Płocie z małe rzeki

Miałem dużą chęć połapać na rzece. Niestety obfite opady jakie nawiedziły Polskę, wybiły mi ten pomysł z głowy. Duże rzeki przyjęły tyle wody, ile wynosi miesięczna norma! Następstwem tego było osiągnięcie stanu alarmowego rzek, a nawet lokalnych podtopień. Wyjściem z sytuacji okazała się mała rzeka, płynąca gdzieś, na Mazowszu  🙂 W lato uciąg na niej jest minimalny, prawie w ogóle na zauważalny, natomiast teraz – spokojnie można popływać zestawem skróconym. W ten o to sposób, wylądowałem na malutkiej rzece, pełen wiary i nadziei na sukces.

Malutka rzeka, w której pływają całkiem ładne ryby 🙂

Mówić o minimalizmie, mam na myśli rzekę, o szerokości około 7 m 😀 Niektórzy, przeszli by obok niej obojętnie, nie zauważając jej walorów  wędkarskich. Tymczasem, pływają w niej naprawdę ładne ryby, które kryją się w burtach i zakamarkach, pod warunkiem, że woda ma przynajmniej pół metra głębokości. Szczerze, łowiłem ryby płycej, ale nie były to jakieś okazy. Małe płotki i uklejki, to ryba biżuteria, której trzeba unikać. Głębszej wody, trzymają się ryby większe. Najczęściej poluję na płocie, przyłowem są jazie, wzdręgi, a nawet karpie i karasie! Skąd te ostatnie? Ze stawów hodowlanych, które bardzo często buduje się na tego typu ciekach. Nawet nie wiem jak pilnowane, zawsze w jakiś sposób dorybiąą ciek poniżej zbiornika. To już jedna z podpowiedzi, czym się kierować przy wyborze miejscówki.

Przygotowanie do łowienia

Minimalna ilość sprzętu pasuje do charakteru łowiska 

Kluczowa jest minimalizacja sprzętu i odpowiednie „wycienienie”. Pod pojęciem minimalizacji, mam na myśli łowienie na 4 elementy z tyczki, w wyjątkowych miejscach na 5. Rzeki w mojej okolicy nie wymagają dłuższej wędki, ponieważ to właśnie w tej odległości znajduje się najatrakcyjniejsze miejsce – rynna. Przed łowieniem, zgodnie z rzecznym kanonem, gruntuję sobie odcinek i wybieram najlepsze miejsce. Mała rzeka to wierna kopia dużej, dlatego na dnie również znajdują się górki i dołki. Warto przemyśleć,  gdzie mogą znajdować się ryby po wrzuceniu kul. Najczęściej miejsce zajmuję na początku dołka z wypłyceniem na końcu. To właśnie tu spodziewam się brań. Gruntowanie nie zajmuje dużo czasu, dlatego namawiam do sprawdzenia, co mamy pod powierzchnią wody.

Precyzyjne nęcenie główne za pomocą kubka zanętowego 

Stanowisko rozstawiam w wybranym miejscu. Kule kładę bardzo precyzyjnie za pomocą kubka zanętowego. Nie ma mowy o rzucaniu ręką! Hałas, to rzecz której teraz najmniej nam potrzeba. Co ważne, jeszcze odnośnie rozstawiania – absolutna cisza to  rzecz  wręcz niezbędna! Tupanie, rzucanie rzeczami, chodzenie po brzegu –  to wszystko powoduje, że ryba ucieka i staje się bardzo ostrożna! Staram się zachowywać bardzo cicho, wszystko mieszam z dala od wody. Nad brzegiem siadam dopiero gdy zaczynam łowić. Ostrożności nigdy za wiele, dzięki temu efekty mogą przyjść bardzo szybko w postaci większych ryb.

Dwa małe lizaki – tego dnia były najlepszym wyborem

Do łowienia rozkładam małe lizaki, w moim przypadku, są to spławiki Jacka M 0,45 gr i o,8 gr. Żyłka Głowna to 0,10 mm, przypony jakie mam zamiar stosować, wahają się od 0,07 do 0,09 mm. Wielokrotnie próbowałem łowić grubiej, niestety efekty miałem wtedy zerowe. Ryby ewidentnie chętniej pobierały przynętę, podaną na cienkim przyponie i małym haku. Na start założyłem odpowiednio 0,07 i 0,08 mm, licząc od razu na ładne ryby. Gumy, w jakie uzbroiłem topy to 0,8 mm i 0,9 mm, długość amortyzatora to tylko szczytówka i jeden element. Przyczyna jest bardzo prosta, top jaki potrzebuje to właśnie wspomniane owe dwa elementy (ze szczytówka włącznie). Więcej żyłki, między spławikiem  a szczytówką nie  potrzebuję, ponieważ łowię na 80 cm gruncie w lekko zabrudzonej wodzie. Jeżeli łowił bym na kryształowo czystej, ryby mogły by się płoszyć.

Mieszanka przygotowana do nęcenia wstępnego jest bardzo lekka

Kulki do nęcenia wstępnego

Do nęcenia wstępnego mam przygotowane paczkę argili i paczkę ziemi. Nie dodaję nawet grama kleju , spoistość reguluję tylko za pomocą wody. W drugim kotle namaczam około 600 gr zanęty, lekkiej i jasnej, z dodatkiem odrobiny pieczywka fluo. Zanętę mieszam pół na pół z gliną, a resztę podaje w czystej postaci. Tak mały uciąg wymusza stosunkowo lekką mieszankę, która od razu powinna się rozsypać i utworzyć dywan zanętowy. Postawienie twardych kul na dnie ( w przypadku płoci) szczególnie  małych rzekach, mija się z celem.

Łowienie rozpoczynam od zanęcenia łowiska za pomocą kubka zanętowego. Tak jak wspomniałem wyżej, zależy mi na zachowaniu maksymalnej ciszy i skupieniu kul zanętowych. W trakcie łowienia, chcę mieć pełną świadomość, gdzie znajduje się zanęta i gdzie trzeba donęcać. Ulepione kulki bardzo szybko znikają z kuwety, ponieważ krótki dystans, nęci się bardzo szybko – szczególnie bez rozpinania elementów. Do ostatnich kul dokładam luzem trochę gotowanych konopi. Zależy mi na ściągnięciu ryb w pobliże, dlatego nie przejmuję się, gdy ziarna spłyną za daleko.

Konopie to bardzo ważny dodatek jeżeli w planach mamy płocie

Po zanęceniu od razu przystępuję do łowienia – zawsze na start zakładam najlżejszy zestaw. Zależy mi na złowieniu ryb, które wyłapują wymywane cząstki – ustawiają się w toni i wybierają smakowite kąski. Pierwsze przepłynięcie, przynosi mi od razu ładną płoć, która posmakowała w pince fluo. Lekko się zdziwiłem, ponieważ większe ryby, często podpływają dużo później, gdy łowisko już się uspokoi. Kolejne przepłynięcia to malutkie krąpie, które  upodobały sobie czerwoną pinkę. Przypon jaki założyłem na start, to tylko 0,08 mm, dlatego ryby muszę szanować. Większa ryba obowiązkowo ląduje w podbieraku. Chwilowy spokój w łowisku, wprowadza we mnie większe skupienie, ponieważ może to świadczyć o wpłynięciu bonusów. Zmieniam spławik na cięższy i od razu zacinam ładną płoć. Ryba naprawdę pięknie walczy! W pierwszym momencie muruje do dna i zaczyna spływać z nurtem.

 

Zacięcie ładnej płoci ….

 

Hol ….

 

I podebranie ładnego gardonsa 🙂

Płocie, szczególnie większe, rewelacyjnie walczą na delikatnym sprzęcie! Przekonuję się o tym po chwili, gdy wyjmuję kolejną już piękną rybę. Czas donęcić – ponieważ ryby ewidentnie odskoczyły. Podaję kubkiem dwie kulki, znów z dodatkiem konopi. Mieszanka do donęcania to mix  50 :50 zanęta z gliną. To wpadnięciu kuli, widać delikatną smugę – mieszanka do donęcania nie może być bardzo klejąca.

Donęcanie to bardzo ważna rzecz, dlatego nie można o niej zapomnieć.

Donęcanie przynosi oczekiwane rezultaty, łowię serię 3 ładnych ryb. Później do głosu dochodzi drobnica – co chwila łowię małego krąpia lub małą płoć. Malutkie ryby są bardzo pocieszne,  jednak nie o takie „okazy” mi chodziło.

Donęcanie również odbywa się za pomocą kubka 

Znów donęcam dwoma kubkami. Trzeba łowić bardzo aktywnie, tzn, szukać ryb, donęcać, prowokować. Jeżdżenie gruntem to jeden z najprostszych i najskuteczniejszych rozwiązań. Nie można bać się eksperymentów! Trzeba ciągle próbować, jak sprowokować rybę do brania.

Efekt 4 h łowienia 🙂 

Moja nagroda za obranie dobrej taktyki  🙂 

Do końca dnia odławiam w sumie sporo ładnych płoci, oraz trochę drobnicy, która pod koniec łowienia, opanowała łowisko. Zbytnio się tym jednak nie przejąłem, ponieważ sporo ładnych ryb miałem już w siatce. Wersja „mini” łowienia na rzece 🙂 okazała się bardzo skuteczna! Obiecałem zrobić powtórkę, muszę jednak poczekać, gdy płocie w spokoju odbędą tarło. Liczę także,  na jakieś przyłowy w postaci jazia.

Do zobaczenia następnym razem

Tekst: Marcin Kostera

Zdjęcia: Marcin Kostera, Karol Kostera

Facebook