Rodzinny Method Feeder

Wakacje mamy w pełni. Często wiąże się to z większą ilością obowiązków, szczególnie tych rodzinnych. Trzeba sporo się nakombinować, żeby znaleźć czas zarówno dla najbliższych, jak i na nasze hobby. Bardzo często musimy się zdecydować się na jedną z opcji. A może spróbować połączyć obowiązki rodzinne z wędkowaniem ?! 🙂 Z ratunkiem przychodzi nam – skuteczny ostatnio method feeder. Ulubiony i bijący rekordy popularności, daje nam sporo możliwości by miło spędzić czas. „Magia methody” wynika z prostoty i łatwości „obsługi”. Sami przyznacie, że sprzętu naprawdę nie potrzeba wiele ( chyba, że chodzi o mnie 😀 )

Rodzinnie wypracowany karp 🙂 

Na rodzinny wypad się staram  ograniczyć sprzętowo i zabieram tylko to co jest mi niezbędne. Wiąże się to z przetransportowaniem na miejsce – niestety na moich łowiskach, nie mogę podjechać autem nad wodę. Jeżeli mógłbym z takiej możliwości skorzystać, na pewno ilość sprzętu znacząco by się powiększyła. Ratuję się taczką wędkarską, na którą wrzucam wszystko co jest mi potrzebne, czyli fotel, pojemniki i pokrowiec z wędkami. Przy okazji zabieram leżak, żeby zadbać o wygodę żony :). Do tego dochodzi prowiant oraz coś do picia.  Tak przygotowany mogę siadać na każdym stanowisku – odległość nie odgrywa żadnej roli. 

Holowanie karpia to już praca drużynowa 🙂 

Miejsce nad którym najlepiej łowić to komercja. Piszę to z pewnym niesmakiem, ponieważ nie jestem ich zwolennikiem. Jednak nasze piękne wody PZW, skutecznie są eksploatowane (sieci oraz mięsiarstwo)   i  bezrybne. Szybkie popołudniowe i bezrybne wypady, mogą zniesmaczyć i nie zaszczepić wędkarstwa – a o to nam właśnie chodzi ! Dlatego wybieram pobliskie łowiska prywatne, które nie są daleko oddalone od miejsca zamieszkania. Szybka podróż samochodem powoduje, że lepsza „połówka” nie szykuje się pół dnia na naszą eskapadę 😛 , wizja długiej jazdy i wielogodzinnego łowienia powoduje, że auto zaczyna być za małe……  tym bardziej, że zabieramy młodego łowcę.

Jeżeli pierwszą rybą dnia jest karp to znak będzie się działo …. 🙂

O ile z osobą dorosłą nie ma problemu i każdą  da się przekonać do łowienia (bądź leżenia na słońcu 😛 ), to dziecko trzeba zainteresować. I znów kłaniają się komercje, na których łatwiej złowić większą rybę. Nawet małe dziecko, będzie miało dużo frajdy z wędkowania. Uważam, że warunek konieczny to łowienie ryb, a nie wpatrywanie się w nieruchome  wskaźniki brań.  Młoda, bądź bardzo młoda osoba, musi wiedzieć, że wędkarstwo to nie jest nudne hobby. Warto w czasie rozkładania sprzętu korzystać z pomocy naszych milusińskich – na pewno będą chętne. Dodatkowe tłumaczenie, po co to wszystko, wzbudza w nich ciekawość. Naprawdę, każde elementy budowy zestawu warto pokazać. W moim przypadku, dużym zainteresowaniem cieszy się rozrabianie zanęty, doszło do tego, że muszę zabierać dodatkowy kilogram dla pomocnika. Po wymieszaniu docelowej mieszanki, zwalniam pojemnik i dziecko zaczyna robić swoją. W ten sposób nabiera doświadczenia,  nawet przemaczając wszystko i robiąc błotko. Nasza zanęta, która będzie wędrowała w podajniki nie może być  zrobiona przypadkowo 😛 Nie będę sugerował firm, jednak dużo nam nie potrzeba, nawet na parę godzin łowienia, mały pojemnik w zupełności wystarcza. Chociażby przy metodzie spławikowej, ilość mikstur jest wielokrotnie większa, do tego robaki wraz z glinami i ziemią. Co wybrać ?? wiadomo …. 😉

Foremka i koszyczek to wszystko co potrzebne do łowienia 

Stanowisko rozstawione, nie za blisko wody ze względów bezpieczeństwa. Małe pociechy w trakcie holu i dużych emocji potrafią zrobić niepotrzebny krok i wpaść do wody. Od razu lepiej się zabezpieczyć i uprzedzić fakty. Przy stanowisku mam tylko to co nam potrzeba do łowienia, wszystko inne odstawiam na bok, tak żeby nic nie przeszkadzało. Porządek na stanowisku wymagam od zawsze i staram się go pilnować, także w czasie rodzinnych eskapad. Szczerze, gdy widzę wędki położone na ziemi wzdłuż stanowiska, to przeczuwam co może być za chwilę 😛 Chwila nieuwagi, trach i nasz portfel zostaje uszczuplony.

Łowienie, jak wspomniałem jest proste, bo wystarczy napełnić koszyk, założyć przynętę i zarzucić. W tym miejscu skupię się na przynęcie – którą zawsze mamy pod ręką. Z robakami, może być problem, bo może ich nie być, albo nam zdechły :P. W przypadku spontanicznej decyzji możemy mieć problem, ale nie z kulkami czy pelletami. Te mamy zawsze, ponieważ się nie zepsują. Wystarczy zabrać pojemnik z przynętami i po problemie 😛 prawda jakie to proste?! Przy okazji dziecko ma radochę, ponieważ te różnokolorowe dziwnie pachnące kulki i pellety budzą ciekawość (pilnujemy, żeby nie zjadły 🙂 ),  w tym czasie żona prawdopodobnie dalej leży na leżaku …. 😛 

Wędkowanie to już sama przyjemność, ale warto się postarać. Najgorzej to nic nie złowić, ponieważ później może się to skończyć zniechęceniem całej rodziny. Konsekwencją „zera”, może być odmowa, gdy będziemy chcieli znów jechać w komplecie. Nie oszukujmy się,  złowienie czegokolwiek na komercji nie powinno stanowić problemu – nawet dla mało doświadczonych osób. Można powiedzieć, że komercyjna methoda to ukłon w stronę osób, które zaczynają swoje gruntowe przygody. Precyzyjnie podana przynęta na kopcu z zanęty (lub pelletu) czyni ją bardzo precyzyjną i skuteczną.

Pierwszy wypad z methodą i życiowy, prawie metrowy amur – mina młodej osoby mówi wszystko 

Branie także ciężko przegapić, ponieważ bardzo często, jest to mocny odjazd z powodu samozaciecia ryby. Dzieję się tak, ponieważ przynęta znajduje się na włosie w pewnej odległości od haczyka. Zasysająca  ryba łatwo się zapina na luźny hak – proste i skuteczne. Mało doświadczona osoba spokojnie sobie poradzi z zawiązaniem takiego przyponu, ewentualnie może kupić gotowce. Osobiście lubię wiedzieć co mam, dlatego jestem zwolennikiem nocnego kręcenia przyponów – jakkolwiek by to brzmiało 🙂

Podbieranie także może sprawić dużo radości 🙂 

Po zacięciu ryby proponuję wędkę oddać adeptom wędkowania. To właśnie hol jest kwintesencją łowienia, dlatego niech się cieszą młodsi. Czasem potrzebna jest lekka asekuracja, ponieważ karpie mogą być sporych rozmiarów i najzwyczajniej młodzi mogą nie mieć siły. Starsi na pewno sobie poradzą – ceną są zakwasy  😛 Te na pewno się pojawią, jeżeli ryby zaczną brać jedna za drugą. Dobrze zanęcone miejsce, powinno być pełne głodnych ryb. Ciągłe brania i  wyciąganie ryb na pewno zachęci i zaszczepi bakcyla u naszych pociech.

Holowanie ryby sprawa dużo radości 🙂

 

W niektórych sytuacjach trzeba pomóc 🙂  niestety siły może zabraknąć  

Równie ważne jak samo łowienie jest późniejsze dbanie o ryby. Może się to wydawać dziwne, ale to właśnie od małego powinniśmy uczyć kultury wędkarskiej. Uświadamiajmy nie tylko nasze dzieci ale także żonę, do czego służy mata i dlaczego nie przywozicie ryb do domu 😛 Być może, ktoś inny obecny na łowisku zauważy i będzie brał z was przykład. Bądźmy wzorem jak postępować z rybami, które bezzwłocznie wypuszczamy.

Wypuszczanie ryb to bardzo ważny element wędkarskiej układanki 🙂 

Jestem zwolennikiem krótkiej sesji fotograficzej,  ponieważ cenie sobie pamiątki z wędkarskich wypraw. Odpowiednie zabezpieczenie ryby – mata, plus woda do polewania –  chroni rybę i naprawdę nic się nie stanie, chyba że są bardzo duże upały( wtedy lepiej wszystko skrócić do minimum). Mała rada, fotografowanej ryby nie powinno się podnosić wysoko do góry. Upadek z dużej wysokości może być ostatnim, najlepiej kucnąć nad matą bądź koszem podbieraka. 

Dumni łowcy 🙂 duży leszcz wyjęty wspólnymi siłami 🙂

 

Samodzielnie wyjęty duży karaś i radość początkującego 🙂

Bardzo miłą niespodzianką są przyłowy, które udaje się wyjąć. W takim towarzystwie sukces smakuje podwójnie 🙂 Jak zapewne pamiętacie z naszego Facebooka, jest to zdjęcie szczupaka złowionego na methodę. Udało się go schwytać w trakcie rodzinnego wyjazdu na ryby. Naprawdę do tej pory się dziwię, że udało się go wyjąć 🙂

Prawie metrowy przyłów na metodę 😀 tym razem więcej pracy miał tatuś 🙂

Method feeder stał się ciekawym narzędziem do bardzo przyjemnego spędzania czasu. Dzięki sporej ilości ryb, udało się sprzedać hobby najmłodszemu członkowi rodziny, tak więc pytania – kiedy jedziemy na rybki, nikogo nie dziwią. Zachęcam innych korzystajcie z dobroci natury i spędzajcie czas z najbliższymi, najlepiej nad wodą 🙂  

Tekst : Marcin Kostera

Foto:  Marcin Kostera

 

 

 

Facebook