MATCH TEST 5 – Spotkanie z odległościówką

Czas leci nieubłaganie. Można by powiedzieć, że dosłownie wczoraj siedzieliśmy z Marcinem i wymyślaliśmy te zawody. Nowa formuła rywalizacji, której na poważnie nikt jeszcze w kraju nie organizował. Jedna metoda połowu, skromy ale ważny regulamin i konkretny przekaz, oraz cel imprezy! Ten zawsze był najważniejszy! Zaszczepiać pasję do łowienia odległościówką w rozleniwionym trochę „tyczkarskim” świecie sportu wędkarskiego. Kto się skusił i wziął za szlifowanie umiejętności ten wie, że match później na niejednych zawodach uratował mu tyłek. W tym roku rozgrywaliśmy już piątą edycje tej  imprezy. „El maczos” na start.

  Zalew Komorów, czyli od 5 lat arena naszych matcho’wych zmagań

Problem z maczówką polega na tym, że aby łowić skutecznie potrzebna jest spora liczba treningów, tysiące wystrzelonych kul i poznanie swoich odległości wędkowania. Tych, które czujemy. Czyli, na których nasze oko zobaczy branie, a i ręka nie zadrży podczas strzału z procy. Kto to ogarnie ten już jest w ogródku, ale na przywitanie z gąską jeszcze za wcześnie. Trzeba się jeszcze sprawdzić w boju! To wszystko też sprawia, że o zawody zawsze jest wielu pytających, ale wystartować nie każdy ma odwagę. Tym razem na starcie stawiło się czternastu odważnych  „el maczos.”, którzy w znakomitych nastrojach w słońcu piekącym od 8 rano rywalizowali przez  bite 5 godzin. Pojawiło się trochę znajomych twarzy. Wystarczy chwilę porozmawiać i już wiemy, że pasja do odległościówki jest w nas. Branie w okolicach 30 metra i widok chowającego się pod wodę spławika, to  magia, z którą mało co może się w świecie wędkarstwa równać.

Zwycięzca poprzedniej edycji, Mateusz Łapacz i jego naładowana odległościówka

Tradycyjnie już areną naszych zmagań, był Zalew w Komorowie. Kapryśna woda, ale jeśli chodzi o wędkowanie odległościówką daje szanse połowić niemal z każdego miejsca. Zalew wszak słynie z płoci, niestety z roku na rok mniejszych.  Wędkarze z  dystansu łowią więc przeważnie niewielkie płotki, ale w ostatnich latach o zwycięstwach i dobrych lokatach decydowały bonusy w postaci leszczy,  linów czy dużych karasi. Te ostatnie nie są łatwym celem jeśli chodzi o tę metodę, bo zalew mocno płynie. Ciężko więc utrzymać zestaw stabilnie. Duże ryby z kolei lubią przynęty niemal przytwierdzone do dna. Jak było tym razem?

Arek Szczepaniak to jeden z tych, którzy zawsze dołowili coś większego. Czy tym razem również?

Treningi, które jak zwykle towarzyszyły przygotowaniom do imprezy nie nastrajały optymistycznie. Ryb łowiono raczej mało, a i prognozy i zapowiadane w nich wielkie upały rzucały nomen omen cień na pomyślność rywalizacji. Ta rozpoczęła się punktualnie o 8 i od początku widać było, kto jaką taktykę przyjął. W sektorze od chodnika świetnie radził sobie Marcin Kostera, łowiący świetnie technicznie zawodnik szybko odczytał wodę i dopasował się do sytuacji. Łowił lekko i blisko…..?, choć oczywiście w granicach regulaminu. Dzięki temu miał świetne tempo.

Marcin Kostera w akcji. Chciało by się rzec „Kto sieje, ten zbiera”:)

Kolejni kandydaci do walki o zwycięstwo w tym sektorze to Piotrek Leleniak i Jarosław Komorowski. Obaj mają na swoim koncie  dobre występy w poprzednich edycjach. Czasami zdarzają się wpadki, ale jeśli podejmuje się ryzyko to trzeba się z tym liczyć. Walka miała być zacięta tym bardziej, że przypominamy, że w tym sektorze łowił również zwycięzca poprzedniej edycji.

Łukasz Gierach nie zaliczy tych zawodów do swoich najlepszych występów.Są sprawy ważne i ważniejsze;)

Dwa sektory, które były ulokowane na brzegach od Pruszyńskiego i na chodniku od początku rywalizacji były pod obstrzałem piekącego, wakacyjnego słońca. Nie było łatwo wytrzymać tyle godzin. Tym bardziej, że nie każdy miał zajęcie przez cały czas. Trzeci brzeg, na którym wylosowałem stanowisko, to błogi cień, który zapewniały nam do końca zawodów drzewa. W przyrodzie nic nie ginie i sprawiedliwość jakaś być musi. Żeby nie było tak pięknie, to spod tych drzew musieliśmy rzucać nasze zestawy. By nie zaczepić i nie porwać misternie tkanych i gruntowanych zestawów należało to robić powoli pomiędzy nawisem gałęzi. Nie było mowy o automacie typu, zacięcie,hol, ryba, przynęta, ładunek i zarzut! Przy łowieniu szybkościowym płotek to ma kolosalne znaczenie. Ile w ciągu tury straciliśmy czasu na patrzenie w gałęzie? To ciężko ocenić, ale kilkaset punktów pewnie gdzieś uleciało…pomiędzy drzewami.

Od początku rywalizacji w naszym łowisku rybka była. Piszę naszym, bo zacieniony fragment dzieliłem z Markiem Stachurskim. Niestety zza drzew nie widziałem reszty sektorowej konkurencji. Tyle co mówili odwiedzający nas znajomi, a mówili niewiele. Stąd też ogląd na sytuację mieliśmy dość mizerny. Pozostało nie oglądać się na innych, a robić swoje i mieć nadzieję, że to wystarczy na dobry wynik. W sektorze od Pęcic łowili jeszcze Maciek Mierzejewski,  debiutujący w naszych zawodach Szymon Krukowski oraz  Szczepan Małkiewicz.

Nasz brzeg łowił najrówniej.

Największa patelnia od samego rana była w najpłytszym sektorze ulokowanym na brzegu od Pruszyńskiego. Już po pierwszym sygnale o 8 rano, niektórzy  łowiący tam zawodnicy pozdejmowali odzienia. Tu najlepiej póki co radził sobie Michał Brzezowski, który z pierwszego stanowiska regularnie odławiał płocie.

Walkę o drugie miejsce w sektorze toczyli Arek Szczepaniak i debiutujący w Match Test, Daniel Węgrzyniak. O ryby było bardzo trudno. Z  resztą jak zwykle.

Daniel Węgrzyniak, nie tylko mydło zabiera na ryby. Dołożył też szczotkę. Przezorny zawsze ubezpieczony;)

Po pięciu godzinach rywalizacji jasne było, że tego dnia średnich ryb łowiliśmy mało.  Największą ofiarą braku leszczyków padł Mateusz Łapacz, zwycięzca 4 edycji. Już przed ważeniem wiedzieliśmy, że tytułu nie obroni. Tym razem również postawił wszystko na jedną kartę, ale leszcze nie przyszły. W siatkach  niektórych zawodników było wprawdzie po kilka chlapaków lub  karasi, ale nie były to na tyle duże ryby, aby dać łowcom spory handicap.  Trzeba było średnie rybki podpierać regularnie łowioną drobną płotką.

Sprawdzanie wyników rozpoczęliśmy od naszego sektora(C). Waga a moim stanowisku pokazała 3915 punktów i tyle mniej więcej obstawiałem, że mam w siatce. Marek Stachurski również przekroczył barierę 3 tysięcy i zapowiadało się ciekawie. Podobnie połowił Szczepan Małkiewicz. Przed ważeniem ostatniego na naszym brzegu Maćka Mierzejewskiego, wciąż prowadziłem. Ten jednak pokonując barierę 4 tysięcy punktów wygrywa sektor. Maciek jako jedyny na tym brzegu połowił trochę średnich rybek. Zaliczył i leszcze i karasie. Ja też miałem w siatce 3 leszczyki, ale po spięciu ryby w łowisku, kolejne już do mnie  nie wróciły

Moje 3915gr  i ważenie połowu Maćka Mierzejewskiego na wygranie sektora.

Brzeg na chodniku (sektor B) zgodnie z przewidywaniami wygrał Marcin Kostera. Marcin zdeklasował doświadczonych kolegów łowiąc ponad dwa razy tyle ryb co drugi zawodnik. Jak wspominałem wcześniej „Kostek” szubko zorientował się, że na „kabany” dziś nie ma co liczyć i przestawił się na ultra szybkie łowienie płotki, drobnej płotki.

Ryby na 1 i 2 miejsce w sektorze od chodnika.

Sektor A to najpłytsza część akwenu, ale tu właśnie często padają bonusowe ryby, które przy mniejszych wynikach robią różnicę. Najlepiej zaprezentował się  Michał Brzezowski, który do dużej ilości płoci dołowił ponad kilogramowego lina. Podobnie jak Marcin na chodniku, także Michał mocno wyprzedził konkurencje.

Wyniki zawodów :

1. Michał Brzezowski (A1) 5470 gr

2.Marcin Kostera (B1) 5380 gr

3.Maciej Mierzejewski (C1) 4155 gr

4.Tomek Sikorski(C2) 3915 gr

5. Piotr Leleniak (B2) 2355 gr

6.Arek Szczepaniak (A2) 2200 gr

7.Szczepan Małkiewicz(C3) 3355 gr

8.Daniel Węgrzyniak (A3) 2165 gr

9.Jarosław Komorowski (B3) 1955 gr

10.Marek Stachurski(C4) 3255 gr

11.Łukasz Gierach (B4)  1750 gr

12.Szymon Krukowski (C5) 2150 gr

13. Mateusz Łapacz (B5) 1510 gr

14.Michał Tobiasz (A5) 0 gr

Najlepsza szóstka zawodów.

Prawie wszyscy uczestnicy, bo jeden jeszcze łowił leszcze:D

Do zobaczenia za rok!

P.S. Kolegom, którzy zapisują się na zawody, a potem bez żadnej informacji nie przyjeżdżają stanowczo mówimy NIE i następnym razem z góry dziękujemy 🙂

Tekst:Tomek Sikorski

Foto: Martyna, Karol Kostera i Maciej Krosnowski 

Facebook