Wypasanie świn na Sanie

Poranna kawa połączona z tęsknotą za Sanem jakoś ostatnio zawsze skutkuje debatą z Marcinem. Ostatnimi czasy mamy zaskakujące problemy z tym żeby na Mazowszu połowić ryb, które w pełni nas satysfakcjonowały. Wówczas, co oczywiste zbiera się na wspominki i dziwnym sposobem nasze myśli wędrują, a jakże………….nad San 🙂 

dsc_1896

Piękno Sanu jest unikalne…tutaj piękny San w Dynowie

Naszą nostalgię podsyca zaprzyjaźniony „Pan Gruntomierz”, który jak się okazuje namierza brzany, które coraz częściej pojawiają się na pięknym odcinku Sanu w okolicach Dynowa. Tomka oraz dzielnego Franka zapewne znacie już doskonale, wszakże oni byli gospodarzami naszej tegorocznej wyprawy nad San, oooooj działo się!

Tytuł jest nieco przewrotny bo dla mnie symbolem Sanu jest właśnie świnka. Ryba, która łączy w sobie niebywałe piękno, waleczność i spryt. Nie jest chyba przesadą jeśli powiem, że jest to ryba równie kapryśna jak kobieta. Ciężko u niej dostrzec pewne schematy zachowań i miejsca regularnego bytowania, albowiem to zmienia się w zależności od pory roku, nasilenia nurtu, roju owadów czy rodzaju dna. Tych zależności jest więcej ale nie jest moją intencją by rozpisywać się na ten temat.

img_20160508_072732 img_20160506_174138


Bohaterki dla których jadę pół Polski

Uczciwie mogę stwierdzić, że San jest rzeką którą kocham, za którą tęsknię, a każda godzina spędzona nad jej brzegami działa na mnie kojąco. Dlatego chciałbym się z Wami podzielić tą pasją.

Tutaj jest miejsce na ostrzeżenie, jak w reklamach farmaceutyków. UWAGA MIŁOŚĆ DO SANU TO CHOROBA ZAKAŹNA. Jak już ktoś raz zasmakuje łowienia w tej rzece, to wierzcie mi będzie marzył by tam powrócić i nie ma znaczenia, czy jest spławikowcem, muszkarzem czy fanem feedera.

14393232_206343926450400_1825895556_o

Poranne „wodowanie” to to co lubię

img_20160507_055021Tyle słodzenia, przejdźmy do meritum bo chociaż jest pięknie, to nikt nie powiedział, że będzie łatwo. San jest bowiem rzeką, która uczy pokory jak żadna inna. Sami mieliście okazję przeczytać jak dostaliśmy spektakularne baty, gdy zaatakowała nas „plaga” uklejek. Nie chwaliłem się za bardzo, bo dwa tygodnie temu trafiło mi się podobnie chociaż przejechałem pół Polski z nastawieniem, że czekają mnie prawdziwe wędkarskie żniwa.

Dla mnie San jest przede wszystkim rzeką nizinną, znam ją doskonale od Radymna aż do Sieniawy, dlatego też sporym zaskoczeniem było zapoznanie się z jej urokami w okolicach Dynowa. Zupełnie nie potrafiłem się tam odnaleźć. Długie godziny nad wodą nauczyły mnie szacunku do niej, pokory i no właśnie, zrozumienia? Często mi się wydaje, że doskonale rozumiem zachowania ryb w niej bytujących, by kolejnego dnia wędkowania zrozumieć, że jestem totalnie głupi, a cała moja wiedza o Sanie na nic się zdaje.

San w Jarosławiu bo to o nim mogę powiedzieć najwięcej to rzeka bardzo urozmaicona. Można w niej wskazać 3 charakterystyczne miejsca:



  1. Rury

Potoczne określenie bierze się stąd, że nad korytem rzeki biegnie instalacja gazowa, która jest widoczna ze sporej odległości. Jest to łowisko, które zawsze skrywało w sobie dużo atrakcji. Jego cechą charakterystyczną jest jego duża głębokość oraz obecność pięknych sazanów. San charakteryzuje się tym, że ma strome zbocza dlatego pływające stada karpi można było często obserwować z brzegu, gdy wygrzewały się w słońcu. Żeby nie było lekko, nie były to ryby łatwe do złowienia. Ta miejscówka jest również jedynym znanym mi miejscem, w którym regularnie spławiały się stada brzan. Jest to zjawisko tyleż piękne co spektakularne. Widok stada brzan, które charakterystycznie w trakcie skoku trzepoczą płetwami można porównać tylko ze skaczącymi delfinami. Żeby tego było mało, zawsze odbywa się to przed zachodem słońca i trwa dosłownie kilka minut, więc trzeba mieć dużo szczęścia żeby chociaż raz być świadkiem tego pięknego wydarzenia, a co potrafi później zrobić taka brzana, gdy zamelduje się na naszym haczyku to sprawdźcie sami- lokomotywa 🙂

img_20160508_102902

Piękne certy to bardzo niedoceniane ale waleczne ryby

  1. Most

Bardzo charakterystyczny punkt w panoramie Jarosławia. Stara żebrowa konstrukcja, która lśni na tle zbocza, na którym położone jest miasto. Ów most jest również punktem odniesienia. Poniżej mostu wzdłuż lewego brzegu znajduje się kamienna rynna, w której w okresie letnim łowiło się dziesiątki kleni stojąc w wodzie i spływając z zestawem w dół rzeki, a jego zwieńczeniem zawsze była wiśnia lub czerwona porzeczka:) Takie łowienie to prawdziwy symbol Sanu. Często pojawiające się burze przepędzały wędkarza pod most i tam ciekawostka, wystarczyło złowić kiełbia lub płoć, by w zastoisku pod mostem łowić sandacze lub szczupaki. Powyżej mostu znajduje się kolejna rynna. Odkąd pamiętam było to najpopularniejsze łowisko wszystkich spławikowców. Przy odpowiednim stanie wody ilość ryb była wprost kosmiczna. Do tej pory mam w tym łowisku osobisty rekord połowu świnek, których to złowiłem 96szt. W 5 godzin. Nie licząc wówczas cert, jelców płoci i innych gatunków. W tym miejscu jest również miejsce legendarne, czyli tzw. „przerwa”. Jej nazwa bierze się stąd, że jest to punkt łowiska, w którym znajduje się kamieniste, niczym skalny blat dno, które na krótkim odcinku wciska się w zamuloną rynnę. To właśnie tam można liczyć na stada świnek, brzany, klenie i wszystkie ryby, które kochają nurt.

14407958_206343746450418_1231939015_o

Celne lokowanie kul zanętowych to podstawa sukcesu

  1. Wierzba

Niegdyś miejsce nieuchwytne, nieosiągalne dla spławikowca. Głęboka rynna sięgająca 5m wymagała sprzętu, którego w młodości nie miałem. Dlatego zawsze było to miejsce, w którym łowili zwolennicy ciężkiej gruntówki i lokalnej wiśnióweczki. Miejsce, które w odróżnieniu od wspomnianej przerwy, nie ma kamiennego dna, dlatego świnki niechętnie tam bytują. Jest za to szansa złowienia sporych cert w ilościach hurtowych, wielkich kleni i karasi:) Najchętniej łowię tam, gdy nurt wymaga zastosowania ciężkich spławików przekraczających 20g. Podanie odpowiednio ciężkiej zanęty skutkuje niemal zawsze wizytą w łowisku dużej ilości walecznych ryb. Dodatkowym plusem jest to, że przy takim uciągu możemy bezpiecznie uniknąć uklejek.

14360291_206344173117042_2018911790_o

Z pozoru spokojne łowisko skrywa 4m głębokości

San był i jest dla mnie łowiskiem, które zawsze kojarzyłem z łowieniem bolonką. To właśnie tutaj zakochałem się w tej metodzie, która na Mazowszu jest postrzegana jako coś orientalnego. Warszawscy wędkarze widząc mnie z bolonką uzbrojoną w centerpina, często patrzą się z politowaniem, do momentu gdy zobaczą pierwsze duże ryby holowane na taki sprzęt. Zawsze rozpływam się nad możliwością precyzyjnego prowadzenia zestawu w nurcie, który jest niedostępny dla tyczki. Żaden inny kołowrotek nie umożliwia tak dokładnego „oddawania” żyłki i kontrolowania spływającego zestawu. Dlatego kiedy tylko mogę korzystam z przyjemności łowienia bolonką i poza wspomnianą „wierzbą”, gdzie korzystam z wędki nasadowej, zawsze łowię bolonką z centerpinem.

14393345_206344146450378_405820665_o

Główne smakołyki

14359769_206344156450377_816917324_o

Ciężka glina pełna robaków

Znamy łowisko, a sprzęt każdy dobiera według osobistych preferencji, tylko co te kapryśne ryby lubią jeść? No właśnie! Jeśli nie łowiliście nigdy w rzece, na pograniczu gór, to możecie nie wiedzieć, że rój owadów jest tu nieporównywalnie większy niż chociażby w Warszawskiej Wiśle. Dlatego należy pamiętać, że próbując nęcić ryby będziecie musieli konkurować ze smakołykami, których rybom dostarcza matka natura.

img_20160507_071514

Wszyscy lokalni wędkarze zdają sobie doskonale sprawę z tego, że jeśli następuje masowe rojenie się jętki, to nie ma po co wybierać się na ryby przynajmniej przez tydzień. Nie jest to typowa rójka, bo ilość owadów jest tak gigantyczna, że służby porządkowe oczyszczają mosty łopatami ładując do pełna samochody ciężarowe.

img_20160508_095245

Płoć to bardzo rzadki przyłów w jarosławskim Sanie

Tyle dygresji- jeśli kiedykolwiek zagościcie nad Sanem, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że nie będziecie mieć żadnej konkurencji w postaci lokalnych wędkarzy, dlatego należy pamiętać że trzeba zweryfikować swoje hurtowe podejście w podawaniu img_20160508_095241w łowisku robaków. Na ogół na zawodach daje się ich dużo więcej. Osobiście najczęściej w pełni sezonu mieszam 4 paczki dobrej zanęty z 4 paczkami ciężkiej gliny, odrobiną pieczywa fluo i jedynie ćwiartką pinki. Wychodzę z założenia, że przynęta na haczyku powinna być dla ryb atrakcyjniejsza niż to co podamy im w twardo sklejonych kulach.img_20160507_073622

Mojemu serdecznemu koledze Wojtkowi, który mieszkając nad samym brzegiem Sanu jest symbolem wędkarskiego lenia (bo woli łowić na jakichś gliniankach) zawsze tłumaczę, że miarą tego czy dobrze się zanęci łowisko, jest to czy pojawią się w nim świnki. Tak jest niemal zawsze. Dlatego ja używam zanęt wyłącznie uznanych producentów. Nie wynika to ze snobizmu, po prostu takie mieszanki się sprawdzają, mają odpowiedni skład i kleistość, którą możemy swobodnie regulować dodawaną wodą i rozmaitymi klejami mineralnymi. Tych akurat nigdy nie żałuję, bo chociaż wiem, że na innych rzekach trzeba uważać żeby nie zrobić podwodnej górki, to tutaj na ogół tak po prostu trzeba. W innym wypadku możemy być pewni, że klenie a za nimi świnki prędzej czy później rozbiją nam kule w drobny mak i zamiast odławiać ryby odprowadzimy je z łowiska wraz z odrywającymi się drobinami zanęty, które szybko spłyną w dół rzeki.

 

img_20160508_102731

Piękne certy w godowych barwach nieśmiało pozują do zdjęć…

 

img_20160508_102920

…zanim obowiązkowo wrócą do wody

San i kapryśne ryby są jak puzzle. Właściwe ich poskładanie skutkuje połowem, który potrafi zdumieć każdego, a zachwyt nad okolicznościami przyrody przyprawi każdego o zawrót głowy. Ja siedzę w biurze i z tęsknotą po cichu ugaduję w z Marcinem kolejny wyjazd nad San, bo on już połknął bakcyla.

dsc_0524

Czy warto? Popatrzcie sami i odpowiedzcie sobie na to pytanie.

Pozdrawiamy

Ekipa FF

Tekst i Foto: Daniel Węgrzyniak

Facebook