Feeder Test – Druga Edycja

Feeder Test to nasza druga wisienka na torcie. Stworzyliśmy coś dla fanatyków gruntówki, notabene coraz bardziej rozwijającej się w naszym kraju. Osobiście cieszę z tego powodu, gdyż od prawie dwóch sezonów to właśnie ta technika zabiera mi najwięcej czasu. Powodów takiej decyzji jest wiele, dominuje jednak jeden – piękne ryby. Na takie właśnie liczyli uczestnicy zawodów.

W wyniku losowania, zawodnicy trafili do dwóch sektorów. Mi przypadła strefa A, którą  zlokalizowaliśmy na brzegu  od strony Pęcic.

Sektor A umieszczony został na brzegu „od Pęcic”

Oba przygotowane sektory powinny być rybne, obawiałem się jednak krystalicznie czystej wody który po ostatnich opadach spłynęła z okolicznych pól. Na całe szczęście wczesna godzina zbiórki oraz zachmurzone niebo napawało optymizmem. W prześwietlonej słońcem wodzie o duże ryby było by naprawdę ciężko! W warunkach zastanych w niedzielny poranek, można było liczyć na większe ryby – przede wszystkim płotki i leszczyki. Pod nie także przygotowałem taktykę,  nęcąc aż trzy linie! Każda miała swoje zadanie: najkrótsza była ukierunkowana na płotki, średnia na leszczyki i płotki, najdalsza tylko na leszcze.  Co ciekawe, sporo osób zdecydowało się na dwa łowiska, co w zawodach na tego typu zbiornikach, jest zawsze wartością dodaną.

Nęcenie wstępne za pomocą koszyka 5×7 oraz mocnej karpiówki 

Decydując się na 3 łowiska, podzieliłem mieszankę na 3 części, tak aby wstrzelić się w gusta spodziewanych ryb. Równo podzielona mieszanka ziemi z zanętą, lądowała w wodzie za pomocą regulaminowego koszyka. Wiedziałem, że będzie ciężko się wyrobić w 10 min, dlatego kolejne 10 poświęciłem również na nęcenie. Ze względu na małą głębokość, nie chciałem później donęcać.

Pęczek ochotek na dalekim dystansie okazał się najlepszą przynętą 

Moje stanowisko było na tyle dobrze usytuowane, że dobrze widziałem poczynania przeciwników z sektora. Pierwsze ryby jakie padały, były to okonie. Łowiący obok Jarek Antonowicz już po 30 min miał na koncie 3 garbusy, w tym jednego dosłownie wyrwanego z paszczy szczupaka. Sporej wielkości rany, sugerowały atak całkiem ładnego drapieżnika. Być może to właśnie on był przyczyną bardzo późnego wpłynięcia ryb w łowisko. Nie od dziś wiadomo, że stojący w łowisku  bonus z zębami 😛 nie wróży dobrego wyniku 🙂

Jarkowi Antonowiczowi leszczyki weszły w ostatniej godzinie

Pierwsze biorą pasiaki, spodziewałem się takiego połowu, ponieważ czysta woda i dodatek jokera zawsze zwabia okonie. Do kompletu brały małe jazgarze, które prawie nic nie ważyły. Pierwszy leszczyk, pada łupem Arka, nie waży jednak dużo – około 150 gr. Daje to jednak nadzieję, że w dniu dzisiejszym ryby żerują znakomicie. Pierwszy rzut przynosi mi – okonia 😀 Przez pierwsze 30 minut łowię 2 okonie 3 płotki i 3 jazgarze. Nie jest to zbyt obiecujący początek,  jednak trzeba dać rybom chwilę na wpłynięcie w łowisko – po wstępnym nęceniu.

Pierwsze ryby to na przemian płotki i okonie 

Dobre tempo z początku złapał Radek Borowski, debiutujący na tej wodzie. Parę płotek oraz dwa leszczyki zwiastowały wysoki wynik w sektorze. Wszystko popsuła duża ryba, która zerwała przypon, pozostawiając po sobie fale na gładkiej jak lustro wodzie. Jak sam powiedział po zawodach, prawdopodobnie miał karpia, który szybko zweryfikował  delikatny sprzęt. Do końca zawodów łowi jeszcze dwa leszczyki i sporo płotek. Tempo miał naprawdę dobre, jednak ryby były drobne. Płotki brały bardzo szybko i ciężko było o dobre zacięcie. Dopiero zmiana haczyka na mniejszy poprawia znacząco skuteczność. Widać, że Radek umie łowić bardzo szybko, jednak tego dnia kluczowa okazała się selekcja i łowienie leszczy.

Radek Borowski jak mówi czeka już na kolejne zawody ….  🙂

Radek po zerwaniu „karpia” do końca tury odławiał płotki – co widać na zdjęciu

Pierwszego leszczyka łowię z najdalszego dystansu na pęczek ochotek, zdecydowane branie skwitowałem tylko podniesieniem wędki do góry. Zacięcie na wędce uzbrojonej w plecionkę jest zbędne, wystarczy unieść kij i rozpocząć holowanie. Przy brzegu podbieram ładną rybę, która pozwala mi liczyć się w walce o zwycięstwo.

Leszczyk z odległości 52 m złowiony na pęczek ochotek 

 Co by nie mówić, taki połów zawsze „buduje”. Motywuje mnie to tym bardziej, bo siedzący na pierwszym stanowisku Łukasz Skirski zaczyna łowić coraz lepiej. Podbiera raz za razem małe leszczyki, ewentualnie spore płocie. Po pierwszych dwóch godzinach, wiem że to między mną a nim będzie się toczyła walka o zwycięstwo.

Łukasz wykorzystał dobre stanowisko i szybko dobrał się do leszczyków 

Moje przysłowiowe 5 min nadchodzi w 3 godzinie, łowię leszcza za leszczem na średniej linii. Wyjęcie 6 ryb wysoko winduje mój wynik, martwi mnie jedynie wielkość ryb – liczyłem na większe.

Leszcz ze średniego dystansu złowiony na jedną ochotkę 

Brakowało mi karasi które skutecznie łowił zamykający sektor Adam Laskowski. Dzięki nim udaje mu się wskoczyć na 4 miejsce w sektorze. Piękne ryby szybko windują wynik do góry, niestety ciężko zatrzymać ławice w okolicy.

Adam Laskowski walczył do samego końca …..

I udało mu się złowić 3 karasie i  3 leszczyki 

Pojedynek mój i Łukasza toczy się prawie do samego końca. Na średniej linii biorą już tylko małe płotki , dlatego postawiam łowić tylko na dystansie. Decyzja ryzykowna, ale opłaciła się ponieważ odławiam 3 ładne leszczyki, w tym bonusa  za około pół kilograma. Ewidentnie daleko od brzegu ryby są mniej ostrożne, dlatego pomimo niesprzyjających warunków, udaje się dołowić jeszcze dwie ładne ryby przed ostatnim sygnałem.

Dobrze dobrane haczyki pozwoliły wyjąć wszystkie zacięte ryby !

Walka o każdą rybę i ciągłe kombinowane sprawiają, że 6 h mija niczym mrugnięcie oka 🙂  To nie tylko moja opinia ale także innych zawodników! Potwierdza to tezę, że zawody gruntowe warto przedłużyć nawet do wspomnianych 6 godzin.

Mój wynik w głównej mierze leszcze oraz płotki 

Ważenie sektora odbywa się bardzo sprawnie i według moich obserwacji , walka o jedynkę rozegrała się między mną a Łukaszem. Udało mi się wygrać sektor z wagą 5160 pkt. Na wynik złożyły się głównie leszczyki. Dalsze miejsca zajmują Radek Borowski po świetnym początku, oraz Adam Laskowski który podgonił karasiami. Reszta wyników jest poniżej 2 kg. Niestety łowisko jest trudne i ryby bardzo chimeryczne. Mam jednak nadzieję, że wszyscy zmotywowani za rok ponownie zagoszczą na naszych zawodach .

OPOWIEŚĆ Z SEKTORA B

W pierwszej edycji nie wziąłem udziału, bo nie miałem czasu się przyzwoicie przygotować. Nie czułem się pewnie w sportowym feederze i wolałem przyjechać nad zalew podglądać bardziej doświadczonych kolegów. Miałem też okazję zerknąć dziennikarskim okiem na rywalizacje i sporządzić relację, którą możecie przeczytać w tym miejscu. Oczywiście gdy pojawiłem się na miejscu   to od razu pożałowałem, że nie łowie! Tak to już z nami wariatami jest. Tym razem nie mogłem odpuścić :). Start poprzedziło kilka treningów i wygrane zawody towarzyskie, gruntowe w Błoniu. Dało mi to jakiegoś kopa. Treningi przebiegały różnie. Za pierwszym razem nałowiłem leszczy, a za drugim walcząc z wiatrem udało mi się wyjąć ledwie kilka chlapaków. Nie wiedziałem więc jak naprawdę wygląda moje feederowe rzemiosło.

Sektor B usytuowany został od strony „chodnika” 

Zawody to znakomity sprawdzian swoich umiejętności. Trafiłem do sektora B, czyli znanego mi dobrze z wszelkich zawodów chodnika. Pierwszy plus losowania zawodników w sektorze B, to brak Marcina Kostery 🙂 Niekwestionowany król Komorowa wylądował na drugim brzegu 🙂 Nie ukrywam, że dobrze się czuję na Zalewie w Komorowie. Patent na to łowisko mam w miarę dobry, co potwierdzają wyniki innych imprez. To daje mi pewność siebie, co do przygotowania towaru, natomiast  zagadką była dla mnie moja technika wędkowania drgającą szczytówką w warunkach bojowych.

Ryby powyżej 100 gr trzeba było podbierać podbierakiem 

Sześciogodzinna rywalizacja daje komfort spokojnego wejścia w zawody. Nawet gdy nie wszystko zdążyliśmy ogarnąć podczas przygotowań, korekty spokojnie możemy zrobić podczas zawodów. Bez nerwów, bez zawrotnego tempa, czyli na lajcie. Przygotowałem dwie zupełnie inne mieszanki, które podać chciałem w dwa punkty. Pierwsza powędrowała na  dystans 25 metrów. Tu taktyka przewidywała  szybkie łowienie płoci.   Druga mieszanka za pomocą niedawno kupionej karpiówki powędrować miała na 40 metr pod leszcze. Kluczowe w poprzednim zdaniu jest słowo „miała”, bo niestety wcześniej nie trenowałem tak odległego nęcenia. Doszedłem do 35 metra na treningach nęcąc sprawnie i celnie. Myślałem , że te 5 metrów różnicy,  to bułka z masłem. Niestety bułka okazała się niestrawna. Brak precyzji i bliskość stanowiska z prawej strony wywiały mi 40 metr z głowy. Jasny towar musiałem podać więc 5 metrów bliżej.

Zmiana haczyka na 20 poskutkowała – płoć za płocią lądowała w ręku 

Zaczęło się zgodnie z planem. Na 25 metrze ruszyły się płotki. Zacząłem więc punktować obserwując jednocześnie sąsiadów.  Koledzy łowiący obok, czyli z lewej Darek Jasiński, a z prawej Marcin Sitkowski jednak nie odławiali małych rybek.

Marcin Sitkowski na stanowisku         i stały bywalec zawodów na Komorowie  Darek Jasiński 

Znaczyło to oczywiście, że nastawili się na leszcze. Metoda gruntowa daje możliwość stabilnego podania przynęty, co większym rybom pasuje. Odbywa się to dodatkowo bez takiego ryzyka jak podczas match’owania, gdzie aby uzyskać stabilność zestawu musimy znacznie go (obciążyć)unieruchomić, co przy innym sposobie nęcenia sprawia, że przestajemy odławiać drobnicę.

Pierwszą godzinę rywalizacji po dobrym początku, kończę jednak niestety mocno obity. Koledzy po bokach nie odławiali drobnicy, ale ich cierpliwość została nagrodzona i każdy z nich miał  już po 2-3 leszczyki. Długie zawody dają jednak spokój i po pewnym czasie także u mnie płotka przestała gryźć, co oznaczało, że weszło coś lepszego. Druga i trzecia godzina należała do mnie. Odłowiłem 4 dość ładne karasie z rzędu. Silne grubaski ładnie podbudowały mi wynik, który w tej chwili dawał szanse na czub sektora. Teraz to rywale musieli coś pokombinować. Po karasiach odławiam jeszcze 3 niewielkie leszczyki za 200-300 pkt i punktuje płotkami. Na 35 metrze niestety nie ma efektów. Odławiam 2 jazgarze i odpuszczam. To dobry ruch, bo z krótkiej linii po chwili doławiam kolejnego karasia. Widok  pięknie odjeżdżającej ryby  w czystej wodzie robi wrażenie.

Dzięki takim karasiom udaje mi się wygrać sektor 

Brania u wszystkich w sąsiedztwie siadły. Zaczęło się podskubywanie, którego nie można zaciąć. Trzeba było podjąć decyzję, czy wziąć wędkę do nęcenia i posłać ją kilka razy, donęcając silniej łowisko, czy czekać cierpliwie na większe rybki , które kręciły się w okolicy. Wybrałem ryzyko i posłałem 4 koszyczki towaru na 25 metr.   To jak się okazało nie było dobrym pomysłem, bo już do końca zawodów łowiłem tylko drobną płotkę. Z resztą aby tego dokonać trzeba było się mocno odchudzić. Jeden rozmiar haczyka zrobił różnicę. Przed zmianą płotki skubały delikatnie, a po odchudzeniu zestawu ciągnęły szczytówkę niczym karpie na methodzie 😀 .

Mój sąsiad  ( Marcin Sitkowski) do wyniku dołożył pięknego karasia 

Płotki, płotkami, ale reszta sektora w przeciwieństwie do mnie miała zdecydowanie lepszą końcówkę. Błąd w nęceniu wykorzystał z pewnością mój sąsiad Marcin Sitkowski. Spokojnie wyczekał aż zanęcę i zaczął odławiać min „moje karasie” :).  Ja odławiałem kilka płotek, a Marcin leszcza lub karasia. Wspomnę, że do końca rywalizacja z sąsiadem była dla mnie czystą przyjemnością.  Była zacięta i zdecydowanie sportowa! Ruszyło się też na drugim krańcu sektora, przy tamie, gdzie podbieraki wyjeżdżały bardzo często. Zbyt często jak dla mnie. Byłem przekonany, że z każdą rybą spadam o kolejne miejsce w sektorze.  Za wszystko obwiniałem donęcanie z grubej (5X7 cm;)rury!

Chwila przed ważeniem i ta chwila niepewności 

Okazało się, że na chodniku wszyscy nieźle połowiliśmy. To mnie cieszy przede wszystkim jako współorganizatora imprezy. Działo się sporo, a obawy, że nie ma nic nudniejszego niż sześciogodzinne wpatrywanie się w szczytówkę, można pomiędzy bajki włożyć! Już nie mogę doczekać się kolejnej rywalizacji i podnoszenia swoich kwalifikacji. Cieszy, że ryb ogólnie złowiliśmy więcej niż podczas poprzedniej edycji. Łowiliśmy dłużej, ale nie tylko to miało znaczenie. W sektorze B żaden z zawodników nie zszedł poniżej kilograma. Aby liczyć się w stawce trzeba było wyłowić z wody ponad 2 tysiące punktów. To w porównaniu z ubiegłym rokiem spory skok. Tym bardziej, że tym razem połów ważony był bez dodatkowych siatek itp. Walka o zwycięstwo w sektorze miała rozegrać się pomiędzy mną, a Marcinem Sitkowskim. Pierwszy ryby do wagi przyniósł Marcin, a wynik 3060 gr pozbawił mnie złudzeń, bo z moich wyliczeń wynikało, że mogłem mieć w siatce 2, 5-2,8 kg ryb.  Sporą niespodzianką okazało się więc  i dla mnie i dla Marcina, że waga na moim stanowisku wskazała 3070 gr!!! O 10 gram, czyli przysłowiowy rybi ogon wygrałem sektor! Trzecie nagradzane w naszej strefie miejsce zdobył Maciek Walecki z wynikiem 2140 pkt.

Wynik Marcina 3060 gr                                              mój wynik 3070 gr

Dziękuję wszystkim z sportową rywalizację, a koledze redakcyjnemu, Danielowi za użyczenie swojego świetnego sprzętu, który też moim zdaniem miał spore znaczenie podczas wędkowania.

Pierwsza szóstka zawodów dostała pamiątkowe statuetki i oryginalne dyplomy 

Dziękujemy i zapraszamy za rok !!!!

Zapraszamy do   GALERII 

Tekst: Tomek Sikorski Marcin Kostera

Zdjęcia: Karol Kostera, Maciek Krosnowski, Łukasz Gierach

Facebook