Feederowe Mistrzostwa OM 2018

W końcu doczekaliśmy się mazowieckiej edycji Feederowych Mistrzostw Okręgu. Po małych perypetiach związanych z zapisami i zmianami łowiska, udało się zorganizować zawody na bardzo popularnym w okręgu mazowieckim – Kanale Żerańskim. Było jedno ale, czyli troszkę zapomniany odcinek popularnie zwany  „Modlińska” , gościła feederowców z Mazowsza.

„Modlińska” to zapomniana część kanału – a zapewniam że szkoda 😉 

Miejsce za zawody super,  niestety zakaz wjazdu pod stanowiska to niewątpliwy mankament. Na całe szczęście, sprzętu feederowcy nie mają za dużo, więc nie było problemu ze spakowaniem na wózek. Choć trzeba przyznać, że pięknie wykoszony teren z drogą , na której mogą mijać się TIRy kusi do wjazdu 🙂  (odważni muszą jednak pamiętać o konsekwencjach)

Tyle tematem wstępu, czas przejść do szczegółów. Z racji późnego ogłoszenia wytypowanego przez okręg łowiska, byłem w stanie odbyć jeden trening, tydzień przed zawodami. Cel był jasny, czyli sprawdzenie czy leszcze jeszcze przebywają w łowisku, oraz zobaczyć czy liczne krąpie będą chętne do żerowania. Skupiłem się bardziej na rozpoznaniu wody, niż na wytypowaniu super skutecznej mieszanki. Na takie treningi trzeba jechać drużynowo lub osobiście poświęcić więcej czasu. Takowego  nie miałem, więc  ratowałem się 4h rozpoznaniem. Miejsce na łowisku wytypowałem przypadkowo, czyli zdałem się na szczęśliwy los.

Różne kombinacje zanęta- ziemia, ciekawe co będzie najlepsze 

Wędki miałem przygotowane, towar wymieszany więc po kilkudziesięciu minutach byłem gotowy do nęcenia. Postawiłem na dwie linie, zanęcone w inny sposób. Jedna to czysta glina , druga to ta sama glina jednak wymieszana z zanętą w proporcji 1:1. Chciałem zobaczyć co się lepiej sprawdzi i czym lepiej przytrzymać ryby w łowisku. Na start dużym koszykiem (5×7) podałem po 2 l mieszanki, oczywiście po uprzednim dodaniu robaków. W trakcie łowienia chciałem regulować czy dodawać więcej lub mniej larw.

Na treningu padło trochę ryb, wnioski wyciągnięte – przyszło czekać na zawody 

Pierwsze 30 min były bardzo optymistyczne –  w mojej siatce nic nie pływa 😛 Niestety taki początek przewidziałem, ponieważ dużo mieszanki  poszło na początku i ryby potrzebowały chwili na wpłynięcie. Pod kątem zawodów taka sytuacja jest bardzo zła, ponieważ dobrze jest punktować od samego początku. Czyli pierwszy wniosek już mam….. Pierwsze branie mam po upływie 35 min i w podbieraku ląduje leszczyk.  Ryba o wadze 300 gr to klasyczny rozmiar jaki spotykamy na kanale. Aczkolwiek trafiają się piękne przeszło 2kg ryby, to jednak najczęściej biorą ich mniejsi pobratymcy. Kolejne ryby biorą, jednak nie mogę ich zaciąć.

Odpowiedni zapas koszyków i przyponów to podstawowe wyposażenie „feederowca” 

Próbuję z różnymi długościami przyponów i rozmiarami haków. W końcu trafiam na odpowiedni i na 10 rzutów wyjmuję 10 ryb – konkretnie krąpi. Wielkością nie porażają – jednak jest to jakaś waga. Sukcesywnie skaczę między liniami, sprawdzam reakcję na donęcanie, staram się wyciągnąć jak najwięcej informacji. Ryby naprawdę zaczęły się „wkręcać” pod sam koniec. Nawet piękna wzdręga wzięła z opadu !! Maciek dzięki za 2gr koszyczek 😀  Trening zakończyłem około południa – z wnioskami w głowie. Troszkę trzeba będzie poprawić nęcenie wstępne, oraz lepiej spasować sprzęt – najlepszy zestaw „przenoszę” na wszystkie wędki.

Trening pozwolił mi na obranie odpowiedniej taktyki, pozostało się skupić na szczegółach 

Tydzień minął bardzo szybko, ponieważ przed zawodami zawsze jest trochę załatwiania spraw. Robaki, glina, zanęty to wszystko trzeba pozamawiać i odebrać jeszcze przed sobotą. Sprawa jest poważa :),  ponieważ Mistrzostwa trwają dwa dni, więc trzeba wszystko zabezpieczyć i dobrze przechować. Na całe szczęście nie jest to pierwszy mój start więc miejsce w piwnicy już mam przygotowane. W odpowiedniej temperaturze robakom nic się nie stanie i w świetnym stanie wytrzymają nawet tydzień. Żeby rano nie tracić czasu, mieszam wieczorem gliny i wstępnie namaczam mieszankę.  Do kotła ląduje ciężka argila oraz ziemia. Część mieszanki będzie naturalna, druga część będzie przyciemniona. Zanęty namoczyłem 1,5 kg , z tego sporo miało zostać. Ale decyzje miałem podjąć po  losowaniu i zobaczeniu stanowiska. Wtedy ustalę sobie proporcje zanęty z ziemią.

Limit 12 l mieszanki wykorzystany w 100 % 

Nadeszła wyczekiwana sobota czyli pierwszy dzień  mistrzostw okręgu Mazowieckiego.  Na starcie stanęło 36 zawodników podzielonych na dwa sektory, mi przypadł A czyli teoretycznie ten w którym trenowałem. Wcześniej każdy z zawodników znał swój przydział, pozostało tylko wylosować miejsce w którym przyjdzie nam łowić. Wyciągając numerek zobaczyłem A13 czyli prawie dokładnie tam gdzie trenowałem 🙂 Ucieszyłem się, bo nie musiałem kosić brzegu ani wycinać grążeli. Niektóre stanowiska były bardzo zarośniete i trzeba było poświęcic trochę czasu na przygotowanie. Na całe szczęście, czasu było wystarczająco dużo, dlatego nikt się nie spieszył i dla każdego wystarczyło. W porównaniu ze spławkiem, na przygotowanie jest 30 min mniej czyli 1,5h . W zupełności wystarczy, żeby rozłożyć   przygotowane w  pokrowcach wędki i „dopieścić” mieszankę zanętową. Dla mniej zorientowanych trzeba przesypać robaki do znormalizowanych pudełek na czas kontroli technicznej. Limit wynosi 2,5 l w tym maksymalnie 1litr jokersa. Ilość niebotyczna jak na nasze warunki i rybostan 😀

Przynęty i ich różnorodność miały pomóc w przechytrzeniu leszczy 

Parę słów o taktyce na pierwszą turę. Pod leszcza zanęciłem dwie linie,  jedna na 24 m druga na 36m, natomiast tuż pod nogami podałem parę koszyków z myślą o drobnych rybach. Mieszanki różniły się proporcjami zanęta – glina. Nie chciałem nęcić jednakowo dwóch linii, ponieważ jeżeli bym nie wpasował się w gusta ryb mogło by to oznaczać bardzo mało brań. Pod nogami podałem czystą zanętę z odrobiną jokersa, celem były małe ryby które lubią zamieszanie – po cichu liczyłem na wzdręgi. Na wstępne nęcenie zawodnicy mają 10 min po tym czasie można zacząć łowić, jeżeli ktoś chce może nęcić dalej. Tak było w moim przypadku ponieważ parę litrów mieszanki wynęcic za pomocą koszyka 5×7 schodzi się niestety czasowo. Liczyłem, że później ryby wynagrodzą syto nastawiony stół.

Nęcenie wstępne za pomocą koszyka zanętowego – krótki dystans

Nęcenie dużego dystansu – czekając na leszcze 

Start zawodów i zaczynam od najbliższej linii, staram się złowić coś punktowanego. Pierwsze branie mam po paru sekundach i pierwszy krąp ląduje w ręku. Lekko lżej na sercu bo jako jedyny mam rybę w zasięgu wzroku. Kolejne ryby to kwestia paru minut i kolejne krąpie lądują w ręku.

Na pierwszy ogień – szybkie krąpie 

Po 25 min zaczynają padać pierwsze leszczyki, dla mnie to znak, że za chwilę trzeba sprawdzić linię leszczową. Po złowieniu 10 ryby sprawdzam pierwsze łowisko zanęcone z myślą o bremesach. Łowię pierwszego po paru minutach, co prawda nie za wielki ale 150 gr więcej mam w siatce.

Pierwszy leszczyk – taktyka zaczyna przynosić oczekiwane rezultaty 

Na kolejnego muszę czekać prawie 20 min, w tym czasie pudłuje 3 brania które mogą być obcierkami. Sytuacja wymaga sprawdzenia kolejnego miejsca zanęconego bardziej ubogo. Delikatne obcierki świadczą, że leszcze pływają w okolicy, niestety nie ma brania. Zmieniam przynęty i staram się reagować. Dopiero pęczek ochotek i jedna pinka przynosi mi kolejnego leszcza. Czuję, że coś nie gra bo ryby są w łowisku ale coś im przeszkadza. Sytuacja robi się nieciekawa bo coraz więcej leszczy pada w sektorze, nawet ryby ponad 1000 g. 

W trakcie łowienie musiałem zmieniać przypony wielokrotnie 

Próbuję ratować się zmianą przypony na dłuższy, czego efektem są dwie ryby po 400 gr. Znów odskakuję od reszty zawodników. Staram się odławiać leszcze, niestety ciągle nie mogę złapać rytmu. Postanawiam sprawdzić sytuację pod nogami, delikatne branie i zamiast krąpia przyjemny opór. Wielce zdziwiony podbieram leszczyka :O bardzo lubię takie zaskoczenie i niespodziankę. Kolejny rzut i po chwili znów leszczyk!

Kolejny bremes za chwilę wyląduje w podbieraku 

Trzeci rzut i 3 leszczyk 😛 Naprawdę nie spodziewałem się takiej sytuacji, ale wielokrotnie już się przekonałem, że ryby potrafią zaskoczyć. 6 leszczyków i 10 krąpi pozwoliło mi liczyć się w walce o czołówkę w sektorze. Dobre tempo złapał Bartek Kacprzak siedzący dwa stanowiska obok , odławiał leszczyki wydawało mi się że troszkę większe. Sytuacja była o tyle ciekawa, że łowiliśmy leszcz za leszcza. Kombinowałem i szukałem ryb, naprawdę musiałem się natrudzić, żeby złowić kolejną rybę. Z dalekiej linii odławiam kolejne dwie ryby, po 200gr.

O każdą rybę trzeba było się postarać -musiała być wypracowana 

Nie pomaga zmiana przynęt, wsadu koszyka, nawet delikatna prowokacja. Sytuacja nie zaciekawa, ale w dalszym ciągu widzę, że jestem w czubie sektora. Ostatnie 30 min niestety przesądziło o końcowej klasyfikacji w sektorze. Siedzący w lewo Marcin Sitkowski świetnie finiszuje łowiąc 4 spore leszczyki prawie jeden po drugim. Ostatniego wyjmuje 3 min przed końcem czasu ! Ja w tym czasie spinam rybę za około 400 gr … która kosztowała mnie drugie miejsce. Ponieważ pierwsze przypadło Bartkowi Kacprzakowi który dosłownie 3s przed końcem ( widziałem na własne oczy) wyjmuje około 1500 gr leszcza.

Organizacja stanowiska to często pomijany aspekt – uwielbiam mieć wszystko pod ręką 

Piękna ryba w ostatnich sekundach pozwoliła mu wygrać sektor, drugi był Marcin ja trzeci. Niestety czułem lekki niedosyt, pomimo odławiana leszczków były one trochę za małe. W sumie 12 leszczy i 10 krapi ważyło niecałe 3500 gr. Jedynkę sektorową przegrałem w ciągu ostatnich 3 min …  to tylko pokazuje, że trzeba walczyć do końca ! Dla chłopaków wielkie gratulacje!!

Wychylający się z krzaków Bartek 🙂 zwycięzca mojego sektora 

Drugi dzień to łowienie w sektorze B który był dużo mniej rybny. Weryfikując wyniki wprowadziłem lekkie modyfikacje w nęceniu lekko poprawiając odległości łowienia. Los rzucił mnie na prawie sam koniec zawodów, dlatego postanowiłem ustawić jedną z linii na prawie 50m. Liczyłem, że znajdę tam ryby nie skute i nie przepłoszone przez nikogo. Resztę czyli średnią linie pozostawiłem bez zmian, podobnie jak z szukaniem krąpi pod nogami.

Mnogość przynęt, lepiej więc więcej niż za mało 😛 

Teoretycznie wczoraj wszystko zagrało brakowało jednak płynności łowienia i troszkę lepszego spasowania z towarem do zanęcenia. Postanowiłem wszystko lekko przyciemnić i bardziej zubożyć, najlepsze „kąski” polecą w koszyku do łowienia, troszkę większym niż zazwyczaj stosuję. Tak więc zmiany bardziej kosmetyczne, najgorzej to popadać w skrajność i zmieniać wszystko od A do Z.

Mieszanka troszkę bardziej ciężka …. 🙂 

Na nęcenie wstępne idzie prawie połowa mieszanki. Nie zamierzam później donęcać ponieważ nie chce robić hałasu. Skłania mnie do tego także teoretycznie dobre stanowisko. Mieszanka jest bardzo delikatnie pachnąca – zapach jest prawie nie wyczuwalny. Zwolennikiem atraktorów nie jestem, dlatego wystarczy aromat zanęty. Tej dużo nie ma, ale w czystej postaci wrzucam po jednym maks dwa koszyki. Nęcenie trwa około 15 minut, dlatego zaczynam łowienie troszkę później. Staram się złowić coś punktowanego i od razu wyjmuję leszczyka za 300 pkt. Piękne rozpoczęcie!

Donęcanie w trakcie tury 

Tym bardziej, że nie widziałem jeszcze ryby u sąsiadów. Kolejne rzuty i dwa puste zacięcia. Małe rybki próbują przechwycić przynętę – małe krąpie … naprawdę malutkie. Zmieniam linie i odławiam dwa leszczyki niestety jest problem z zaczepami które utrudniają holowanie. Po zacięciu muszę od razu podciągać ryby do góry w innym wypadku lądują w zawadach. Szczęśliwe tracę tylko jedną rybę – resztę zaciętych wyjmuję bezpiecznie podbierakiem.

Jeszcze jeden koszyk 🙂

Do końca tury wyjmuję 15 leszczyków, 4 krąpie, 2 okonie i 2 płotki. Ilościowo podobnie jak w pierwszej turze jednak jakościowo dużo lepiej ponieważ ryby ważą prawie 5kg. Sumarycznie w drugim dniu udało się wygrać sektor jak i cały dzień.

Ryby z drugiej tury 🙂 

Niestety 4pkt sektorowe starczyły na 3 miejsce. Brakło troszkę większej konsekwencji w pierwszym dniu. Być może jeden, dwa treningi więcej pozwoliły by lepiej wpasować się w gusta tamtejszych ryb. Gratulacje dla zwycięzców za postawę w ciągu dwóch dni 🙂 rewanż już za rok 🙂

Tylko i aż 3 miejsce 🙂 dla mnie mały niedosyt 😛 za rok poprawka  

 

 

Tekst: Marcin Kostera

Foto: Marcin Kostera , Radek Borowski 

Facebook