Jesień, leszcze i coś jeszcze ….

Tegoroczna jesień idealnie wpasowuje się w obraz, znanej wszystkim pięknej, polskiej pory roku. Dodatnie temperatury zachęcają nie tylko do spacerów, ale przede wszystkim do łowienia. Ciepłe dni sprzyjają żerowaniu białorybu, który ochoczo pobiera pokarm czując zbliżającą się zimę …. Która co roku zwleka z   przybyciem  🙂

Celem kolejnej wyprawy stał się kapryśny Kanał Żerański, który nie raz pokazywał swoje dobre i złe oblicze. Raz darząc sporą ilością ryb, by następnego dnia pozwolić zejść na zero. Duża nie przewidywalność i urozmaicony rybostan zachęcają do łowienia. Szczególnie, dla osoby szukającej wyzwań 🙂

slider

Koszyczki tej samej wielkości, jednak z różną zawartością. Po lewej miks zanęty z gliną, po prawej czysta glina z robakami

DSC_6920

Minimum sprzętu, maksimum przyjemności

Wieczór przed wspólnym wyjazdem obmyślamy taktykę dotyczącą metod połowu. Burzliwe dyskusje  przyniosły ciekawy kompromis … każdy wybrał inna technikę łowienia. Tomek postawił na matcha, Łukasz na tyczkę, ja standardowo na pickery 🙂 Mój wybór podyktowany był paroma warunkami, przede wszystkim chciałem zrobić mały test dotyczący nęcenia i łowienia. Dlatego też, przygotowałem dwie wędki, z różnymi zestawami. Ale o tym troszkę później. Kolejny argument przemawiający za metodą gruntową, to szybkość rozwijania i zwijania stanowiska. Niestety miałem ograniczenie czasowe, tak więc szanowałem każdą minutę. Wędki przygotowałem jeszcze w domu, tak więc spokojnie czekały w pokrowcu gotowe do użycia. Rozwinięcie i zwinięcie całego stanowiska zajmuje dosłownie chwilę. Mały kosz Caperlan (opis TU), ramię do pickera, jedna przystawka i mam gotowe stanowisko. Naprawdę o tej porze roku unikam dużej ilości sprzętu, staram się łowić bardzo prosto. Dźwiganie dużej ilości gratów, zostawiam sobie na całodzienne, letnie zasiadki. Wtedy ilość sprzętu przyprawia o zawrót głowy, ale cenię sobie wygodę i poręczność wyczynowego stanowiska.


Nie tylko wędki przygotowuję wcześniej, jeżeli zależy mi na czasie. Także glinę oraz zanętę namaczam wieczorem przed wyjazdem. Nie dość, że wygodniej, to jeszcze można zrobić to bardzo dokładnie. Nad wodą pozostaje tylko kosmetyka za pomocą  spryskiwacza. Tak więc do kotła wsypuję paczkę bremesa Venire i to wszystko ….. bez żadnych dodatków. Kilogram spożywki to i tak spora ilość, ale część miała ewentualnie zostać. Gdy wszystko bardzo dokładnie nawilżam, w pomieszczeniu unosi się bardzo przyjemny, słodki zapach. Zanęta jest jasna, ale to nie przeszkadza, ponieważ stawiam na selekcję i z założenia chcę łowić leszcze. Gdy namoczona zanęta wchłania wodę, zabieram się za przygotowanie gliny. Do wiadra wsypuję dwie paczki double leam Górka i to wszystko ….  Jedynie co robię, to delikatnie domaczam glinę i przecieram przez sito. Zależy mi na minimalnym smużeniu mieszanki, dlatego stosuję ciężką glinę.

DSC_7025 DSC_7016Przygotowana glina to czysty double leam, lekko do moczony i przetarty przez sito. Glina daje się łatwo formować w kule, nawet po lekkim ściśnięciu.

Po przetarciu gliny, dowilżam ponownie zanętę. Nie żałuję wody, ponieważ chcę uzyskać  przygaszoną mieszankę, współgrającą z gliną. Dobrze namoczona spożywka nie winduje do góry, jednocześnie jest sypka i puszysta. Czyli idealna do koszyczka zanętowego.

DSC_7024 DSC_7019

Jasna zanęta leszczowa o troszkę grubszych frakcjach, dobrze się sprawdza szczególnie z „przygaszoną” pracą

Wszystko co mogłem przygotowałem w domu, pozostało ustawić budzić na 6 rano i położyć się spać. Na pewno każdy z nas zna uczucie, gdy trzeba wstać na ryby 🙂 Zanim budzik zadzwonił, już byłem na nogach. Szybkie śniadanie, pakowanie auta i mknę obwodnicą w stronę kanału. Zbiórkę wyznaczyliśmy sobie na 7.00 rano, czyli tuż po świcie. O miejsce się nie baliśmy, ponieważ kanał ciągnie się kilometrami, więc spokojnie znajdujemy miejsce dla 3 osób.

DSC_6881Jak już wspomniałem na początku, stanowisko rozstawiam w parę minut. Z pokrowca wyciągam dwa pickery uzbrojone w dwa różne zestawy. Czym się różnią i czemu maja służyć ? To właśnie jeden z elementów doświadczenia. Jeden zestaw zbudowany jest na pętlach, natomiast koszyk mocowany   za pomocą łącznika. Przypon jest krótki, bo tylko 20 cm, zawiązany na żyłce 0,10 mm i haczyku 18. Na tej wędce koszyk napełniany będzie tylko mieszanką gliny z zanętą i odrobiną robactwa.

DSC_6886Drugi zestaw również zmontowany został na pętlach, ale koszyk zapięty jest za pomocą Feeder Bead Links. Przygotowanie łącznika pokazywał Łukasz na łamach portalu patrz TU. Przypon o średnicy 0,09 mm i długości około 60 cm uzbrojony w haczyk 20. Koszyczek podobnie, jak na drugiej wędce o wadze około 5gr. Ten zestaw napełniałem tylko czystą gliną z robakami, bez dodatku spożywczego w postaci zanęty.

W obu wędkach całości dopełniły delikatne szczytówki, pokazujące najmniejszy kontakt z rybami. Wybór odpowiedniej szczytówki jest bardzo prosty. Wystarczy złapać wszystkie za ostatnią przelotkę, szczytówka która najbardziej się ugina to ta która nas interesuje.

Kolejną ważną rzeczą jest określenie odległości łowienia. Wykorzystujemy sposób który niedawno pokazaliśmy na stronie TU. Dokładnie 6 długości daje  24 m, ma to kolosalne znaczenie, jeżeli łowimy na dwie wędki a nęcimy trzecią. Także bardzo szybko odmierzam pożądaną odległość i zaznaczam, zakładając żyłkę na klipsie przy szpuli kołowrotka.

DSC_7043

Bardzo prosta mieszanka zanęty z gliną przygotowana do nęcenia wstępnego

DSC_7027Kolej na przygotowanie mieszanki do nęcenia. Znów stawiam na prostotę, wsypuję do wiadra 3 garście gliny i 2 garście zanęty. Dokładnie mieszam i dodaję jokersa – pochodzenia rosyjskiego. Larwy są w doskonałej kondycji, tak więc równomierne rozprowadzenie nie stanowi problemu. Wszystko to wsypuję do jednej kuwety i zaczynam nęcenie. Wędka przystosowana do przenoszenia dużych obciążeń bardzo ładnie radzi sobie z ciężarem koszyczka. Sporych rozmiarów koszyk, raz za razem ląduje w to samo miejsce. Nawinięta plecionka ułatwia nęcenie, ponieważ ma małą rozciągliwość, a to także ułatwia wyszarpywanie zawartości na dnie. Wstępne nęcenie to około 12-13 rzutów, dokładnie w samo miejsce. Chcę, żeby ryby skoncentrowały się na jak najmniejszym obszarze, ponieważ łowienie w zimnej wodzie wymaga sporej precyzji i finezji.

DSC_6946

Sporej wielkości koszyk ułatwia nęcenie oraz minimalizuje ilość rzutów we wstępnym nęceniu

DSC_6954DSC_6934

Po zanęceniu łowiska przyszedł czas na śniadanie 🙂 ryby w spokoju ustawią się w łowisku, a ja w tym czasie podglądam jak idzie innym. Tyczkarze odławiają głównie płocie i pojedyncze leszczyki. Ci co wybrali matchówkę walczą z płynącym kanałem. Niestety uciąg jest dosyć spory, nie ma możliwości przytrzymać stabilnie przynęty  w jednym miejscu ! Poruszająca się ochotka kusi jedynie płotki i przypadkowe leszcze. Moje obserwacje potwierdzają spotkani wędkarze. Narzekają na trudne warunki i mało ryb.

Najedzony, siadam więc na swoim stanowisku i zaczynam łowienie. Pierwsze rzuty przynoszą  dwa okonie … nie o to chodziło. Ciekawskie pasiaki  bardzo często goszczą w łowisku jako pierwsze, kuszone ruchem i zamętem. Zakładam nowe przynęty i posyłam zestawy w łowisko. Koszyki napełniam tak jak opisałem wcześniej. Kolejne branie to kwestia paru minut, bardzo delikatne i subtelne. Szczytówka ledwie pokazała branie, zacięcie w tempo i bardzo przyjemny opór na końcu. Buzia od razu uśmiechnięta, bo wiem co jest na końcu, charakterystyczne szarpnięcia nieomylnie wskazują na leszcza. Około 600-700 gr ryba ląduje w podbieraku, już wiem że jest dobrze 🙂

DSC_6864

.

Wszystkie złowione leszcze są w znakomitej kondycji ! Przeciwieństwo ich letnich towarzyszy 🙂


Jeżeli nic nie popsuję, leszcze powinny na dłużej zaparkować z zanęcie. W czasie zakładania nowej przynęty, branie na drugiej wędce. Zacięcie i siedzi kolejny wojownik. Zimowe leszcze, z prawie 4m wody dają niesamowite wrażenia w czasie holu. Lekki sprzęt potęguje emocje i daje rybom szansę na uwolnienie.

DSC_6872

Pięknie ubarwiony leszcz to nagroda za trud włożony w przygotowania

Początek łowienia wygląda znakomicie, oba zestawy przynoszą po dwie ryby, jest więc remis. Poza pojedynczymi okoniami, biorą tylko leszcze. W ciągu całego dnia nie łowię żadnej płoci ! Podczas gdy w okolicy płocie są główną zdobyczą. Wszystko co było założeniem, jeszcze w domu, z teorii zmienia się w praktykę.

konkurs wigilia 110konkurs wigilia 104Dalsze łowienie wygląda jak z automatu, czyli założenie nowej przynęty i posłanie koszyczka w łowisko. Cenna uwaga, żeby poza odległością trzymać azymut. Cień drzewa na drugim brzegu jest idealnym celem, dlatego moje koszyki co chwila lądują w to samo miejsce. Z czasem ryby zaczynają być wybredne, ale są w łowisku. Obcierki świadczą o bytności ryb, ale ewidentnie coś im nie pasuje. Kluczem jest zmiana przynęty i dołożenie martwego białego robaka ! Kolejne ryby lądują w podbieraku. Im bliżej końca uwidacznia się przewaga delikatniejszego zestawu na dłuższym przyponie. Na drugi zestaw czyli krótki przypon i mieszanka gliny z zanętą, nie łowię już nic.

Łowienie kończę po około 4,5 godziny. Myślę, że jeżeli chciałbym łowić dłużej, należało by grubiej do nęcić za pomocą dużego koszyczka. Spora ilość ryb w łowisku prawdopodobnie poradziła sobie z towarem który do tej pory leżał na dnie. Zaznaczę tylko, że łowisko jest dosyć rybne więc nie ma mowy o przekarmieniu.

DSC_6971

Efekt 4,5 h łowienia to kilkanaście leszczy. Zadowolona mina mówi wszystko 🙂

Łowienie w tak piękny i ciepły dzień to czysta przyjemność. Aura przypomina przedwiośnie, a nie jesienna pluchę. DSC_6894 DSC_6893Pojawiające się co jakiś czas słońce,  dodaje wigoru wędkującym oraz rybom. Nawet w tym pozornie martwym okresie, można solidnie i przyzwoicie połowić. Leszcze na które się ustawiłem, dotrzymywały mi kroku, co jakiś czas pojawiając się w podbieraku. Mój mały test przyniósł zwycięstwo czystych robaków w glinie. Co mnie nie dziwi, ponieważ późna pora i zimna woda sprawia, że ryby wybierają najlepsze kąski. Ważna była także długość przyponu oraz rozmiar haczyka. Malutki haczyk z naturalnie wyglądającą ochotką stanowi smakowity kąsek. Nawet założenie kanapki z martwym białym robakiem nie przeszkadzało żarłocznym rybom. Ciekawostką był brak płoci, na które po cichu liczyłem, oczywiście w wydaniu XXL.

Po skończonym łowieniu i szybkiej sesji fotograficznej ryby wracają do wody. Nie ma mowy o zabieraniu ryb, tym bardziej, że jest ich coraz mniej … dlatego wszystkie lądują bezpiecznie w wodzie. Na pożegnanie machają ogonem, oby do zobaczenia …..

DSC_6984 DSC_6979

Wszystkie ryby obowiązkowo wracają do domu ! Pamiętajmy o tym, żebyśmy za jakiś czas mieli co łowić !

Pamiętajcie C&R 🙂

Tekst: Marcin Kostera

Foto: Marcin Kostera, Lukasz Gierach, Tomek Sikorski

Facebook