Klasyczny feeder w komercyjnym wydaniu

Czy komercja zawsze musi się kojarzyć z methodą? Większość wpisów jakie obserwuje w internecie, bądź w tradycyjnej prasie dotyczą methody. Nie ma co ukrywać, że jest to sposób skuteczny, ale też nie zawsze – z czasem ryby przyzwyczajają się i uczą wszelkich nowinek. Jeżeli połączymy to z załamaniem pogody i skokiem ciśnienia, może się okazać że nic nie złowimy. Jeżeli łowimy rekreacyjnie, „zero” nie będzie  w niczym przeszkadzało – bytowanie nad wodą to już duża przyjemność 🙂 . Natomiast na zawodach, sprawa ma się trochę inaczej, ponieważ „ścigamy” się z kolegami, o większy wynik przy ważeniu ryb. Wszystko oczywiście w przyjemnej atmosferze, ale najgorsze co może być to nie złowić nic. W takim wypadku z pomocą przychodzi klasyk, który jest alternatywą dla innych ryb.

Klasyczna wersja feedera w komercyjnym wydaniu 🙂 

Wstęp do łowienia 

Karpie to pożądana zdobycz, na którą wszyscy polują. Fakt, że szybko buduje wagę, potęguje wyobraźnie o wielkich rybach co chwila lądujących w podbieraku,  ale bywają takie dni że nie biorą! Wiele razy widziałem sytuacje, gdy nikt  w zasięgu wzroku nie miał nawet brania karpiowego nie mówiąc o wyciągniętej rybie. Przyczyn takiego zachowania jest wiele, natomiast istnieje alternatywa, czyli bardziej klasyczne podejście.

Pierwsze ryby meldują się po 10 minutach …

Podczas ostatniego wypadu na Łowisko Kamień, postanowiliśmy sprawdzić czy troszkę odmienna taktyka ma sens? Czy w ogóle łowienie innych ryb niż karpie ma uzasadnienie ??

 Na brak ryb nie można narzekać 🙂 szczytówka co chwilę wskazuje branie 🙂 

Jeden z wielu wrześniowych linów 🙂 

Testerem miał zostać Łukasz, który wygrał tegoroczny Feedertest (relacja TU ), tak więc można powiedzieć, że opinia powinna być miarodajna. Poza tym siedziałem stanowisko obok, więc miałem wszystko na swoim oku 😉

Koszyk z „robaczanym” wkładem 

Przygotowania 

Na starcie rozrobiliśmy 1,5 kg zanęty spożywczej. 1 kg to klasyczna zanęta- bardzo drobna! –  pół kilograma to popularna zanęta sonubaitsa  Match Method Mix. Mieszankę nawilżaliśmy parę razy, tak żeby uzyskać mocno przygaszoną pracę. Wszystkie składniki wolno piły wodę, tak więc potrzeba była odrobina czasu, żeby wchłonęły nadmiar wilgoci.

Delikatna wędka sprawdziła się rewelacyjnie ! 

Gdy zanęta dochodziła do siebie, przygotowaliśmy stanowiska i sprzęt. Do klasyka Łukasz wybrał Slima 3,7 m z kołowrotkiem na który miał nawiniętą żyłkę 0,18 mm ( na większości łowisk komercyjnych jest zakaz stosowania plecionek! ) Dystans na jakim miał zamiar łowić to 40 m , w tej okolicy znajdowało się troszkę płytsze miejsce o głębokości około 3 m . Zaklipsowana odległość gwarantowała powtarzalne rzuty, na czym bardzo nam zależało! Tylko precyzyjne łowienie mogło przynieść oczekiwane rezultaty!

Za każdym razem koszyk lądował w tym samym miejscu ! 

Poza zanętą nie mogło zabraknąć najważniejszego – robaczków 🙂 Zabraliśmy ze sobą barwione białe robaki, kastery i dendrobenę, na osłodę mieliśmy troszkę kukurydzy i pelletów. Wszystko jednak było w oddzielnych pudełkach, ponieważ nie wiadomo było co w danym dniu będzie najlepsze. W miarę rozwoju sytuacji rotowaliśmy przynętą, tak żeby ocenić co będzie najskuteczniejsze.

Zestaw ze skrętką – bardzo prosty do wykonania i naprawdę skuteczny 

Łowienie – czas start 

Początek łowienia to wstępne zanęcenie 10 koszykami – wielkość taka jaką będziemy łowić. Chodziło o „zbudowanie” łowiska, czyli systematyczne dodawanie małych porcji zanęty i robaków. Chłodna woda nie sprzyjała żerowaniu, dlatego wrzucenie na samym początku wiadra „towaru”, będzie miało efekt odwrotny od zamierzonego. Wybrana taktyka jest wariantem bezpieczniejszym ponieważ zawsze można donęcić!

Smaczne robaczki 🙂

Zestaw na jaki zdecydował się łowić Łukasz to najpopularniejsza skrętka. Szybka do zmontowania i bardzo uniwersalna, stosujemy ją od momentu wprowadzenia na zawodach. Przypon na początek to 0,12 mm.  W rezerwie przygotowane są 0,14 mm i 0,16 mm, ale to w okresie bardzo intensywnych brań. Haki to popularne kamasan rozmiar 18 lub 16

Między karasiami i linkami trafiały się serie takich leszczyków 

Początek łowienia świadczy o dobrej taktyce, bo od razu udaje się wyjąć leszczyka około pół kilograma. Ryba skusiła się na białe robaki. Później dwa rzuty na pusto i zmiana przynęty na czerwonego robaka. Branie następuje od razu i w podbieraku ląduje kolejny leszczyk. Kolejne rzuty przynoszą jeszcze dwa bremesy. Po czym łowisko zamiera – być może jakaś duża ryba zasmakowała w przynętach leżących na dnie.

Co pewien czas na wędce meldował się troszkę większy bremes

Łukasz decyduje się na wkrojenie czerwonych robaków. Krok bardzo ryzykowany okazał się strzałem w 10 !  Poza leszczami, zaczynają brać piękne kilogramowe karasie  i śliczne liny! Na haku trzeba założyć dwa robaki, które okazały się tego dnia najlepszą przynętą! Brania były bardzo szybkie i pewne.  W okresie 20 min Łukasz wyjmuje 3 karasie po 1 kg, leszcza 800 gr i linka około kilograma !! Tempo naprawdę rewelacyjne, brania następują po paru sekundach!

Piękny, przeszło kilogramowy karaś srebrzysty – takimi rybami można bardzo szybko  zbudować wagę 🙂 

Aby potwierdzić teorię wkrajanych „robaków”, przez kolejną godzinę nic nie jest dodawane. Efektem jest zanik brań. Co prawda udaje się złowić parę małych leszczyków i  krąpi! Jednak wyraźnie łowisko opustoszało i mało co udaje się złowić. Nawet zmiana przynęt nie przynosi oczekiwanego rezultatu.

Krąp – raczej niechciany przyłów 😛 

Cięte czerwone robaki – rybie przysmaki  

Ponowie więc do kubka lecą czerwone robaki 🙂 i  kolejna porcja ląduje w łowisku. Po 4 rzucie na wędce melduje się ryba, z którą nie mamy najmniejszych szans. Prawdopodobnie jesiotr wypiął się z małego haczyka 🙁 takich sytuacji nie da się uniknąć, ale przy odrobinie szczęścia uda się wyjąć nawet tak dużego przeciwnika!

Na wędce ryba która wygrała pojedynek – spinka 🙁 

Podsumowanie 

Po około 6 h „czystego” łowienia, udaje się wyjąc około 25 kg rybiego drobiazgu 😛 , waga jest bardzo uśredniona ponieważ jest to łowisko NO KILL i wszystkie ryby od razu lądowały w wodzie. Sumarycznej wagi mogło być troszkę więcej, ale bardziej chodzi o fakt ” trochę”  odmiennego podejścia do łowienia na wodach specjalnych. W trudnych warunkach, przy słabym żerowaniu, można spróbować czegoś innego,  trochę inaczej niż przyjęte zasady. Uważam, że w niektóre dni może to gwarantować wysokie miejsce, a nawet wygraną!

Tekst i Foto: Kostera Marcin 

Facebook