Urlop z linami

Moja druga wyprawa zbliżała się wielkimi krokami. Pierwsza obdarowała mnie pięknymi, złotymi leszczami, teraz chciałem czegoś więcej. Gdy zaczynam narzekać na to, że łowię nie takie ryby jak chcę, automatycznie zapala mi się lampka z pomysłem jak dorwać lina 😀 Nie wiem czemu, ale te ryby zawsze wzbudzają we mnie wielkie emocje, a przechytrzenie nawet małej sztuki niezmiernie mnie cieszy.

Uśmiech radości wzbudza widok ryby na macie, zaś pogardę wzbudza widok wędkarza pakującego lina do reklamówki. Niestety, drugi obrazek nadal jest spotykany nad naszymi łowiskami, lin traktowany jest jako przysmak…. A gdzie u ludzi podziało się podziwianie piękna ryby, jej sprytu i waleczności ? Zjadanie wszystkiego co się złowi, doprowadzi prędzej czy później do znacznego spadku populacji tych pięknych ryb. Krótkie rozmyślanie nad tym zagadnieniem  pozostawiam do subiektywnej oceny każdego wędkarza.

13724835_1753127738293524_234110550603495006_o

Lin mieniący się złotem … bardzo mało takich pływa w naszych wodach

DSC_3763

Pięknie pachnąca mieszanka ukierunkowana na lina

Przygotowanie do łowienia rozpoczynam dzień wcześniej, podobnie jak ostatnim razem. Z tą jednak różnicą, że mieszankę zanętową ukierunkowuję na lina. Przyjemny zapach kozieradki rozprzestrzenia się tuż po otwarciu paczki. To mój ulubiony, często działający aromat. Wsypuję do kotła kilogram zanęty, dokładnie nawilżam i odstawiam na bok. W drugim pojemniku mieszam ze sobą dwie paczki ziemi i paczkę gliny rzecznej. Ciężka i co najważniejsze, ciemna mieszanka, będzie stabilnie leżała na dnie. Takie proporcje (ziemia – glina) są skuteczne nawet na mulistym dnie! Wszystko odpowiednio dowilżam i przecieram   przez 3mm sito. Mieszanka staje się jednolita i pulchna. Nawyk zabierania ze sobą sita, przydaje się zawsze – nawet przy łowieniu na grunt. To mała rada dla początkujących. Po odczekaniu 15 min dowilżam ponownie zanętę i wrzucam na sito. Wszystkie składniki będę ze sobą mieszał dopiero nad wodą. Jak zawsze lubię wykorzystać czas spędzony na rybach do maksimum. Poza zanętą, przygotowuję także robaki – wyciągam odpowiednią ilość z zamrażarki i wrzucam do wody. Białe robaki i kastery to mój podstawowy dodatek w trakcie polowania na liny. Szykuję także ćwiartkę jokersa, którego sposób przygotowania pokazaliśmy TUTAJ. Jokers prawdopodobnie ściągnie drobnice, jednak gdy przypłyną główni bohaterowie, to małe rybki ustąpią im miejsca. Kastery i białe robaki są niezbędne żeby liny zagościły na dłużej w łowisku. Wszystko mam już przygotowane i spakowane, czas położyć się spać.

DSC_3753Budzik nastawiony na wczesne godziny poranne, tak więc zaraz po świcie wędruję na łowisko. Po dotarciu,  rozstawiam wygodny fotel,  montuję przystawki i ramię do pickera. Zanętę namoczoną wieczorem lekko dowilżam, przecieram (znów) przez sito i mieszam z gliną. Spory kocioł ułatwia mi dokładne połączenie mieszanki. Dodaję rozmrożone przynęty i wsypuję wszystko do miękkiego pojemnika. Ustawiam na przystawce i zaczynam nęcenie. Dystans na którym łowię to 32m. Dalej nie ma potrzeby, ponieważ rośliny utrudniają łowienie. Poza tym trzeba pamiętać o precyzji i dokładności, wspomniana odległość bardzo mi pasuje i czuję się na niej pewnie. Przy łowieniu linów, niestety trzeba mieć odrobinę wprawy i wyobraźni, źle ulokowana przynęta może leżeć cały dzień bez kontaktu z rybą.


DSC_3714 DSC_3712 DSC_3709


Zestaw przynęt przygotowanych do łowienia linów – ochotka, biały robak, kaster

Wrzucenie dużej ilości przygotowanej mieszanki zajmuje mi sporo czasu. Na początek za pomocą koszyczka ulokowałem ¾  przygotowanej ilości. Głośny plusk płoszy ryby, dlatego robię to w pierwszej kolejności. Zanim zmontuję wędki, łowisko odpocznie i ryby powinny się ustawić w miejscu nęcenia.DSC_3771 Szczególnie płochliwe i ostrożne liny lubią przede wszystkim spokój w wodzie. Pod nie szykuję  jedną z wędek, druga służy do łowienia „wszystkiego”, począwszy od płotek na leszczach kończąc. Wędki różnią się mocą i nawiniętą linką główną. Obciążenie to standardowo koszyczki własnej produkcji z bardzo lekkim ołowiem. Haczyki to Kamasany uwiązane na żyłce 0,10mm oraz Guru na żyłce 0,12mm. Zależnie od sytuacji, będę sobie skracał lub wydłużał przypon – wszystko zależy od aktywności ryb. O to się troszkę boję, bo wieje zimny wiatr – siedzę ubrany w polar i kurtkę! Nie przejmuję się jednak warunkami pogodowymi, zarzucam dwie wędki i czekam co się wydarzy. Początek jak zawsze nie wróży nic dobrego, ryby nie wykazują aktywności. Z jednej strony można się zrazić, ja jednak cieszę się, że nie bierze drobnica. Selektywne łowienie wiąże się czasem z dłuższym czekaniem na branie, ale warto….

DSC_3700

Dwie wędki czekają na branie, jedna z nich ustawiona na dużą rybę 

DSC_3435

Skuteczna tego dnia przynęta

Kombinuję z przynętami, zakładam różne zestawienia starając się trafić w gusta ryb. Kaster i gruby biały robak, nie raz okazywał się rewelacyjną przynętą, mam także ochotkę, którą podpieram dwoma grubymi białymi robakami. Właśnie na taką kanapkę, mam pierwsze solidne branie, na delikatny zestaw! Ryba po zacięciu stoi w miejscu. Nauczony doświadczeniem, od razu odpinam żyłkę z klipsa. Tym bardziej trzeba o tym pamiętać, że na przyponie mam tylko 0,10mm. Delikatny hol trwa sporo czasu, ale przy odrobinie umiejętności można go skrócić do minimum. Po 5 minutach mam rybę pod brzegiem i to od razu  pięknego lina.  Przy samym podbieraku robi jeszcze nagły i mocny zryw próbując skryć się w grążelach. Udaje się powstrzymać ucieczkę i rybę ląduje w podbieraku.  Znów na buzi pojawia się banan 🙂 Lubię łowić leszcze, ale liny uwielbiam! Piękna ryba grzecznie leży na macie, chwile poświęcam na kilka zdjęć i zaczynam znów łowić.

DSC_3676

Pierwszy linek potwierdził słuszność wyboru miejsca i taktyki

Holowana ryba zrobiła troszkę zamieszania i w łowisku pojawiła się drobnica w postaci leszczy oraz płotek. Nie są to ryby, które mnie interesują, jednak cieszą, bo są nawet ładnych rozmiarów i dają się łowić w tempo. Chwilę po wrzuceniu szczytówka wygina się w stronę wody i kolejna rybka ląduje w podbieraku. Zabawa trwa w najlepsze, łowię prawie jak na zawodach 🙂 Niektóre ryby biorą raptem parę sekund po rzucie! Oznacza to, że ryby na dobre zagościły w łowisku. Tymczasem branie mam na drugiej „selektywnej” wędce – leżącej praktycznie w bezruchu. Pęczek białych podany w  łowisku  zainteresował sporą rybę. Branie było bardzo mocne, wędka prawie spadła z podpórek, zacięcie jest zbędne! Podnoszę kij do góry i zaczynam holowanie. Wiem od razu co mam na wędce, ponieważ walka wygląda dokładnie tak samo jak wcześniej, mocny opór i wielka siła. Mocniejszy sprzęt pozwala mi na dużo bezpieczniejszy hol. Ledwie zdążyłem podebrać rybę i wypada haczyk! Szczęście było tym razem po mojej stronie. Znów parę fotek lina i chwila oddechu.

13717447_1203593016359303_8800015500974809706_o

Prawie 2kg ryba na macie, piękny widok!

DSC_3825Wiatr staje się mniej dokuczliwy, zaczyna być przyjemniej. W termosie czeka gorąca herbata, szybki łyk z kubka i ponownie zarzucam. Zatapiam linkę i coś mi wyrywa kij z ręki – branie od razu po rzucie! Zaczynam hol, ryba pokazuje się na powierzchni. Płynie lekko w bok, przechodząc przez drugi kij. Nie potrafię określić co mam na haczyku, dopiero przy samym brzegu widzę pięknego jazia. Co za dzień! Mam już dwa liny i naprawdę ładnego jazia. Ciemna woda powoduje, że kolory jazia są niesamowite. Płetwy krwistoczerwone i gruby kark świadczą o dobrej kondycji ryby. Potwierdza to także branie oraz hol! Myślałem, że nic nie przebije leszczowego połowu a jednak….


DSC_3736

Spora ilość robaków w koszyku to podstawa

Koszyczek napełniam mieszanką  ze sporą  ilością robaków. Dosypuję systematycznie robaki w trakcie łowienia. Wrzucam także luzem przynęty do koszyka i „dobijam” zanętą . W podajniku musi się znaleźć sporo smakołyków! Duże ryby są łakome i lubią smaczne kąski. DSC_3766W łowisku następuje spokój, nawet małe płotki nie próbują zjeść sporej przynęty. Pozostaję bardzo cierpliwy i po 30 minutach moja cierpliwość zostaje wynagrodzona. Pewne branie i znów zacinam sporą rybę. Przez chwilę mam wrażenie, że holuję karpia – znów musiałem ściągać klips! Odjazd na parę metrów był naprawdę bardzo szybki. Dopiero pod brzegiem zobaczyłem, że to znów lin 😀 Fortuna naprawdę mi sprzyja. Nie mogę się napatrzeć! Liny są wspaniałe, znów przez moją głowę przewijają się myśli, jak można zabrać tak cudowną rybę do domu? Tego na pewno nie zrozumiem nigdy. Na szczęście otoczenie  moich znajomych szanuje ryby i obchodzi się z nimi z należytym szacunkiem.

DSC_3832

Piękne 3 liny uwieńczeniem wspaniałego dnia

Po wyholowaniu trzeciego lina, zwijam się do domu. W końcu urlop to nie tylko ryby, ale także rodzina. Na koniec szybkie zdjęcia z obowiązkową, dobrze namoczoną matą chroniącą delikatne łuski i warstwę śluzu. Jestem zdania, że odpowiednio duża siatka (przekrój kwadratowy 50cmx50cm, długość min. 3m) nie uszkadza ryb. Koniecznie jednak musi być dobrze rozciągnięta, żeby przechowywane osobniki miały gdzie pływać. Liny na potwierdzenie tej tezy po paru zdjęciach, błyskawicznie odpływają!

DSC_3798

Największe ryby pozują do zdjęcia – mata i duża ilość wody gwarantują bezpieczeństwo

Opowieść z tego dnia można kończyć, ja się cieszę, że znów udało mi się dobrać do ładnych ryb z dzikiej wody. Doskonalę swój warsztat i z każdą wyprawą wynoszę coś nowego. Staram się obserwować wodę i wyciągać wnioski. Analizy robię w domowym zaciszu, na spokojnie i bez emocji. Efekty przychodzą z czasem, po eliminowaniu błędów i  przy odrobinie wędkarskiego szczęścia.

DSC_3880

Wracaj do domku malutki 🙂 wkrótce znów się spotkamy …..

Tegoroczny urlop uważam za bardzo udany i szczęśliwy 🙂 piękne ryby to kwintesencja wypoczynku.

Każdemu życzę podobnych emocji!!

Pozdrawiamy

Team FF

Tekst i foto: Marcin Kostera

 

 

Facebook