Wrześniowe „Leszczowanie”

Ostatnie tygodnie to wiele wyjazdów i treningów związanych z zawodami. Sporą część prywatnego czasu, trzeba było poświęcić dla wędkarstwa. Brakowało typowego „resetu”, czyli posiedzenia w spokoju nad wodą. Dźwiganie całego sprzętu wyczynowego, także nie wchodziło w grę! Plan miał być prosty, zabieramy tylko po jednym pickerze. Wszystko inne zostaje w domu, tyczka, kombajn itp. Z większych gratów zapakowałem jedynie platformę ze względu na spadzisty brzeg. Do siedzenia służył kombajn na „szybkie łowienie” (opisywany  TUTAJ ). Towarzystwa dotrzymywał mi Łukasz, do niedawna zapalony spławikowiec, dziś fanatyk drgającej szczytówki. On także dał się przekonać do „szybkiego” łapania 🙂

Minimum sprzętu – maksymalne wykorzystanie czasu

Reasumując punktualnie o 7 rano meldujemy się na Kanale Żerańskim. Wybieramy mało popularny odcinek z głębsza wodą. Letnio – jesienny kanał to wbrew pozorom urokliwe miejsce. Wszędzie zielono, brzegi kanału bujne porastają grążele a wysokie topole rzucają przyjemny cień. Bardzo dużo ptaków i ciekawskich bobrów, które robią wycinkę przybrzeżnych krzaków. A wszystko to w niedalekiej okolicy Warszawy …. wystarczy poszukać 🙂 Szerokość kanału w miejscu gdzie będziemy łowić oscyluje w granicach 40m , dlatego też decydujemy się rzucać w ¾ odległości. 30m od brzegu to idealny dystans  do lekkiego łowienia. Od razu zaznaczam, że nie nastawiamy się na okazy. Chcemy miło spędzić ranek i część południa. Celem są wszędobylskie leszczyki z których kanał słynie. Okazałe 2 kg łopaty to już przeszłość, ale ciągle można się cieszyć z 500 – 700 gr ryb. Dlatego też typowo pod nie przygotowujemy zanętę.

DSC_4681

DSC_4537Temperatura wody ma około 18 st, tak więc bez obaw wsypuję dwie paczki zanęty. Jedna to leszczowa druga płociowa. Leszczowa zanęta o grubszych frakcjach i słodkim zapachu dobrze się klei. Płociowa ma zadanie bardziej pracować, wszak łapiemy za pomocą koszyczka zanętowego. Zrobienie zbyt tęgiej i zduszonej zanęty dobre jest na okazałe ryby. Kanałowe leszczyki wolą mieszankę lżejszą i słodką, dlatego też do kociołka leci około 200gr epicene. W sumie wyszło 2200 gr zanęty na dwie osoby. Bardzo ważne jest domoczenie mieszanki. Trzeba to koniecznie zrobić stopniowo. Zanęta „pije” sporo wody, dlatego dobrze jest namoczyć całość wieczorem, jeszcze w domu. Tak też zrobiliśmy, nad wodą tylko dowilżamy mieszankę, bardzo małą ilością wody. Gotowa zanęta jest bardzo lekka i pulchna, ponieważ przetarta przez sito. Bardzo łatwo formuje się w kule. Jest jedno „ale”, wrzucenie zanęty pod czystą postacią może doprowadzić do szybkiego przekarmienia ryb. Dlatego też, dodajemy dwie paczki jasnej argilli Górka. Całość po raz kolejny przecieramy przez sito. W razie potrzeby można lekko dowilżyć mieszankę spryskiwaczem.

Zanęta po rozrobieniu ma ciemny kolor 

DSC_4512


Nawet najlepsza mieszanka musi być wzbogacona przynętami. Dzień przed wyjazdem wyciągam z zamrażalki moje zapasy czyli dwie paczki jokersa (2x250ml), pinkę i kastery. Wszystko przygotowane w trakcie sezonu czeka na swoją kolej, nie trzeba martwić się o robaki. Nawet jokers po rozpakowaniu wygląda bardzo atrakcyjnie i „smakowicie”. Zapewniam, że na swoje łowienie w zupełności wystarczy. W okresie dobrego dostępu i przystępnej cenie na larwy, warto pomyśleć o zapasach. Po rozmrożeniu kastery, także wyglądają jak świeże, podobnie z pinką. Zdjęcia odzwierciedlają jakość produktu. Przygotowanie robaków do mrożenia można przeczytać TUTAJ . Robaczki lądują do zanęty i przystępujemy do nęcenia wstępnego.

DSC_4575Na początku wrzucamy w łowisko po 10 koszyków wersji XXXL  😀 Specjalnie przygotowana wędka służy tylko do podawania zanęty. Mocna karpiówka z nawiniętą plecionką, gwarantuje odpowiedni zapas mocy. Koniecznie trzeba odmierzyć odległość i zaznaczyć na klipsie w pozostałych wędkach. Potrzeba także troszkę wprawy, żeby wyrzucić spory ładunek mieszanki zanętowej. Myślę jednak, że po rzutach nabierzemy wprawy i raz za razem koszyczek będzie lądował w tym samym miejscu


DSC_4570 DSC_4571Specjalnie zrobiony koszyczek służy tylko do nęcenia. Nie ma w nim obciążenia ponieważ po „naładowaniu” mieszankę waży odpowiednio dużo.

Poniżej mała foto-relacja z wyrzucania koszyka. Najpierw sprawdzamy czy się nic nie zaplątało na szczytówce, później przesuwamy wędkę do tyłu i obieramy cel na drugim brzegu. Koniecznie trzeba wybrać charakterystyczny punkt na drugim brzegu, może to być drzewo lub krzak. Później za każdym razem będziemy rzucać w tym samym kierunku. Płynnym i zamaszystym ruchem „ładujemy” wędkę i wyrzucamy w wybranym kierunku. Trzeba przed samym końcem podnieść wędkę  lekko do góry, żeby wyhamować przed klipsem. Po wpadnięciu koszyka do wody odczekujemy chwilę i wyszarpujemy zawartość . W ten sposób mamy zanęcone łowisko, punktowo i w parę minut! Precyzja przydaje się szczególnie podczas jesienno – zimowych łowów.

DSC_4581

ETAP I – Sprawdzamy czy nic nie jest poplątane 

DSC_4584

ETAP II – Przesuwamy koszyk do tyłu i obieramy cel na drugim brzegu

DSC_4578

ETAP III – Płynnym ruchem „ładujemy” kij i wyrzucamy koszyk 

DSC_4580

ETAP IV – Hamujemy lekko koszyk przed końcem aż dojdzie do klipsa

Łowienie zaczynamy klasycznymi zestawami na pętli ( sposób wykonania TUTAJ ). Przypony o średnicy 0,09mm na początek w celu rozeznanie wody. Jako przynęta pojedyńcza pinka w kolorze czerwonym . Z biegiem czasu trzeba umiejętnie reagować na gusta ryb i zmieniać przynęty. Dlatego mamy przygotowane do łowienia kastery, pinkę, grube białe i ochotkę. Szukanie w dwie osoby skutecznej przynęty,  jest dużo szybsze i łatwiej trafić w gusta ryb.

DSC_4595

Czego chcieć więcej – piękny leszcz i poranne słońce

Łapanie za pomocą koszyka, stabilnie utrzymuje apetyczne larwy w miejscu nęcenia. Leszcze bardzo lubią ten sposób prezentacji i pobierają przynętę położoną na dnie. Pierwsze brania mamy po paru minutach. Na początku pojawiają się rozruchowe krąpie i małe płotki. Solidniejsze branie Łukasz notuje po 30 min, po zacięciu od razu wiadomo, że ma doczynienia z leszczem. Miękka wędka wygina się w parabolę, amortyzując charakterystyczne szarpanie głową. Pod brzegiem jeszcze jeden odjazd i ryba ląduje w podbieraku. Ładny leszczyk może pozować do zdjęcia. Ryba nie ma żadnych otarć, uszczerbku na zdrowiu – piękny kanałowy leszcz. Po szybkiej sesji siadam do wędki, zmieniam koszyk na ciężarek. Pierwszy rzut, branie po 5s i kolejna ryba walczy o przetrwanie. Wspaniale holuje się ryby na miękkim kiju! Cienki przypon dodaje smaczku i finezji. Na grubsze kompletnie nie było brań! Połączenie paru czynników pozwala cieszyć się braniami. Holujemy na przemian rybę za rybą. Wszystko idealnie zagrało!

DSC_4625

Nawet południowe słońce nie przeszkadzało w żerowaniu

DSC_4605Nawet pod sam koniec sesji, gdy słońce było już wysoko na horyzoncie leszcze brały w najlepsze. Holowanie utrudniały przybrzeżne rośliny ale długa sztyca ułatwia podbieranie. Taki jest urok kanału i dlatego warto tu wracać! Warto wspomnieć o braniach, które są bardzo delikatne! Dopiero lekka korekta ustawienia wędki i szczytówki pozwala na lepszą sygnalizację. Zacięcie musi być natychmiastowe, dlatego trzeba czujnie obserwować szczytówkę. W tym dniu przydałaby się tarcze ustawione za wędką – niestety zapomnieliśmy zabrać 🙁 Ryby w większości zapięte były za samą wargę. Jednakże odpowiednio dobrany sprzęt pozwolił na wyholowanie prawie wszystkich ryb – spadła jedna !

DSC_4611

Miękka wędka rewelacyjnie sprawdza się przy połowie leszczy

DSC_4601 DSC_4600


Dzień mijał nie ubłaganie, tak więc po 4 h zwijamy stanowiska. Zwinięcie i spakowanie do auta zajmuje niecałe 15 min 😛 więcej czasu schodzi się ze zdjęciami 🙂 Szybka zbiorowa fotka ryb Łukasza na krótkie podsumowanie. Ja swoje wypuszczałem od razu do wody, ale wynik jest porównywalny. Ładne leszcze pięknie żerowały w zastawionej stołówce. Lekka gruntówka jest bardzo skuteczna metodą! Wystarczy troszkę chęci i prób. Przykładem jest wynik na fotce poniżej.

Ryby obowiązkowo lądują w wodzie! Każda odpływa bezpiecznie w kierunku wody. Duża siatka i mata chronią ryby przed uszkodzeniem. Jeżeli tego nie mamy, lepiej od razu ryby wypuszczać.

DSC_4668 DSC_4671

Każda z ryb bezpiecznie wraca do wody, złowimy je jeszcze nie raz

My z uśmiechami na ustach wracamy do domu planując kolejne pickerowe łowy 😀 Tym razem będziemy testować inne sposoby nęcenia…. Ale o tym wkrótce

Tekst i Foto: Kostera Marcin

Facebook