Podlodowe MŚ w Finlandii okiem debiutanta – zawody

Jak to było w czasie zawodów mistrzowskich w Finlandii ?? Jeżeli ktoś ma chęć przeczytać, zapraszam do teksu.

Dzień wyjazdu na Mistrzostwa Świata w Finlandii zbliżał się nieubłaganie. Tydzień po tygodniu, dzień po dniu zbliżaliśmy się do magicznej kwietniowej daty. To właśnie tego dnia mieliśmy ruszyć w stronę Kuopio. Przed nami bagatela 1500km samochodem (droga liczona na trasie Pruszków-Kuopio). Wcześniej jednak, jeszcze na Śląsku zostało do odebrania coś bardzo ważnego czyli robaki. Robert Florczak z LIWI ponownie dwoił się i troił, żebyśmy mieli najświeższy towar jaki tylko może być. Tak więc chłopaki z Tarnowa, zamiast kierować się w stronę Warszawy, najpierw odbierają dopiero co płukanego jokersa i ochotkę. Każdy zawodnik wie co to znaczy doskonałej jakości robaki. Nie dość, że są bardziej żywotne i ruchliwe, to także dużo łatwiej je przechować. Tym bardziej, że nie wiedzieliśmy jakie warunki zastaniemy na miejscu!

kodkodod

Tak więc Artura, Darka i Krzyśka czekała mała wycieczka po Śląsku i odbiór styropianów w których spakowany został jokers. Na szczęście, z małymi poślizgami wszystko udaje się załatwić pozytywnie. Na potwierdzenie dostaję telefon, żebym się szykował i wyjechał w umówione miejsce. Gdy pakowałem walizki do samochodu, optycznie było ich lekko za dużo. Ograniczenia w liniach lotniczych wymuszają zostawienie zbytecznych rzeczy, jadąc samochodem podświadomie wrzucamy więcej 🙂 a nóż się przyda. Podobnie jak ja myśleli chyba wszyscy, bo do naprawdę sporego samochodu ledwie się zmieściliśmy. Na całe szczęście doświadczony kierowca w osobie Artura Szczygła układa nasze bagaże niczym klocki w popularnej kiedyś grze tetris. Po upchaniu moich rzeczy ruszamy w dalszą drogę po kolejne osoby. Pierwszy jest Boguś Murzyn który mieszka w Warszawie, później kierunek Szczytno. Do Tomka Nysztala docieramy już po ciemku, ale nie przeszkadza to w niczym ponieważ walizki są już przygotowane. Chwila rozmowy i ruszamy dalej, tym razem kierując się w stronę Suwałk. To właśnie tam czeka nas przepakowanie całego majdanu w samochód przystosowany do długiej podróży. Zanim jednak dotrzemy na miejsce zabieramy Zbyszka Maciejewskiego i kolejne bagaże J Samochód mamy w komplecie, reszta zawodników wraz z Piotrkiem lecą samolotem z Warszawskiego Okęcia.

Około 12 w nocy docieramy do Suwałk, gdzie jest już samochód załatwiony przez Piotrka Kowalewskiego. Auto jest troszkę większe, ale ledwie wszystko upychamy. Koniec końców po wypiciu kawy… ruszamy w dalszą drogę. Przed nami do przejechania 3 kraje bałtyckie Litwa, Łotwa i Estonia. Niestety za wiele z nocnej podróży nie pamiętam, ponieważ zmęczenie dało o sobie znać i prawie wszyscy spali, poza kierowcą 😀 Czas nas troszkę gonił bo musieliśmy zdążyć na prom pomiędzy Estonią a Finlandią. Kolejna atrakcja dla zwykłego zjadacza chleba, czyli prawie 2,5 h podróż po Bałtyku. Sporo przed czasem docieramy do portu w Tallinie. Jak się okazało na miejscu, bonus czasowy zamiast na odpoczynek poświęcamy na szukanie naszego doku. Udaje się tuż przed zamknięciem bramek ! Chwila w kolejce do wjazdu i jesteśmy na promie. Teraz mamy chwile dla siebie zwiedzając pokład promu. Na szczęście w dzisiejszych czasach dostęp do WI-FI umożliwia kontakt z rodziną. Odpowiednia aplikacja i rozmowa z żoną umila podróż na bujającym promie. Niby sporych gabarytów obiekt powinien być odporny na działanie fal, ale uwierzcie na słowo, że było naprawdę wesoło. Spory wiatr wiejący na Bałtyku, rozbujał powierzchnię morza tworząc spore fale.

Obraz 462

Nim się obejrzeliśmy, przez głośniki zostaliśmy poinformowani o zbliżającym się cumowaniu. Załoga ogłasza informacje wcześniej, ponieważ spóźnialscy opóźniają wyjazd z promu. Wszystkie samochody ustawione są jeden za drugim, tak więc nie ma możliwości objechania dookoła. Problemów jednak nie mamy i zjeżdżamy spokojnie na terytorium Fińskie. Helsinki bardzo łatwo przejeżdżamy kierując się na północ w stronę Kuopio. Po drodze mijamy wiele jezior i lasów, wiele z miejsc jest bardzo dzikich, wyglądają na nietknięte ludzką ręką! Powierzchnia lasów wg danych z internetu wynosi prawie 70%, ilość niesamowita i to naprawdę widać!

Obraz 013Po drodze nie omieszkaliśmy przejechać przez miejscowość Heynola. Dla większości wędkarzy nic ta nazwa nie mówi, ale to właśnie w tym mieście produkowane są jedne z lepszych świdrów na świecie. Szybka fotka i jedziemy dalej. Niestety trzeba wzmóc czujność bo spore opady śniegu dają znać, że jesteśmy coraz bliżej koła podbiegunowego. Na całe szczęście uprzykrzające jazdę białe płatki, utrudniają nam ostatnie 50km. Po ciemku zajeżdżamy do bazy mistrzostw. Szybko meldujemy się w hotelu, a raczej w wiosce narciarskiej. Budynki bardzo przypominają wioski olimpijskie w których mieszkają sportowcy. W końcu my także jesteśmy sportowcami J Odbieramy klucze i rozpakowujemy bagaże, oraz przeglądamy jak wyglądają robaki po przejechaniu ponad 1500km. Wszystko w najlepszym porządku, możemy spokojnie iść spać bo jutro zaczynamy nieoficjalny trening.

Obraz 447Noc przesypia chyba każdy, po ponad 24h podróży jedyne o czym się myśli to prysznic i łóżko. Sen to najlepsza regeneracja dla zmęczonego organizmu. Rano wszyscy wstajemy rześcy i wypoczęci i udajemy się na śniadanie. Właśnie na pierwszym śniadaniu dostałem przysłowiowego kopa, że to są właśnie mistrzostwa świata! Wszystkie drużyny zameldowane są w jednym miejscu, tak więc o bladym świcie spotykamy się z innymi drużynami. Przekrój kulturowy jest bardzo duży od Mongołów przez Rosjan na gospodarzach kończąc. Każdy bez wątpienia przyjechał po dobry wynik! Jednak już na samym początku nie dało się odczuć złych emocji. Uprzejmości i kultury nigdzie nie brakowało, problem stanowiła bariera językowa. Najłatwiej można było porozmawiać za pomocą języka rosyjskiego, ale znajomość angielskiego była wystarczająca. Mnie jako debiutanta zaskoczyła wielka życzliwość wszystkich zawodników. Bardzo trafionym pomysłem jest lokowanie wszystkich w jednym miejscu. Ułatwia to zarówno dowożenie zawodników nad wodę, jak i organizację zawodów, ale o tym troszkę później.

12804315_1101361446582461_431856429_nW tym miejscu chciałbym nawiązać do treningu przeprowadzonego prawie miesiąc wcześniej. Jak zapewne wszyscy pamiętają z relacji, rozpracowaliśmy wodę tylko na podstawie szczątkowych informacji. Najważniejsze w tej chwili było poznanie gdzie znajdują się sektory! Przed wejściem do bufetu wisiała tablica która wszystko wyjaśniała. Szczerze, patrząc na zdjęcie można wywnioskować ile procent pracy poszło na marne. Niestety gospodarze zaskoczyli nie tylko naszą drużynę. Zdjęcie oddaje miejsce gdzie trenowaliśmy, oraz gdzie umieścili sektory. Na czerwono umieściłem mniej więcej miejsce w których trenowaliśmy. Część się pokrywała, jednak większość sektorów była nietrafiona. Jak się później okazało, miało to kolosalne znaczenie i decydujący wpływ na wynik. W poprzedniej relacji, są zdjęcia w których widać jak jesteśmy skupieni w jednym miejscu, podczas gdy cała reszta sektora jest bezrybna!! Ale tanio skóry nie sprzedamy! Dlatego, jedziemy na zapoznanie się z wodą.

Dzisiejszy dzień nie jest oficjalnym treningiem, dlatego nie mamy możliwości trenowania przy sektorach. Pozostaje tylko oddalenie się na bezpieczną odległość i  łowienie, jest możliwość pierwszej konfrontacji z innymi krajami. Niedaleko łowią Kazachowie, Mongołowie, Łotysze. Skupiamy się na przejrzenia sprzętu, czy wszystko jest dobrze naszykowane. Pogoda temu sprzyja bo jest ciepło,  2 st na plusie umilają pobyt na lodzie. Trochę obserwowałem inne kraje, które bardzo dobrze radzą sobie z bałałajką w ręku. Wszystko odbywa się bardzo płynnie i bez zbędnych ruchów. Holowanie, praca mor myszką -naprawdę na najwyższym poziomie. W końcu w jednym miejscu zebrała się śmietanka podlodowa z całego świata! Nie ukrywam, że takie obserwacje działają motywująco i pomagają w jeszcze cięższej pracy. W między czasie, my także ładnie łowiliśmy, trafiały się nawet leszczyki. Przewarzające były jednak płocie i okonie. Potwierdzały się obserwacje z treningu o sposobie nęcenia i łowienia. Pomimo złych humorów ze względu na ustawienie sektorów, cieszyliśmy się z łowienia i wyników.

Obraz 045

Wieczór standardowo poświęcaliśmy na dopieszczenie sprzętu oraz naradę przed kolejnym dniem. Wymiana doświadczeń to bardzo ważna sprawa i konsekwencja dalszego wyniku. Mnie jako debiutanta, cieszyła możliwość słuchania oraz dzielenia się swoją wiedzą. Moje zdolności wywodzą się głównie ze spławika, dlatego zwyczaje białych ryb są mi lepiej znane niż drapieżników. Każda uwaga jest bardzo cenna, tym bardziej, że większość „wywodzi” się ze spinningu. Połączenie paru pomysłów często prowadzi do sukcesu. Pełni optymizmu kładziemy się spać, ponieważ rano ruszamy na kolejny trening.

Obraz 191

Jednak, nie wszyscy kładą się spać….. Robert pilnujący robaków, przewija wszystkie gazety. Przepuszcza ochotkę przez sito, wyrzucając wszystko co martwe. Spora ilość jokersa i ochotki haczykowej oznacza około  2h pracy. I tak codziennie ! Naprawdę słowa uznania!! Wszystko robił w swoim w pokoju, wiec nie muszę nikogo uświadamiać jaki był ładny widok podłogi 🙂 Robertowi pomagał jego współlokator czyli Krzysiek Zakrzewski.

Oficjalne treningi zaczynają się dwa dni przed zawodami. Wcześniejsze łowienie odbywało się tylko w pewnej odległości od sektorów. Dopiero oficjalny trening zezwala na łowienie tuż przy strefie buforowej. Dla mniej zorientowanych, 10m strefa buforowa przeznaczona jest jako zabezpieczenie sektora. W trakcie trwania zawodów w tej strefie może się poruszać tylko trener. Reszta obserwatorów musi chodzić dookoła.

Obraz 404

Obraz 181Zaczynamy pierwszy dzień oficjalnego  treningu. Wybieramy bliższe sektory przeznaczone na drugi dzień  łapania. Ze względu na ustawnie musimy się rozdzielić. Koniecznie chcemy sprawdzić głębokości oraz rybostan. Łowienie przy sektorach, to także pierwsze starcie z innymi zawodnikami. Starcie to dobre słowo, bo obowiązuje wolna amerykanka 🙂 Wywiercenie paru otworów bez uprzedniego oznaczenia skutkuje wjechaniem ciężkiego gruntomierza! Trenerzy innym ekip nie mają skrupułów. Czuć w powietrzu zbliżające się zawody oznaczające zaciętą rywalizację. My tymczasem przemierzamy kolejne metry, wiercimy kolejne otwory. Ryb łowimy sporo ale tylko w określonych rejonach, konieczna jest bliskość głębszej wody. Bardzo wyraźnie widać „place” z rybami. Nietrafienie w takie miejsce skutkuje prawie całkowitym brakiem brań lub łowieniem małych okoni. Podobne obserwacje mają inne drużyny. Mnie osobiście podoba się różnorodność stylów łowienia. Bardzo ciekawe obserwacje zaprocentują w późniejszym czasie – mam nadzieję 🙂 Skupiska zawodników świadczą o rybnym miejscu, padają nawet spore leszcze łowione przez Kazachów na pinki …..  Przed końcem treningu podejmujemy decyzję, żeby zrobić małe zawody na zasadach z wcześniejszego wyjazdu. Sektor wyznaczony przez Piotrka jest na tyle duży, że bez problemu się mieścimy. Każdy podchodzi do rywalizacji z odpowiednim nastawieniem, natomiast inne drużyny widząc co robimy zaczynają nas nagrywać kamerą ….. dopiero po małej interwencji mamy spokój.

Obraz 384

To są mistrzostwa świata i każdy stara się zdobyć jak najwięcej informacji!!! Mini zawody wygrywają pojedyncze okonie, obeszło się bez płoci. Trafienie w pasiaki dawało szanse na wygraną.

Wracając do hotelu analizujemy trening, ponieważ  w godzinach wieczornych przewidziane jest uroczyste otwarcie. Wszyscy bez wyjątku spotykamy się w dużej sali w której odbywa się ceremonia. Kompletne drużyny zasiadają przy stołach w wyznaczonych miejscach. Odbywa się oficjalnie przedstawienie krajów biorących udział w mistrzostwach. To bardzo miły moment, gdy wyczytana reprezentacja staje a reszta sali nagradza ich oklaskami. Czuć wtedy dumę, że jest się Polakiem ! Nie mogło zabraknąć uroczystej kolacji bufet z mnogością dań zadowolił nawet największego smakosza. Zewsząd słychać było zadowolenie i rozmowy o treningach.

Obraz 332

bodzio 1Piątek to ostatni dzień treningu. Wcześniej jednak każda reprezentacja została poproszona o stawienie się w porcie, w celu zrobienia pamiątkowego zdjęcia. Tuż nad wodą postawiony został monument z kamieni który posłużył jako tło. Bardzo miła pamiątka dla każdego zawodnika! Tuż po sesji zawodnicy rozeszli się w wybranym kierunku. Ten dzień poświęcamy na sprawdzenie prawej strony łowiska, przeznaczonego na pierwszy dzień łowienia. Treningi miesiąc temu pozwoliły na sprawdzenie części z dwóch sektorów. Resztę musieliśmy sprawdzić przy strefie buforowej. Znów zaczęło się wiercenie dużej ilości otworów. Ryby stały na troszkę głębszej wodzie, jednak bardzo głęboko były tylko jazgarze lub małe okonki. Łowienie i nęcenie w pobliżu strefy buforowej znęciło pokaźne ławice leszczy , które łowili dosłownie wszyscy! Większe skupisko łowiących świadczyło o żerującym stadzie. Martwiły nas inne miejsca o głębokości około 3-4m z piaszczystym dnem, nie było tam dosłownie nic, złowienie okonka graniczyło z cudem.

Obraz 440

Obraz 209 Wieczorne podsumowanie i omówienie taktyki to niejako rytuał, z tym jednak, że teraz decyduje się kto będzie łowił w pierwszej turze. Każdy osobiście mógł powiedzieć czy czuje się na siłach, mógł wyrazić swoje wrażenia i spostrzeżenia. Jest to o tyle ważne, że na podstawie takich informacji można zbudować taktykę na kolejny dzień. Ostatecznie trener podjął decyzję, że na pierwszą turę wychodzą: Tomasz Nysztal, Robert Florczak, Marcin Kostera, Krzysztof Zakrzewski, Dariusz Jankowski, jako rezerwowy oddelegowany został Bodzio Murzyn.

Pierwszy dzień prawdy, czyli pierwsze 5 sektorów przed nami. Los rzucił mnie do sektora „prawie” leszczowego. Dzień wcześniej 10m obok każdy nałowił dużej ilości leszczy. Ucieszony, że jest szansa zrobić dobry wynik zająłem swoje miejsce przy linii. Chwilę wcześniej każdy zawodnik został sprawdzony czy nie przekroczył limitu zanęty oraz przynęt. Każdy zawodnik dostał pudełka z nabitym oznaczeniem. Ciekawostką jest limit zanęty który w Finlandii wynosi 2l, w Polce po zmianie przepisów mamy 1 litr. Robaki pozostają bez zmian, także wędki nie maja minimalnej długości co jest bardzo słusznym rozwiązaniem.

Obraz 471

Po sprawdzeniu wszystkich zawodników rozpoczynają się wędkarskie szachy, gdzie kto ma stanąć. O leszczach wiedzieli wszyscy, dlatego ścisk był naprawdę spory. Po sygnale który zezwalał wejść na lód zaczęło się mierzenie. Nie wiem czy któryś z zawodników postawił swoją chorągiewkę bez odmierzenia regulaminowych 5m. Sędziowie w pocie czoła ustawiali zawodników, żeby wyrobić się przed rozpoczęciem zawodów. Po sygnale wolno łowić każdy w trybie expresowym rozpoczął wiercenie otworów. Trzeba było zrobić to bardzo szybko i zająć drugą bazę. Niestety uprzedza mnie zawodnik z USA, który jak się okazało odszedł od leszczowej linii i wywiercił dziurę w miejscu gdzie miała być moja druga baza. Jakie to miało konsekwencje ? Takie, że od tego momentu zawodnik już się nie rusza z miejsca łowiąc płoć za płocią. Klasą dla siebie był Fin który miał namierzone miejsce z rybami, obok niego pierwszy wywiercił się ukrainiec. To były dwa najwyższe wyniki wagowe, trzeci był amerykanin, dalsze miejsca zajmowali zawodnicy siedzący przy linii ale bliżej rogu. Mi niestety pozostało bieganie i szukanie ryb po skraju. Odławiałem pojedyncze okonki i płotki. Nawet z dziury odmierzonej równo 5m od Fina nie łowię ryb ( różnica w głębokości prawie 2m ! ) W trakcie tury czas płynie bardzo szybko, tak więc decyduję się na odławianie malutkich rybek. Jak się okazało przy ważeniu starczyło to na pokonanie dwóch zawodników. Co czułem w trakcie ważenia? Niedosyt….. wiedziałem, że gdyby udało się wywiercić drugą bazę wg założenia, byłbym w czołówce. Zabrakło troszkę szczęscia….. Niestety inni zawodnicy także nie mogli się odnaleźć, jedynie sektory sprawdzone przez nas w trakcie treningów przynoszą zadowalające efekty. Gospodarze z dużą przewagą wygrywają turę i stają się głównymi pretendentami do złotego medalu. Nam niestety pozostaje gonitwa za jak najlepszym miejscem i zmazanie blamaży z pierwszej tury.

Przed drugą turą następuje zmiana zawodników, za Darka Jankowskiego wchodzi Bogdan Murzyn. Reszta pozostaje bez zmian, czyli Robert, Tomek, Krzysiek i ja. Sektory sprawdzone mamy dwa, niestety trzy pozostałe to wielka niewiadoma… i oczywiście trafiam na sektor o którym prawie nic nie wiemy. Posiadana mapa batymetryczna pokazuje miejsca gdzie znajdują się głębsze miejsca, tam też właśnie planujemy usiąść. Podświadomie jednak każdy pilnuje Finów, którzy na spokojnie zajmują pewne miejsce.

Obraz 473

Opowiem jak to wyglądało z moim sektorze. Po kontroli i pierwszym sygnale Fin spokojnie siada tuż przy linii, oczywiście dookoła ustawia się reszta zawodników. Sędziowie biegają z miarkami, odmierzając regulaminowe 5m. Gdy wszyscy przygotowują się do wiercenia, Fin wstaje i idzie po przekątnej w drugi róg. Konsternacja wśród zawodników co zrobić ? Zostać czy iść za nim ? Gdy rusza większość zawodników także i ja zabieram chorągiewkę, sprintem ścigając się z innymi. Dobiegam tuż za Finem, który chciał zając róg, popełnia jednak błąd w pomiarze i na siłę wciskam się w sam róg. Zapasu mam raptem 30 cm, sędzia od razu mnie poucza żebym był ostrożny bo za przekroczenie linii grozi żółta kartka. Na ryzykowny fortel decyduje się Rosjanin, jako jedyny zajmuje narożnik obok. Jak się później okazało, tam były płotki które pozwalają mu wygrać sektor i wygrać indywidualne mistrzostwo świata. Dowiercają się jeszcze dwie osoby i niestety reszta może tylko patrzeć jak się łowi ryby. Jako ciekawostkę powiem że łowiłem z Amerykaninem który dzień wcześniej popsuł mi szyki, tym razem jednak nie złowił żadnej ryby i schodzi na zero! To pokazuje charakter wody i równość. Moja „złota” dziura przynosi mi jedyne ryby – okonie i jazgarze. Inni zawodnicy próbowali odwiercać się w regulaminowej odległości ale nic to nie dawało. Różnica głębokości była na tyle duża, że złowienie ryby graniczyło z cudem. Złowienie kilkunastu ryb przynosi mi wynik w drugiej połowie stawki. Niestety jestem zły na siebie bo liczyłem na lepszy rezultat. Ambicje i orzełek na piersi budzą we mnie wiele emocji i chęć bycia najlepszym, niestety łowisko nie dało szans na wykazanie. Oczywiście gdybam, co by było jak to ja bym usiadł w drugim rogu? Zapewne wygrał bym sektor, a tak pozostaje mi walka z samym sobą i doskonalenie swoich umiejętności oraz wyciągania wniosków. Podam jeszcze przykład sektora obok w którym Robert Florczak dzielnie walczył o jakąkolwiek rybę. Nic nie dało odwiercenie się w dalszej odległości od linii, tylko otwór tuż przy samej chorągiewce dawał jakiekolwiek nadzieje na drgnięcie kiwoka. Cała reszta sektora, była totalnie bezrybna ! Obronną ręką wychodzi jedynie kapitan reprezentacji Polski Tomek Nysztal, zajmując drugą lokatę w sektorze minimalnie przegrywając z Finem.

Obraz 301Ze spuszczonymi głowami szliśmy na ważenie które odbywało się hotelu. Zaplombowane pojemniki komisyjnie otwierano i dopiero wtedy następowało ważenie kolejnych zawodników. Emocje sięgały zenitu gdy ważono ostatni sektor, zawodnik gospodarzy zajmuje ostatnie miejsce ….. Rzutem na taśmę złoto zdobywa Ukraina ! Cała sala nagradza zwycięzców oklaskami. Wieczorem odbywa się ceremonia zakończenia w trakcie której honorowani są zwycięzcy czyli Ukraina i indywidualnie Rosjanin. Po uwieńczeniu odbywa się bal który trwa do rana.

W poniedziałek z samego rana ruszamy w drogę powrotną do Polski. Przed nami bez mała 1500 km w tym prawie 200km promem, mamy czas na przemyślenia i wyciąganie wniosków.

Obraz 091s

Szczególne podziękowania dla całej ekipy, naprawdę można było poczuć się jak w domu. Przyjazna atmosfera pozwalała milej przetrwać rozłąkę z bliskimi. Ukłony w stronę Roberta Florczaka który jak zawsze załatwił najlepsze robaki, dbał o nie dniami i nocami J Podziękowania firmie GRAFF za ubranie całej reprezentacji, firmie Sport-fishing zorganizowanie wyjazd na trening oraz Towarzystwo Promocji Ryb Pan Karp pomoc finansowa. Na końcu zostawiam sobie osobę Krzyśka Zakrzewskiego zawodnika/trenera, który pozyskiwał sponsorów i organizował dwa wyjazdy, naprawdę wymaga to sporo poświęcenia!

 Test i Foto:  Kostera Marcin

Facebook