Narew i esoxy

Łowienie na rzece to zawsze coś wyjątkowego. Praktycznie każda wyprawa to inna przygoda, o której zawsze warto pamiętać i powielać w opowieściach. Płynąca woda, na całe szczęście nie jest tak spustoszona jak  stojąca – trudniej wyłowić ryby nawet brygadom rybaków. Dlatego widok ławic leszczy nie jest czymś wyjątkowym i zaskakującym. Informację o takich stadach dostałem na początku września od Michała. Szybko ustaliliśmy termin wyjazdu, pozostało tylko czekać i liczyć na przychylność pogody.

dsc_5700

dsc_5754

Rzeczna zanęta z melasą

Dzień wyprawy zbliżał się nieubłaganie, a ja cieszyłem się niezmiernie bo uwielbiam rzeczne łowienie. Ciekawostką było miejsce spotkania, o którym dowiedziałem się wieczorem na facebooku 🙂 Michał wysłał mi mapkę, którą oznaczył  pinezką  z dopiskiem – masz tam być o 4 rano. Wiedziałem tylko tyle,  że będziemy łowić na Narwi, gdzieś między Zegrzem, a Pułtuskiem.  Rzeka w tym rejonie jest dzika i wąska, jednak głębokość często oscyluje w granicach 4-5m! Uciąg nie jest duży, koszyczki 40 – 50 gr stoją praktycznie w miejscu. Ja jednak nie zabieram feederów tylko szykuję tyczkę. Po  MP wędka leży przygotowana, dlatego parę minut i samochód spakowany.  Na sam koniec zostawiłem sobie mieszanie zanęty i glin. Ci którzy łowią na rzece wiedzą o czym mówię – wieczorny rytuał rzecznego łowcy to mieszanie zanęt i glin, dzień przed wyprawą. Ma to kolosalne znaczenie, bo nie tracimy czasu rano, oraz wszystkie cząstki zanęty wchłoną wodę, przez co będą się mniej unosić i nie wybijać do góry. Na pół dnia łowienia szykuję 4 kg rzecznej, uniwersalnej zanęty. Dobrze klejąca mieszanka wymaga wręcz solidnego domoczenia. Nie dodaję nic więcej poza melasą, która ma za zadanie dosłodzić całość.Wlewam gęstą masę do pojemnika z wodą i mieszam. Powstałą zawiesiną namaczam wszystko i odstawiam na bok. Daję zanęcie kilka minut żeby wchłonęła wodę, a czas ten wykorzystuję na przygotowanie gliny.

dsc_5789 dsc_5781


Zanętę i glinę przygotowuję dzień wcześniej

Wsypuję do kotła 7 paczek, czyli 14 kg gliny i mieszam dokładnie, ponieważ chcę uzyskać jednorodną mieszankę. Bazą jest glina rzeczna, z double leam rzeczną. Nie dowilżam wszystkiego, ponieważ nie wiem jakie warunki zastanę na miejscu.

Glinę mam przygotowaną, zatem zabieram się za ostateczne domoczenie zanęty. Delikatnie dolewam wody i energicznie mieszam. Zanęta zaczyna się dobrze kleić, ale nadal jest sypka – nie robią się „kluchy”. Całość ląduje na sicie w celu przetarcia. Wszystko mam gotowe, także robaki które rozmrażam w wodzie.

dsc_5746 dsc_5745


Robaki rozmrażam w wodzie dzięki temu zachowują świetną jakość

dsc_5797

Gęsta i słodka – melasa

Budzę się punktualnie, wcinam szybkie śniadanie i jadę w wyznaczone miejsce. Rewelacyjna trasa kończy się gdy skręcam w drogę przy wale przeciwpowodziowym. Dołki i wyboje po jakich jadę sprawdzają zawieszenie samochodu, głowa podskakuje, a przede mną jeszcze 2km. Dojeżdżam na miejsce prawie o czasie ale chłopaki grzecznie czekają na wale :). Szybkie przywitanie, chwila rozmowy i nosimy wszystkie rzeczy. I tu pierwsza niespodzianka, bo nie na brzeg tylko na łódkę! Dobrze, że zabrałem tylko to co jest mi potrzebne, znacząco odciążając zawodniczy sprzęt. Trzy szybkie kursy z gratami i odbijamy od brzegu kierując się w stronę Pułtuska. Na horyzoncie już się rozjaśnia, a my ciągle płyniemy. Obserwuję odczyty z echosondy i od razu widać, że są miejsca ze sporą ilością ryb, a inne z pozoru podobne świecą pustkami. Po cichu liczę, że u nas takiej pustyni nie będzie. Podziwianie przyrody z innej perspektywy zawsze wywołuje u mnie pozytywne emocje. Pomimo pobudki o bardzo wczesnej godzinie czuję, że wypoczywam! Nostalgie przerywa Michał – jest nasze miejsce! Ładny równy brzeg, wszędzie zielono, pod nami prawie 5m wody. Z szybkiego wywiadu dowiaduję się, że z brzegu nie ma dostępu 🙂 mamy wszystko tylko dla siebie …

dsc_5692

Nietypowy środek transportu 🙂

Rewelacyjne miejsce, szybkie sondowanie wskazuje około 4,5m gruntu na 12m. Usadawiam się w małej rynnie, na końcu której mam spore wypłycenie. Cząstki zanęty na pewno zatrzymają się przed wzniesieniem i tam też powinny być ryby. A ryb jest sporo, bo jak tylko troszkę się rozjaśniło, woda dosłownie ożyła, a ilość leszczy jaka się spławiała mogła przysporzyć o zawrót głowy. Co prawda ryby „chodziły” na dystansie 25-30m, ale miałem nadzieję, że to tylko kwestia czasu kiedy podpłyną bliżej brzegu. Chwilę mi zajęło zanim przedłużyłem potrzebne zestawy, a na topach zawiesiłem lizaki o gramaturach 3 gr 5gr 10gr 20 gr. Najlżejsze do przepływanki, najcięższy do stopa. Zakładałem, że początek to standardowe odławianie krąpi, które z czasem muszą ustąpić miejsca leszczom. Po cichu liczyłem na jakieś przyłowy, ale wszystko miało się rozkręcać z czasem. Dlatego nie spieszyłem się z niczym, cieszyłem się ciszą i smakiem kawy przygotowanej przez Rafała. Jedyne co zrobiłem to dowilżyłem lekko zanętę, która przez noc wchłonęła sporo wody. Więcej zachodu wymagała glina, którą mam praktycznie pod suchą. Jeżeli zrobiłbym od razu bardzo tęgą masę, prawdopodobnie miałbym nikłe szanse na sukces. W takiej sytuacji, tylko lekko ją dowilżam i nie dosypuję już grama kleju. Spoistość mieszanki reguluję tylko wodą, zależy mi żeby część  rozsypała się od razu na dnie. Reszta kul miała stać dłużej i czekać na leszcze. Na wstępne nęcenie wyszło 18 kul, w 3 rożnych konsystencjach. Wszystkie kule wrzucam bardzo celnie na 12m.

img_20160917_070607 img_20160917_070602Kule przygotowane do nęcenia wstępnego


Łowienie zawsze zaczynam od najlżejszego zestawu, często dzięki temu udaje mi się złowić patrolującego okolicę klenia lub jazia. Ryby z natury ciekawskie i uwielbiające robaki odrywające się z kul. Poniżej zdjęcie z mojego wypadu, w którym przez pierwsze 5 min złowiłem klenia i jazia 🙂

13876555_1758520877754210_6852539855100142096_n

dsc_5827

Dwa czerwone robaki – często najskuteczniejsza przynęta na leszcza

Niestety tym razem nic takiego się nie trafia 🙁 łowisko opanowują wszędobylskie krąpie. Ryby są różnych rozmiarów od maluchów po ryby o masie blisko 400gr. Aby dobrać się do większych łowię na średnie zestawy, a na haczyk zakładam dwa małe czerwone robaczki. Brań jest zdecydowanie mniej, ale ryby wyraźnie  są lepsze jakościowo. Łowienie naprawdę sprawia mi dużo frajdy, gładka i nie zmarszczona podmuchami wiatru tafla wydaje się magiczna. Lekka mgła unosi się delikatnie nad trzcinami, a słońce przebłyskuje na horyzoncie, podczas gdy ptactwo rusza na żer. Nawet bóbr płynie z dużą gałęzią do swojej żeremi. W takich chwilach łowienie sprawia jeszcze więcej radości. Na spokojnej wodzie rewelacyjnie widać każde, nawet najdelikatniejsze branie. Niestety „krąpiada” trwa w najlepsze, nie pomaga donęcanie i zmiana przynęt. Leszcze ciągle pokazują się na środku rzeki, niestety nie chcą podpłynąć do brzegu. Czekam na moment, gdy po zacięciu amortyzator zostanie w miejscu- to nieomylnie oznacza sporą rybę. W końcu zdarza mi się dziwna sytuacja, zacinam rybę cofam tyczkę, ale łącznik został daleko w wodzie. Adrenalina podskakuje, podejrzewam ładnego leszcza.

dsc_5600

Leszcz okazał się sporym szczupakiem 🙂

Spora głębokość potęguje siłę ryby. Pod brzegiem rybę ciężko podciągnąć do góry, dlatego nie spieszę się zbytnio nie chcąc jej stracić. Hol się przedłuża, a ja mam coraz więcej niepewności co mam na haczyku. Zrywy są bardzo szybkie, niepodobne do leszcza. Zagadka rozwiązuje się, gdy rybę w końcu podciągam do góry – moim oczom ukazuje się szczupak….  i to nie byle jaki, spokojnie między 60-70 cm.

dsc_5603

W pysku trzyma krąpia, którego mam na wędce. Sytuacja bardzo dziwna, ale ciągle mam szansę na wyjęcie drapieżnika. Szczupak zapewne myśli, że ma do czynienia z krąpiem siłaczem i dzielnie z nim staje do walki 😛 Niestety, gdy już szykowałem podbierak, ryba otwiera paszczę i krąp wypada. W jakim jest stanie, najlepiej zobrazuje zdjęcie – głębokie rany i spory ubytek w łuskach.

dsc_5606

Takiego krąpia oddał mi szczupak 🙂

dsc_5815

Drugi szczupak skusił się na pęczek robaków fluo 🙂

Po przygodzie z drapieżnikiem, donęcam łowisko 10 kulami wielkości pomarańczy. Resztkę mieszanki zanętowej ponownie domoczyłem i wsypałem resztę mrożonych robaków( przygotowanych według tego SPOSOBU) Została ostatnia godzina łowienia, tak więc mam ostatnie 60min na złowienie upragnionego leszcza. Po wrzuceniu kul w łowisko, znów zaczynam odławiać krąpie. Co i raz wolno prowadzony spławik znika i w ręku ląduje rybka. Zabawa przednia, niestety wolę łowić większe ryby. Co jakiś czas wstawiam najcięższy spławik na stopa, dwa czerwone robaki nie kuszą ryb do brania. Dlatego dalej pływam i łowię krąpie. Zauważam, że deczko większe biorą na pęczek robaków fluo. Zakładam nowy pęk robaków, kolejne przepłynięcie – branie i guma zostaje w miejscu :O czekałem na to cały dzień. Cofam wolno tyczkę do tyłu ponieważ czuć ciężar sporej ryby. Z daleko sytuację obserwuje Michał z Rafałem, schowani w trzcinach. Mam dziwne wrażenie, że znów mam szczupaka na wędce. Czy to możliwe ? Mało prawdopodobne, ale prawdziwe. Ryba połakomiła się na fluo przynętę 😀 Ostrożny hol, szczęśliwie udaje się zakończyć w podbieraku. Ryba odpina się w matni, więc szczęście tym razem było po mojej stronie. Leszcze widziałem jedynie na środku rzeki, za to miałem styczność ze szczupakami. Naprawdę dziwna sytuacja, ale bardzo wesoła. Po raz kolejny pokazująca, że wędkarstwo jest nieprzewidywalne i dlatego wspaniałe.

Cały połów pokazuje fotka poniżej. Są to głównie krąpie, małe leszczyki (nie leszcze 🙂 ) i szczupak. Ryb całkiem sporo, ale brakowało kilku bonusów. Czas spędzony bardzo aktywnie, brania były praktycznie bez przerwy.

dsc_5619

Po sesji rybki wracają do domku, niech cieszą innych.

dsc_5638

Wszystkie ryby wracają do wody

Zwijamy się niespiesznie w piekącym słońcu. Przed nami parę kilometrów płynięcia z nurtem rzeki, ale jeszcze kawka i pogaduchy.

dsc_5661

Czas na kawkę jest zawsze 🙂

dsc_5703

Wracamy do miejsca gdzie zostawiłem samochód

Każdy z nas jest bardzo zadowolony i emocjonalnie głodny dużych leszczy 🙂 Dzikość rzeki jest porywająca i urzekająca. Przed samym odpłynięciem odwiedza nas rodzinka łabędzi, której nie omieszkaliśmy nakarmić 🙂

dsc_5679 dsc_5676


Rodzina łabędzi została solidnie dokarmiona 🙂


Dla mnie była to wspaniała przygoda i już nie mogę doczekać się kolejnej. Do następnego !!

Tekst: Marcin Kostera

Foto: Marcin Kostera, Michał Kędzior

Facebook