od paru lat robię zapasy przed jesienią. Pisaliśmy o tym w TYM MIEJSCU.

Tak przygotowane paczuszki leża i czekają na swoją kolej. Zapewniam, że o tej porze roku taki jokers jest wystarczający. Świadczą o tym chociażby wyniki 🙂


MARTWE BIAŁE ROBAKI I KASTER

Kolejnym dodatkiem i przynętą są martwe białe robaki. Czy to pod postacią larw bądź poczwarek. Obie formy są bardzo łowne, należy jednak pamiętać, żeby nie przesadzić z ilością! Ryby o tej porze roku wybierają najlepsze kąski, jednak lepiej, żeby był to jokers który jest mniej syty. Zależy mi także na lepszej prezentacji przynęty. Wrzucenie za dużej ilości nie dość, że przesyci to jeszcze utrudni rybom znalezienie naszej przynęty na haczyku. Pamiętajmy o tym jeszcze przed nęceniem wstępnym! W czasie łowienia możemy dodać więcej larw, ale tylko do mieszanki którą podajemy w koszyku. O przygotowaniu mrożonek możecie przeczytać w TYM MIEJSCU 


OCHOTKA

W tym miejscu nie ma niestety drogi na skróty, trzeba mieć żywe larwy. Osobiście kupuję 100 gr ochotki, którą później przechowuję w dużym kotle z wodą. Nie jestem zwolennikiem kupowania w porcjach, np w torfie. Lepiej kupić troszkę więcej i osobiście o nią dbać. Jeżeli nie macie możliwości trzymania kotła z wodą, wystarczy pojemnik z małą ilością wody który przechowuje w lodówce. Minusem jest konieczność codziennego przepuszczania przez małe sitko i oddzielania żywych ochotek od martwych. Jeżeli tego przypilnujemy, ochotka będzie żywa i zawsze gotowa do działania 🙂 Na jesień jest to najlepsza przynęta!


Czas do kiedy można łowić skutecznie określa tylko jedno słowo – lód! Jeżeli jest woda wolna od lodu warto łowić. Tym bardziej, że bardzo często trafiają się niespodzianki i dziwne przyłowy. Wielokrotnie trafiały się np. liny! Zielone zbóje co jakiś czas goszczą na naszych zestawach. Uważam, że miejsce to jedno, ale trzeba łowić delikatnie i precyzyjnie. Lina nigdy nie złowiłem na lekką mieszankę, tylko w ciężką z robakami. To daje do myślenia!

Najczęściej łowionymi rybami są jednak leszcze i płocie. Można powiedzieć herbowe ryby jesieni. Zależy mi jednak na selekcji i zawsze staram się łowić większe osobniki, nawet na rzecz ilości! Co ciekawe przy odpowiednim podaniu zanęty z gliną, największe ryby biorą na jedną – dwie ochotki!

Holowanie ryby musi być bardzo ostrożne! Nie można sobie pozwolić na zbyt szybkie skręcanie linki, ponieważ cienki zestaw może się zerwać. Cieszmy się holem, walcząca ryba, szczególnie troszkę większa rozgrzewa lepiej niż kubek ciepłej herbaty! Emocje są do samego końca, a najlepsza pamiątka to zdjęcie ryby nad wodą. Wypuszczanie to obowiązek, dlatego każda ryba ląduje w wodzie! Bez wyjątku. 

Jesienne łowienie już się kończy, przechodzimy więc do zimowego 🙂 jeżeli nie będzie lodu w dalszym ciągu znajdziecie mnie jak i chłopaków z FF z pickerami w dłoni 🙂

Tekst: Marcin Kostera

Foto: Marcin Kostera

 

Facebook