Pickerowe strategie

Z braku czasu i nawału obowiązków ostatnio mam bardzo mało czasu na ryby, lecz jedna z wielu wieczornych rozmów z Marcinem i Danielem zmotywowała mnie na tyle, że znalazłem chwile czasu żeby wyskoczyć na ryby. We wcześniej wspomnianej rozmowie chłopaki opowiedzieli o tym jak w trakcie ostatnich wypadów udało im się połowić dużych leszczy i linów.

To właśnie po tej opowieści zapadła szybka decyzja – „Idę pakować samochód ! Widzimy się rano nad wodą”. Jako zwolennik długiego snu nie byłem zadowolony z godziny spotkania jaką zaproponował Marcin – no cóż, jak mus to mus. Samochód spakowany, towar wymieszany, budzik ustawiony na 3 rano więc można iść spokojnie spać.

DSC_4443

Dublecik pięknych karasi 🙂

Kiedy rano zadzwonił budzik, a ja półprzytomny wyjrzałem przez okno moim oczom ukazał się nieciekawy widok, a w uszach brzęczał dźwięk kropel deszczu bębniących w parapet… ściana deszczu i ciemna noc. Pierwsze co mi przyszło na myśl to pytanie: „Czy my jesteśmy normalni !?”  – zdecydowanie nie… Szybko się ubrałem, zabrałem ze sobą letni kombinezon przeciwdeszczowy Norfina i udałem się do samochodu. Po dojechaniu na łowisko czekał już na mnie Daniel i od razu z uśmiechem na twarzy zapytał czy ktoś przemyślał to, że noce już są coraz dłuższe i jednak wybraliśmy się za wcześnie ? Chyba nie, podczas rozpakowywania auta i pakowania całego majdanu na wózki rozmawialiśmy jak będziemy łowili, a chwilę później Marcin przydreptał turlając wózek ze sprzętem. Zwarci i gotowi ruszyliśmy na stanowiska oddalone od samochodu o kilkaset metrów..

DSC_3418

Jasny towar idealnie pasował karasiom

Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że łowimy pickerami, lecz każdy z nas przygotował towar inaczej. Do moich kotłów trafiło 600g zanęty Venire-Lin Karaś , dwie paczki gliny rzecznej oraz pół paczki argilli czarnej od Górka. Zanęta była namoczona oraz przetarta przez sito dzień wcześniej, tak aby aby jej cząstki nie unosiły się nad dnem i nie wabiły małych ryb. Do tego dodałem 100ml grubych martwych robaków mięsnych oraz około 125g jokersa. Glina pomimo tego, że była mocno klejąca bardzo fajnie obsypywała się z koszyczka zalegając na dnie.

Marcin postawił na nieco inną kompozycję: mieszanka glin była podobna do mojej, z tym że argille zamienił na ziemię torfową, a zanęty spożywczej dał dwa razy tyle. Jokersa dał dokładnie tyle samo lecz postanowił zwiększyć ilość białych robaków do 250ml.

DSC_4523

Spora ilość robaków – zanęta Marcina

Daniela towar był zdecydowanie lżejszy niż mój i Kostka. W jego kotle wylądowały dwie gliny rzeczne uzupełnione o paczkę ziemi. Całość została uzupełniona przemoczoną, jasną zanętą ukierunkowaną na leszcza. Co istotne, zanęta została wspólnie przetarta przez sito razem z gliną, by podobnie jak u mnie jej cząstki nie unosiły się nad dnem. Jako smakołyki posłużyło blisko 400g jokersa oraz 250ml mrożonych mięsnych robaków.

W moim i Daniela przypadku towar poleciał na 28m, Marcin zaś stwierdził że będzie łowił 4m dalej niż my, 32m to jego ulubiona odległość i na niej czuje się najpewniej. Jeszcze przed rozłożeniem wędek rozpoczęliśmy nęcenie. Warto tak robić wcześniej z prostego względu, łowisko ma czas na to żeby odpocząć po intensywnym „bombardowaniu” wody. Na początek podaliśmy około 3/4 naszych mieszanek, resztę zostawiając na donęcanie i do koszyczka.

DSC_4408

Rive i Slam – zestaw idealny

Rozłożyłem dwie wędki jedna to Rive RF6 Feeder 2,7m do 20g z żyłką główną 0,14mm która miała służyć do łowienia delikatniej i mniejszych ryb. Druga to Rive R-Feeder 3m uzbrojony w plecionkę 0,08mm firmy Matrix, która świetnie tonie i jest bardzo dobrym wskaźnikiem czy w łowisku kręcą się ryby. Obie wędki wyposażone były w kołowrotki Ryobi Slam 2000 i 3000 a całość dopełniały robione przeze mnie koszyczki zanętowe w gramaturach 5 i 10g w różnych rozmiarach. Wielkości dopasowywaliśmy w trakcie łowienia ze względu na zmieniający się co chwila wiatr.

DSC_4384Pierwsze obcierki o żyłkę pojawiły się już po około 40 min od zanęcenia i po pewnym czasie już mogłem się cieszyć holem pierwszej tego dnia ryby. Był to ładny około 300g karaś srebrzysty. Kolejne ryby również były dopisywane na moje konto i były to karasie podobnej wielkości. Mniej więcej po godzinie Marcin zacina potężną rybę na najdelikatniejszym zestawie – wędka do 20g, żyłka główna 0,12mm a na przyponie tylko 0,09mm. Marcin odpina żyłkę z klipsa żeby ryba mogła sobie spokojnie wybierać żyłkę. Po kilku minutach holu naszym oczom ukazuje się piękny złoty leszcz. Kilka fotek i bierzemy rybę do wagi. Tutaj szybkie szacowanie i najbliższy wyniku jest Marcin, waga wskazuje równo 2700g.

DSC_4435

Leszczyk wyjęty na żyłkę 0,09mm 🙂

DSC_4470

Wyścigowy karaś w podbieraku

Tutaj Marcinowi należą się wielkie gratulację za spokój i opanowanie podczas holu takiej ryby na tak delikatnym sprzęcie. Podczas robienia zdjęć Marcinowi słyszę tylko jak moja wędka spada z podpórek lecz ryba niestety się spięła. Odkładam aparat i biorę się za łowienie 🙂 Większość brań mam na wędce z plecionką, tam na hak w rozmiarze 16 trafiają 3 białe robaki w tym dniu była to najbardziej skuteczna przynęta na którą łowiłem same karasie ! Wszystkie ryby były w przedziale 200-500g, założenie ochotki na hak skutkowało niewielkim leszczykiem, który ważył maksymalnie 300g. Po długim okresie i instrukcjach ode mnie i Marcina u Daniela też zaczęły się brania, pierwszą rybą jaką wyholował był piękny ok 500g gruby karaś srebrzysty – czyli zaczyna się tak jak i u mnie 🙂

DSC_4464

Wyczekiwany piękny karaś Daniela

DSC_4393

Ukryty w trzcinach 🙂

W międzyczasie Marcin ukryty w trzcinach niczym świstak z reklamy Milki po cichu holuje kolejną dużą rybę. Tym razem jest to lin w granicach 1,5kg, jak widać większa ilość robaków przyciągnęła w łowisko Marcina inne ryby niż karasie 🙂 U mnie w łowisku na dobre zagościły karasie nawet do tego stopnia, że kończąc hol jednej ryby zacinałem na drugiej wędce kolejną i tak oto w podbieraku mamy dublecik. Dwa pięknie wybarwione karasie z grubymi brzuszkami. Następne branie zalicza Marcin, kolejny raz na delikatniejszy zestaw, z tym że teraz na przypon założył 0,10mm – niewiele grubiej ale wzmacnia to zestaw. Warto zaznaczyć że ryba pobrała jedną ochotkę. Ryba jest tak silna, że Marcin ma problem z oderwaniem jej od dna. Po kilku minutach holu ryba pokazuje nam ogon, jest to przepiękny lin, wszyscy razem zgodnie oceniliśmy rybę na grubo ponad dwa kilogramy. Po minie Marcina było widać, że ciśnienie podskoczyło, a serce jest prawie w gardle. Ryba robi kilka odjazdów w końcu udaje się ją podnieść pod powierzchnię wody iii… wtedy dzieje się rzecz straszna. Marcin nie trafia podbierakiem i ryba robi kolejny tym razem już ostatni mocny odjazd i zrywa przypon.

DSC_4529

Tylko 1,5 kg … większy został w wodzie

Po lekcji rzucania i hamowania zestawu Daniel zaciął również fajną rybę i był to również lin, niestety ryba wyśliznęła się z rąk w trakcie pozowania do zdjęcia i w ten spektakularny sposób wróciła do wody odpływając w siną dal.

Na koniec naszego łowienia Marcina i moje łowisko opanowały małe leszczyki, które nie były warte fotografowania i wrzucania do siatki. Daniel również miał swoją szansę na dużą rybę lecz ta przy brzegu wypięła się. Tutaj już zgodności co do gatunku nie było ja uważam że to był piękny leszcz, a Daniel że karp pełnołuski.

DSC_4630

Efekt naszej zasiadki –  pozują tylko większe ryby 🙂 a Daniel robi fotkę 😀

Wnioski z tego łowienia nasuwają się same. Więcej zanęty oraz duża ilość robaków sprawiła, że Marcin miał w łowisku więcej dużych ryb. U mnie karasie zagościły w bardziej ubogim towarze. Bogatsi o kolejne doświadczenia będziemy opanowywać sztukę łowienia pickerem jeszcze nie raz i spróbujemy połowić tych największych ryb oraz upragnionego lina, którego Marcin wspomina do dziś 🙂

Teskt: Łukasz Gierach

Foto: Łukasz Gierach, Daniel Węgrzyniak, Marcin Kostera

 

Facebook