Podlodowe MŚ w Finlandii okiem debiutanta – Trening

Na początku była radość i zadowolenie, powód błahy, ale na który trzeba zapracować i poświęcić sporo pracy. Mowa oczywiście o pierwszej piątce w klasyfikacji do kadry narodowej. Dla mniej zorientowanych, ranking tworzony jest z 12 tur, tak więc trzeba się starać w każdej turze, żeby być co najmniej w czołówce. „Popłynięcie” w jednej turze znacznie komplikowało sytuację, powodując znaczy spadek. Myślę, że takie rozwiązanie działa bardzo selektywnie tworząc trzon kadry narodowej. Z założenia pierwszych pięciu to najrówniej łowiący zawodnicy na przestrzeni 2 – 3 lat. Po paru latach startów także i mi udało się załapać do wspomnianej „elity”. Wtedy przyszła chwila zwątpienia ponieważ czekał mnie wyjazd na MŚ do Finlandii. Dla mnie był to debiut, jako jedynego z całej kadry. Reszta to „starzy” wyjadacze, który mają za sobą wyjazdy nawet za ocean. Polska kadra Podlodowa od lat liczy się w światowej czołówce, były sukcesu i porażki, ale zawsze w przysłowiowym czubie.

 

DSC_4852

Górny rząd: Bodzio Murzyn, Marcin Kostera, Krzysztof Zakrzewski, Piotrek Kowalewski, Zbyszek Maciejewski                          Dolny rząd: Piotrek Jabłoński, Tomek Nysztal, Robert Florczak, Dariusz Jankowski

Chwila zwątpienia szybko zeszła na drugi plan, ponieważ miałem bronić barw Polski na arenie międzynarodowej. Dla mnie to wielka sprawa i powód do dumy. Orzełek na piersi to coś wyjątkowego szczególnie dla osoby wychowanej w duchu patriotycznym. Wartości wyniesione z domu utrwaliły mnie w przekonaniu, że czeka mnie coś wyjątkowego……

Pierwszy telefon od trenera kadry dostałem zaraz na początku roku. Standardowa rozmowa dotyczyła rybostanu i miejsca rozgrywania zawodów. Dominujące płotki, okonie i jazgarze to typowe polskie łowienie, zaciekawiło mnie miasto Kuopio które miało nas gościć. KUOIOWcześniej miałem z nim styczność jedynie telewizji oglądając skoki narciarskie. Od czego jest jednak internet z wszechobecnymi informacjami. Pierwsze co zrobiłem po zakończeniu rozmowy, to sprawdziłem jak wyglądało jezioro na który mieliśmy łowić. Wpisałem w wyszukiwarkę nazwę miasta Kuopio, od razu zostałem przeniesiony w centrum miasta. Suwakiem oddalałem obraz na mapie i jedyne co widziałem to wszechobecna woda! Jezioro Kallavesi wg. danych z wikipedia miało powierzchnię 890km² i głębokość do 75m! Dla porównania kompleks jezior razem ze Śniardwami obejmuje obszar o powierzchni 113,4 km². Daje to obraz wielkości jeziora na którym mamy łowić. Informacji w Internecie o samym łowieniu jest bardzo mało, wręcz cząstkowe informacje. Dobrowolne jest np. stawianie siatek, bębnów lub innych tego typu wynalazków. Typowa wolna amerykanka jeżeli chodzi o połów ryb. Zmotywowani jednak do szukania jakichkolwiek informacji, zbieramy wieści z Fińskich rejonów. Informacje tym bardziej są cenne, ze w planach jest wyjazd na trening. Niestety powyższy musi się odbyć dużo wcześniej ponieważ gospodarz musi zamknąć wodę miesiąc przed rozpoczęciem mistrzostw. Jak jest to duży handicap dla gospodarzy nie muszę mówić. Wystarczy zerknąć na mapkę i zobaczyć ogrom jeziora. Z niepewnych źródeł, mniej więcej wiedzieliśmy gdzie mogą się znajdować sektory na zawody. Udało się także zdobyć mapkę z planem batymetrycznym. Głębokości są bardzo różnicowe i ciekawe. Ale czy tak jest naprawdę to się okaże wkrótce.

Dzień wylotu zbliżał się nieubłaganie. Dla kogoś kto nigdy nie siedział na pokładzie samolotu to spore wydarzenie. Najszybszym transportem był właśnie lot z przesiadką w Helsinkach. Trzeba przyznać, że znakomicie wywiązał się z tego pan Szymon Gołoś organizujący wyprawy na ryby http://www.poryby.pl . Hotel mieliśmy bardzo blisko łowiska, zapewniony transport z lotniska i na lotnisko, rano śniadania. Mogliśmy się skupić tylko na łowieniu i poznawaniu łowiska. W odległym kraju to dość komfortowa sytuacja, gdy nie trzeba się o nic martwić. Spokojna głowa skupiona jest tylko na celu naszego wyjazdu, rozpoznaniu łowiska przed mistrzostwami świata.

DSC_5189Zbiórka na lotnisku Chopina w Warszawie zaplanowana była na godzinę 11.00. Dla mnie osobiście to komfortowa sytuacja ze względu na bliskość, gorzej mieli m.in. chłopaki z Tarnowa. Czekała ich wczesna pobudka i dojazd do Warszawy. Na szczęście infrastruktura drogowa jest dosyć dobrze rozwinięta, dlatego podróż przebiega bardzo szybko i sprawnie. Finalnie wszyscy stawiają się na lotnisku w składzie: Tomasz Nysztal, Robert Florczak, Krzysztof Zakrzewski, Darek Jankowski, Zbyszek Maciejewski, Piotrek Jabłoński, Bogusław Murzyn, Piotrek Kowalewski i niżej podpisany. W gwoli wyjaśnienia czemu taka duża ekipa jedzie na trening. Mogła być równie większa ponieważ wyjazd miał wyłonić 6 osobę rezerwową. Trener kadry zaproponował pierwszej piętnastce wyjazd w celu walki o premiowane miejsce. Niestety z różnych względów na taka opcję zdecydowały się tylko dwie osoby. Boguś i Zbyszek toczyli między sobą pojedynek o wolne miejsce, natomiast Piotrek Kowalewski to kierownik drużyny który trzymał pieczę nad wszystkimi szczegółami, ale o tym później.

Podróż samolotem ma jedną wadę, jest nią wielkość bagażu. A do upchania jest sporo rzeczy, nie wspominając o rzeczach osobistych trzeba zabrać mandziurki, wędki, świdry i kombinezony. Bardzo śmiesznie to wyglądało gdy na lotnisku przepakowaliśmy rożne rzeczy. Mądrym posunięciem było puszczenie świdrów jako oddzielnej paczki, znacznie to ułatwiło zmieszczenie się w limicie. Niektórzy z nas ciekawie rozwiązali problem z kombinezonami, najzwyczajniej założyli je na siebie. Jak to chłopaki powiedzieli, było im troszkę ciepło, ale dało się wytrzymać.

12278088_1041577589227514_748107919_n 12270100_1041577549227518_1358544212_n

Wsiadając na pokład samolotu, lekko draży mi nogi. Jak wspomniałem było to mój pierwszy lot samolotem, jednak wszystko przebiegło nad wyraz spokojnie. Wrażenia są niesamowite gdy mijamy pułap chmur, krystalicznie czyste powietrze i słońce daje emocjonalnego kopa. Lot nie trwał długo bo raptem 1,5 h i lądujemy w stolicy Finlandii Helsinkach. Za oknem zima na całego, hałdy śniegu i ujemna temperatura, nieomylnie wskazują na inny kraj. W tym samym czasie w Polsce temperatura oscylowała w granicach 10 st! Można powiedzieć, że u nas zimy nie było, natomiast w skandynawii nie mogą narzekać na ujemne temperatury. O pogodzie był czas pogadać bo czekaliśmy na kolejny lot około 5h, na szczęście wszystko odbyło się bez opóźnień. Późnym wieczorem lądujemy w Kuopio i odbieramy wszystkie bagaże. Pod lotniskiem czekał już transport który zawiózł wszystkich do hotelu. W spokoju zameldowaliśmy się w pokojach i poszliśmy spać. Następnego dnia czekał nas pierwszy dzień treningów.

DSC_5177

Takie przyłowy to była rzadkość 

Chyba każdy z chłopaków wstał bez problemów, po czym udał się na śniadanie. Poranna kawa postawiła na nogi tych bardziej zmęczonych. Czasu nie jedzenie nie było dużo bo trzeba było się pakować i ruszać nad wodę. Przed wyjściem każdy oczywiście uzbroił swój sprzęt i sprawdził świdry. Pozostało pobrać robaki i zanętę. W tym miejscu nie można nie wspomnieć o Robercie Florczaku i jego firmie LIWI. To właśnie jego osoba ufundowała robaki na cały wyjazd! Mało tego w ciągu całego wyjazdu dbała o jakość robaków. Ile to pracy wie ktoś kto już to robił, jedynie codzienne przewijanie i przepuszczanie utrzymuje delikatne larwy w doskonałej kondycji. Zanęta to domena Tomka Nysztala, znanego również w świadku spławikowym. Wieloletnie doświadczenie i wiele startów w GPP, budzi zaufanie wśród reszty zawodników. Dlatego też przed wymarszem na lód każdy dostawał swoją część robaków i zanęty. Wszystko mieszane z jednego kotła i dzielone z przysłowiowej”tej samej” gazety. Późniejsze korekty mieliśmy wprowadzać po wstępnym rozpoznaniu wody, chodzi o skład zanęty, oraz ilość robaków. Spakowani ruszamy na wodę, do której mamy 300m w linii prostej …

DSC_4741

Gęsiego szli.. wprost nad wodę 

DSC_4746Ogrom wody na żywo wygląda jeszcze bardziej okazale. Takie jezioro to prawdziwy skarb, szczególnie dla lokalnej infrastruktury. Przykład wykorzystania jeziora mamy przed oczami tuż po wejściu na taflę wody. Ogromy tor do jazdy na łyżwach to lokalna atrakcja, ukłon władz w stronę mieszkanców. W końcu Finlandia słynie ze sportów zimowych. Jeżeli w każdym mieście są podobnie miejsca, to łatwo sobie wyobrazić skąd są te sukcesy. Temat toru poruszam nie bez kozery, wg przepisów nie można łowić w bliższej odległości niż 50 m. Z tego co wiemy powyższy tor ma być likwidowany tydzień przed zawodami. Niestety to kolejne ograniczenie które musimy brać pod uwagę.

DSC_4803

Woda jest ogromna!

DSC_4768

Słońce przez cały pobyt wyszło tylko raz !

DSC_4774

Najwięcej było płotek, okoni i jazgarzy

Zachowując regulaminową odległość rozpoczynamy trening w pierwszym teoretycznie miejscu. Na wstępnie wspomniałem, że mieliśmy śladowe informacje o miejscu rozstawienia sektorów. Jeden dzień miał być po jednej stronie cypla drugi dzień po drugiej. Tak więc ruszyliśmy niczym horda na pojedynek z rybami. Plan treningu był jasno ułożony, na wstępnie każdy miał chwilę na sprawdzenie sprzętu. Później ruszyliśmy wzdłuż brzegu w celu sprawdzenia rybostanu. Woda w początkowej fazie jest bardzo równa i bezrybna. Równe 3 metry wody i pojedyncze małe okonki, nie wróżą nic dobrego. Dopiero w połowie odległości, zgodnie z posiadanym planem znajduje się około 5 m zagłębienie. Pokazują się także ryby w sporej ilości, głównie płocie. To właśnie w tych okolicach w sektorze wyznaczonym przez Piotrka rozpoczynamy pierwsze mini zawody. Ustalamy czas trwania każdej tury na 2h. Ryb łowimy naprawdę sporo, pierwszy wynik jest w granicach 5kg reszta niewiele mniejsza. Piękne szybkościowe łowienie, które daje nadzieję na obfite wyniki. Punktacja jest bardzo prosta i taka sama na każdych zawodach, pierwsze miejsce to jeden punkt. Im mniej punktów tym wyższe miejsce w klasyfikacji końcowej.

DSC_4871 DSC_4882

DSC_4899 DSC_4942

DSC_5144

Jedne z naszych zawodów: warto zauważyć na jakim kawałku łowimy ! reszta sektora bezrybna

Po zawodach chwila na odpoczynek i ruszamy do sprawdzania głębokości. Po raz kolejny ustawiamy się w linii po parę metrów i nawiercamy otwory. W ten sposób tworzymy siatkę dna z dokładnymi głębokościami. Naprawdę sporo trzeba się napracować, szczególnie jeżeli pokrywa lodowa bliska jest 50 cm !! Do końca dna sprawdzamy 3/4 terenu, resztę zostawiamy na jutrzejszy dzień. Powrót do domu to oczywiście rozmowy i pierwsze analizy na szybko. Wszystko chcemy ustalić na spokojnie tuż po obiedzie. Zregenerowanie po pobycie prawie 8h na lodzie to rzecz obowiązkowa.

DSC_5206

Kapitan drużyny narodowej – Tomasz Nysztal w akcji

DSC_5232

Trener Kadry Narodowej – Krzysztof Zakrzewski 

DSC_5199

Dariusz Jankowski 

Wieczorem przyszedł czas na podsumowanie pierwszego dnia. Każdy zabierał głos i mówił co ciekawego zauważył. Wszyscy zauważyli kompletny brak ryb na małej głębokości, trafiały się jedynie pojedyncze okonki wielkości palca. Dopiero większa głębokość gwarantowała normalne ryby i w większych ilościach. Nęcenie znacząco nie ma miało wpływu na wynik, ważne było utrzymanie ryb o ile żerowały. Wszyscy byli świadomi, że jedynie wspólna taktyka mogła przynieść dobre rezultaty.

DSC_4824Kolejny dzień przypomina filmowy „Dzień Świstaka”. Śniadanie, ubieranie, rozdzielanie przydziału zanęty, robaków i wymarsz na lód. Plan był bardzo podobny do poprzedniego z tą różnicą, że przed mini zawodami idziemy i łowimy na domniemanym terenie zawodów. Jak to jest dziwna woda pokazuje przykład gdy między łowiącymi około 10 m od siebie jest prawie 3 m różnicy głębokości! Tak duże różnice charakterystyczne są dla jezior polodowcowych. Ukształtowanie dna jest bardzo różnorodne z górkami i ostrymi spadami na czele. Uświadamiana nad to w przekonaniu, że jest to woda bardzo „gospodarska”. Tymczasem gdy przemierzaliśmy kolejne metry, przygotowany został sektor na zawody. Kolejne 2h mieliśmy spędzić na łowieniu prawie jak na zawodach. W tym czasie walczyliśmy na zasadach zgodnych z regulaminem FIPSED. Miało to na celu przyzwyczajenie do wymogów międzynarodowej rywalizacji. Tak więc nie było taryfy ulgowej i każdy wkładał w zawody sporo serca. Oczywiście humor dopisywał wszystkim i wszędzie, dlatego czas mijał dużo szybciej.

DSC_5468

Bieganie to codzienność 🙂

DSC_5439

Nikt nie odpuszczał 

DSC_5385

Robert nie wie jak się chodzi, częściej przemieszcza się biegając

Wyniki z drugiego dnia i głębszej wody były zgoła inne niż dzień wcześniej. Ryb nie było za dużo, dominował okoń z jazgarzem. Jedynie Darkowi udało się dobrać do płotek i to on stał się zwycięzcą zawodów. Szybkie ważenie i dokańczamy pracę domową z dnia poprzedniego. Świdry w dłoń i sprawdzamy kolejne połacie terenu. Gdy kończymy robi się już prawie szarówka. Kolejny ciężko przepracowany dzień za nami. Pozostała analiza wyników i wymiana spostrzeżeń.

DSC_5240

Bonusowe okonie Zbyszka Maciejewskiego 

DSC_5083W trzeci dzień wybraliśmy się za wspomniany cypel. Wg planu powinna być tam bardzo równo i płasko, z jednym rowkiem przez środek. Tak jak podejrzewaliśmy we wspomnianym rowku było masę ryb wszelkiej maści – z płocią na czele. Mormyszka z rzadka opadało na dno! Ryby pięknie utrzymywały się w pobliżu przerębla, kuszone opadającymi robakami. Jednak, odejście 10m od bankowego miejsca, zamieniało łowisko w pustynię. Trafiały się przypadkowe pojedyncze okonie, czyli potwierdzenie reguły. Zabraliśmy się więc za wiercenie i sprawdzanie głębokości. Tym razem chcieliśmy skończyć „mierzenie” wody dlatego weszliśmy na większe obroty. Zeszło się sporo czasu ponieważ dało o sobie znać zmęczenie, a czekało nas jeszcze łowienie w zawodach. Znów czekał na nas zrobiony sektor ale na bezrybnej wodzie!

DSC_5416

Tło za plecami Krzyśka to typowy widok na dzielnicę przemysłową

DSC_5549

Jak zawsze trzeba być czujnym 🙂

Plan był sprawdzić co można złowić na przysłowiowej „pustyni”. Wyniki pokazały, że pojedynczy duży okoń windował łowcę do pierwszej trójki. Zapunktowanie dawało już satysfakcję i spokój. Wywiercenie dużej ilości otworów nic nie dawało, ponieważ trzeba było trafić w najgłębszą część sektora aby liczyć na jakiekolwiek branie. Brań było jak na lekarstwo, trzeba było się wykazać nie lada umiejętnościami, żeby sprowokować ostrożną rybę. Jak się późnej okazało był to najtrudniejszy i najmniej ryby sektor. W hotelowym zaciszu znów analiza i wyciąganie wniosków. Nie wspomniałem jeszcze o wieczornych przeróbkach sprzętu. Każdy zasiadał wieczorami i coś musiał poprawić. Czytanie wody i dopasowywanie się do panujących warunków to domena dobrych zawodników.

DSC_5114

W rybnych sektorach dominowały płotki

Ostatni dzień postanowiliśmy sprawdzić okolice toru. Zakładaliśmy, że gospodarze włączą ten teren i rozstawią sektory. Wszystko wydawało się logiczne i proste. Nikt nie może trenować poza gospodarzami. Tak więc zabraliśmy się za rozgryzanie obszaru między torami. Dziwnym trafem wszyscy uciekli na głębszą wodę, czując pismo nosem. Od razu zaczęły brać płotki na przemian z ładnymi okoniami. Zmiana miejsca i to samo, kluczowa była głębokość. Sprawdziliśmy spory kawałek wody i zrobiliśmy mała przerwę na jedzenie. Tuż po niej została zarządzona kolejna tura. Nikt nie znał głębokości i ukształtowania dna. Wyrównało to szanse rywalizujących zawodników. Pierwsze wpusty od razu przynoszą ryby, praktycznie same okonie dają zwycięstwo. Wynik około 2500 g należy uznać za solidny, gdyż zbudowany na pasiakach.

DSC_5149

Taki okoń był już bonusem na mało rybnych miejscach

Dajemy sobie znów chwilę oddechu i zaczynamy kolejna turę. Tym razem rządzą płotki, okoni jest jak na lekarstwo. Najlepsi bardzo szybko wpasowują się w pomarańczowo okie nie dając się dogonić do końca tury. Niesamowite w tym wszystkim jest to, że oba dzisiejsze sektory są koło siebie, a rybostan tak różny. To kolejny dowód dla nas, że zbliżające się zawody będą bardzo ciężkie.

DSC_5274

Ostatni dzień do obowiązkowe pakowanie przed podróżą. Wszystkie niezbędne rzeczy znów trzeba ułożyć niczym puzzle w walizce. Koniec końców każdemu udało się wszystko zapakować do walizki. Pozostało podsumowanie całego treningu. Zwycięski z pojedynku między Zbyszkiem a Bodziem wychodzi ten drugi, nagrodą jest dołączenie do kadry udającej się na Mistrzostwa Świata. Nie mogło zabraknąć podsumowania całego treningu. Każdy z zawodników został poproszony o wypowiedzenie się na temat łowiska, sprzętu oraz całego wyjazdu. Informacje od każdego to mała cegiełka składająca się na całość. Wnioski są bardzo podobne i w większości nakładają się na siebie. Spore znaczenie będzie miała głębokość, sposób nęcenia na bezrybnej wodzie czy dobór koloru mormyszki. Kluczowe będzie także rozmieszczenie sektorów, dopiero wtedy będziemy mogli określić na ile nasz trening był udany.

DSC_5208

Parę słów ode mnie jako debiutanta. Kadra to coś więcej niż przypadkowo dobrana drużyna, tutaj nie ma miejsca na ustępstwa i taryfę ulgową. Zawsze gdzieś w mojej świadomości tkwiła myśl, że reprezentuje Polskę. Orzełek na piersi to szczególny zaszczyć dla Polaka. Czuć było tą lekką presję i motywację. Wiele godzin spędzonych na lodzie, wiele otworów wywierconych w pół metrowym lodzie to tylko przykład (ilość otworów wywierconych w ciągu dnia przekraczała 200!!). Nikt nie narzekał, nikt się nie skarżył, każdy miał przydzielone zadanie i doskonale się z niego wywiązywał. Wiele dobrego wniosły nasze mini zawody, które nieomylnie wskazywały na nierówność wody. Jednego dnia ktoś zwyciężał, kolejnego dnia był ostatni. Ja również miałem taką sytuację i po zwycięstwie przytrafiło mi się ostatnie miejsce. Nie było zawodnika który by wygrał  wszystkie tury!

Także moja skromna osoba, pomimo 30 lat została ciepło przyjęta i traktowana na równi zresztą. Te parę dni pozwoliło mi wykonać milowy krok., jeżeli chodzi o technikę, taktykę bądź rozpoznanie wody. Wszyscy byli otwarci, nie boję się napisać, że tworzyliśmy małą rodzinę. Z tego co usłyszałem była to jedna z lepszych atmosfer jaka była kiedykolwiek na kadrze. Nie pozostaje mi nic innego jak cieszyć się, że byłem częścią tego przedsięwzięcia.

DSC_5613

Kolejna ciekawostka czyli miejsce gdzie można odpocząć. Palący się ogień i ławka to ukłon w stronę „łyżwiarzy” 

Odjeżdżając do domu mieliśmy poczucie dobrze wykonanej pracy, pozostało tylko przełożyć to wszystko na zawody. Niebawem, bo za około miesiąc po naszym treningu miały się rozpocząć Mistrzostwa Świata w Wędkarstwie Podlodowym.

Jak było na zawodach mistrzowskich ? Zapraszam wkrótce do drugiej części

Tekst: Marcin Kostera

Foto: Marcin Kostera, Piotrek Jabłoński

Facebook